#4 Ale ja nie powiedziałem ostatniego słowa.
O tym, że siatkarskie mamuty są rodzinne i broniące swojego stada w postaci żony i dzieci wiedziałam doskonale. Tylko nie wiedziałam, że aż tak. Każdy z nich był zapatrzony w swoją drugą połówkę jak w obrazek, a dziecko było wyprzytulane i wycałowane za wszystkie czasy. Z nich wszystkich to najmniej rodzinna byłam ja. I kiedy wszyscy siedzieli na stołówce i odpoczywali po treningu w towarzystwie rodziny, do pomieszczenia weszli moi rodzice. Gdyby nie to, że wygadałam się moim podopiecznym o sytuacji w domu pewnie nikt nie zwróciłby na nas uwagi. W końcu rodzina jak rodzina. Pewnie jest fajnie jest i te sprawy. Córka menadżer reprezentacji, a syn fizjoterapeuta.Tyle, że u mnie nie było fajnie a wręcz beznadziejnie. Rodzice wycałowali Rafała i już mieli to samo zrobić ze mną, kiedy mama ni z gruszki ni z pietruszki na cały głos wyrzuciła z siebie stos pytań.
- A Madzia jak? Nie robi głupot? Punktualna jest? Wypełnia obowiązki? Pan Andrzej się nie skarży?
- Nie mamo, wszystko w porządku. - odparł Rafał.
- Nie kłamiesz?
- Gdzieżby. Ona ma dwadzieścia pięć lat.
- Ma, ale wiesz synek jak to jest. Prawda córcia?
Gówno prawda. Ale lepiej się nie odzywać. Przez wszystkie lata uodporniłam się na uwagi i komentarze. Bo całkiem dobrze mi tutaj i nie ma co sobie psuć humoru jakimś bezsensownym gadaniem. Głupotę zrobiłam jedną, o której wie tylko osoba w niej współuczestnicząca. Dobra. Więcej głupot bo wiedzą też i zawodnicy. Ale nie o tej najważniejszej, więc wychodzę na zero, prawda? No. Także niczego głupiego nie zrobiłam, jestem grzeczna, nie przeklinam i kurwa prawie umarłam w lesie pod Łodzią. Moi rodzice nie dali jednak za wygraną i przy wszystkich zgromadzonych zawołali Andrzejka W. Miałam się nie denerwować? Cofam. Ja się wkurwiłam. Nie dowierzałam w to co się dzieje, ale mój biedny szef najpierw popatrzył na mnie jakby chciał mi przekazać, abym go jak najszybciej uwolniła od mojej wścibskiej matki a po chwili na pytanie czy sobie radzę odrzekł, że znakomicie. Odszedł od nas przepraszając i udając się do swojej rodziny, a mnie było po prostu wstyd. Bo wyglądało to tak, jakbym nigdy w swoim życiu nie miała swojego zdania i kierowała się tylko tym, co mówią wielebni rodzice. Szkoda, po przeoczyli fakt, że ich córka jest już siedem lat pełnoletnia, zdała maturę, skończyła studia, trzy razy zmieniała pracę aż w końcu wylądowała w reprezentacji. Pominęli też fakt, że nieszczęsna Magda wcale nie przejmuje się ich opinią i gadanina jest na marne. Ale w tej chwili zachowałam się jak nigdy wcześniej. Odwróciłam się i bez słowa wyszłam ze stołówki trzaskając drzwiami. Nie. Nie dlatego, że czułam się obrażona. Było mi po prostu wstyd, że cała scena rozegrała się przy siatkarzach, ich rodzinach, trenerach, statystykach i wszystkich innych. Co sobie musieli pomyśleć? Że jestem nieudacznikiem. Po prostu. Gdzie mogłam pójść? Nad jeszcze gorzej nieszczęsną ode mnie rzekę. Dobrze, że miałam przy sobie słuchawki.
*tymczasem w ośrodku, kilka godzin później*
- Takie pytanko za sto punktów. Widzieliście Magdę? Wołkowycki jej szuka. - zapytał Michał, jeden ze statystyków. - Szukam jej już chwilę i nie nigdzie jej nie ma. Jej pokój otwarty na oścież i tam też jej brak.
- A co? Jeszcze nie wróciła?
- Bartman, byłeś zbyt zajęty siostrą Kuby, żeby dostrzegać takie szczegóły.
- Oj, Kubi. Nie zajęty, tylko zainteresowany.
- Nie Michał, nie widzieliśmy jej.
- W takim razie szukam dalej.
Statystyk zapukał do następnego z pokoi, kiedy na korytarzu zetknął się z Andrzejem.
- Co prawda dokumenty związane z Kanadą o które mi chodziło znalazłem na jej łóżku, ale to nie zmienia faktu, że jest dwudziesta trzecia, ostatnie rodziny wyjechały dwie godziny temu, na dworze jest ciemno i zimno a Magdy brak. W dodatku jej telefon leżał w dokumentach.
- Pytałem w dwóch pokojach. Zbyszek, Dziku, Bartek i Kuba nie wiedzą gdzie jest Magda. A jej brat odchodzi od zmysłów. Przeszukał okolice i nie może jej znaleźć.
- Słuchajcie! - zaczepił rozmawiających Możdżonek. - Ja wiem, gdzie ona może być. Pójdziesz ze mną? - zwrócił się z prośbą do menadżera reprezentacji.
Panowie zeszli w dół. Marcin w drodze do drzwi ubierał swoją bluzę, kiedy za ramię złapał go Zbyszek.
- Ona jest pewnie nad rzeką.
- No właśnie tam idę. Chodź. - zagaił Zbyszka Marcin i wspólnie z Andrzejem wyszli na zewnątrz.
- Chłopaki, wiecie coś? Szukałem jej i nic!
- Widocznie źle, braciszku. - burknął Bartman do zmartwionego Rafała. - Właśnie idziemy jej szukać. Może siedzi nad rzeką.
- NAD RZEKĄ? - wrzasnęli chórem Wołkowycki z młodym Antczakiem, a Marcin położył palec na usta.
- Ciii. Trener nie wie, że Magdy jeszcze nie ma. Z resztą tylko zawodnicy wiedzą. No i my.
- Ale NAD RZEKĄ?! - darli się dalej.
Bartman przewrócił oczami i machnął ręką zgarniając zdezorientowanych poszukiwaczy Magdy.
Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce. Andrzej został na górze i do tego samego Bartman zmusił Rafała.
- Wątpię stary, żeby ona chciała rozmawiać z kimś z rodziny.
Ten posłusznie pokiwał głową i razem z Wołkowyckim rozprawiał, co siatkarze mogą zastać na dole. Zbyszek szedł pierwszy odganiając z twarzy muchy i inne robactwa.
- Jest! - ucieszył się Możdżonek.
Nie powiem, że nie byłam zaskoczona widząc Bartmana i Możdżonka. Bo spodziewałam się, że o tej miejscówce jak o innej niż imprezowa nie pomyślą. A jednak. Bartman był wściekły. Stanął nade mną i zaczął krzyczeć.
- Czy księżniczka zamierza wrócić do pokoju? Czy trzeba wysłać specjalnie zaproszenie?
- Bartman, spierdalaj stąd.
O nie. Z takiej strony to ja Marcina nie znałam. Bartman co prawda nie poszedł na górę, skąd słyszałam głos Andrzeja i Rafała, ale odsunął się jakieś dwa metry i przyglądał się temu, co zrobi Marcin. Ten zaś dał mi swoją wiatrówkę (szkoda, że kurtkę wiatrówkę a nie pistolet bo wiedziałabym do kogo strzelić) i usiadł obok.
- Napędziłaś wszystkim stracha, wiesz o tym?
- Co mi tam. - odpowiedziałam. - I tak wszyscy macie o mnie wspaniałe zdanie po występie moich rodziców. Niech się potwierdzi.
- Nikt o tobie źle nie myśli. Naprawdę. Wszyscy nie rozumiemy twoich rodziców i tego jak się zachowują. Niezależnie od tego ile masz lat, powinni cię wspierać a nie dołować. I wszyscy wiedzą też jaki jest powód twojej ucieczki. Nie musisz się niczego wstydzić. Na szczęście zostawiłaś dokumenty i Andrzej zrobił co mieliście zrobić razem. Ale bardzo się o ciebie martwi. Ja też. Igła też. I wszyscy inni.
- A trener ?
- Sztab nic nie wie. To znaczy z wyjątkiem Andrzeja i Rafała. To co? Wrócisz z nami?
- Wiesz co Marcin? Twoja Hania powinna nosić się na rękach. Jesteś naprawdę spoko gościem.
- A my powinniśmy nosić ciebie. Dlatego się martwimy. - Możdżon wstał, wyciągnął rękę, aby pomóc mi wstać i poprowadził do ulicy, gdzie czekało dwóch osobników. Rafał wypuścił z ust powietrze, ale nie odezwał się ani słowem. Andrzej zachował się jak ojciec, którego w dniu dzisiejszym ewidentnie mi zabrakło. Przytulił mnie jak swoją córkę, bo z tego co widziałam to ma ich dwie i jeszcze syna na dokładkę. Tak średnio wylewna byłam, ale było mi niezwykle miło, kiedy ktoś pierwszy raz od tak dawna mnie przytulił. I nie liczy się Rafał, kiedy wróciłam z Łodzi. Do ośrodka dotarliśmy cali i zdrowi, chociaż mój brat wywalił się na prostej drodze. Cóż. Liczy się, że szybko wstał. Wyszłam przed szereg i pobiegłam do swojego pokoju zamykając się na klucz. Co we mnie wstąpiło? Jakaś słabość, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Ale żeby uciekać? To było z mojej strony co najmniej nie mądre. Cud, że moje dokumenty zostały rozpieprzone na łóżku, bo inaczej Wołkowycki nie znalazłby ani jednej zasranej kartki z potwierdzeniem rezerwacji i moimi bazgrołami. Wypadało go przeprosić i obiecać poprawę. Chociaż chyba mnie zrozumiał. Ale ja też wiele zrozumiałam. Przede wszystkim to, że przy reprezentacji czuję się ważna, doceniona i przede wszystkim potrzebna. I lubiana! Nawet przez gnidę Bartmana.
Po wczorajszych smutkach i emocjonalnych problemach w dość dobrym humorze zeszłam na śniadanie. Moją jednodniową dysfunkcję zauważył na pewno Marcin i widząc moje oblicze - ogarnięte, wyspane i głodne uśmiechnął się szeroko, a następnie zawołał do swojego stolika. Szłam ochoczym krokiem trzymając w ręce gorącą herbatę z cytryną, ale byłoby za pięknie gdybym ją doniosła. Przede mną jak z ziemi wyrósł Kuba Jarosz, złapał mnie za ramiona i krzyknął prosto w twarz niezwykle ważny komunikat.
- ZBIGNIEW ZAPROSIŁ MOJĄ SIOSTRĘ NA FINAŁ W KATOWICACH! MAGDA! TY ROZUMIESZ?! ONA MU SIĘ DAŁA!
Oj Kubuś, gdybyś ty wiedział, że ona to i tak się dała w łagodny sposób. - MAGDA HALO JA MÓWIĘ DO CIEBIE! MAGDAAAAA!
- Kuba, nie wrzeszcz tak! To jeszcze nic nie znaczy. Bartman jest idiotą, twoja siostra już jutro zmieni zdanie.
- Słyszałem, Antczakowa! - krzyknął obgadywany z końca sali, a ja przewróciłam oczami.
- Dałbyś dziewczynie spokój. - wtrącił Winiarski, ale Zbyszek zmienił pozycję z siedzącej na 'siedzącą z rękami za głową i miną w stylu przybyłem, zobaczyłem, przerucham'.
Na chłopakach nie robiło to najmniejszego znaczenia. Zbyszek nie musiał praktycznie nic robić, żeby laski do niego lgnęły. Miał skubany powodzenie. Nawet ja po pijaku dałam się zbałamucić.
- A ty co tutaj?
- Po treningu najlepszy odpoczynek to ten na świeżym powietrzu. - burknął Kurek, a ja się dosiadłam nie pytając o to, czy mogę.W końcu ja też wyszłam odpocząć do lasu i podziwiać wpadające pomiędzy gałęzie drzew promienie słońca, prawda?
- Mów.
- To głupie.
- Jak nie powiesz, to nie ocenię. - zachęciłam.
- Kobieta mnie porzuciła.
- To zgłoś się do Zbyszka, znajdzie ci drugą. Na zmianę.
- Magda, to nie jest takie o... Proste.
- Ale co? Koło Bartmana dużo lasek się kręci...
- Kurwa mać, ona mnie zdradziła. - wycedził przez zęby, a mnie lekko mówiąc zatkało.
- O. A to szmata. - podsumowałam, co wydawało mi się być najlepszym wyjściem z sytuacji.
- A no. Wykorzystała moment i podczas mojej nieobecności przespała się z moim byłym sąsiadem. Przyjechała się tylko pożegnać i poinformować, że wzięła rzeczy.
- A długo byliście razem?
- Pół roku. Ale wydawało mi się, że to było to. Było tak cudownie! Magda, ja wiem, że ja wyglądam jak szczyl, ale ona naprawdę mnie zmieniła.
- I wykorzystała twoją dobroć.
- Jesteś krytyczna.
- Bo ja nie wierzę w miłość, Bartuś.
- Jak to? Nic a nic? Nie wierzysz w człowieka, który może cie pokochać? No co ty? Jesteś kobietą! Wy kobiety przecież... No wiesz.
- Nie w człowieka, ale w uczucie, którym ma mnie teoretycznie obdarzyć. Nie ma we mnie za grosz romantyzmu. I jestem tego świadoma. - wzruszyłam ramionami. - W życiu wychodzę z założenia, że coś, co jest problemem i pozbawia nas pozytywnej energii musi zostać wyeliminowane. Coś co ciągnie nas w dół nie może być obecne w naszym życiu. Więc drogą dedukcji, patrząc na moje koleżanki stwierdziłam, że zasada 'No boys - no problem' jest złotą zasadą. I tak jakoś... Raczej jestem od radzenia, tak jak na przykład dziś, teraz.
- Od kiedy jesteś sama?
- Od trzech lat, ale historia raczej krótka i nie ma czego rozwijać. Nie dałam kolesiowi tego co chciał, bo go nie kochałam. Byłam z nim chwilę, bo bardziej chciałam zobaczyć jak to jest kogoś mieć, niż z miłości. Ale pocieszył się i zostawił mnie dla innej. Całe szczęście.
- Tak myślałem, że nie lubisz facetów, ale żeby aż nie wierzyć z miłość...
- Kurek, poprawka. Was lubię. - uśmiechnęłam się.
- A ta akcja na imprezie ze Zbyszkiem?
- Jezusie! Przecież ja tam byłam tak pijana, że nie wiedziałam jak się nazywam! Bartek, daj żyć.
- Racja, ale nic ci tam nie... Nie... Nie pikło?
- Co?
- No wiesz, nic cię tam nie ukłuło?
- Bolał mnie język.
- Magda!
- No co? Taka prawda. Nie szukam faceta. To była głupota.
- E tam. Jeżeli tylko takie głupoty masz na swoim koncie, to jeszcze nie jest z tobą tak źle.
- Hm. - powiedziałam pod nosem i upuściłam wzrok patrząc na swoje stopy, które zwisały mi z ławki.
- A jednak, czyli coś się wydarzyło, co było większą głupotą, niż ślinienie się z Bartmanem? Wal śmiało, Nikomu nie powiem.
- Wolałabym o tym lepiej nie rozmawiać, bo pozbędę się pracy.
- Jeżeli ty nie powiesz o tym, jak wyrolowała mnie moja kobieta, ja nie powiem co ty zrobiłaś.
- Ja dotrzymuję tajemnic.
- Ja też.
- Dobra, bo ja i Zbyszek...To my się ten... No bzyknął mnie.
- COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?!
- Bartek, ciszej! Nie wszyscy muszą wiedzieć, że ujawniłam ci sensacyjny fakt z mojego życiorysu.
- Magda! Z nim?! Taka fajna dziewczyna!
- Nie lubisz go?
- Lubię, Zbych jest zajebisty, ale wiesz jakie on ma podejście do kobiet.
- Jakie?
- Szczerze? Lekkie. Nie żeby każdej do majtek zaglądał, ale lubi randkować z kilkoma na raz totalnie bez zobowiązań. Poza tym, wy przecież rywalizujecie ze sobą, kto komu utrze nosa! W życiu bym nie pomyślał!
- Ha. Ja też bym nie pomyślała. Dlatego skończyłam z alkoholem.
- Ale on ci się ani trochę nie podoba?
- Bartuś, ty chyba za dużo chcesz wiedzieć.
- Skoro rozmawiamy szczerze...
- Podoba. Bo z wyglądu to... No co ci będę mówić? Fajny jest. Ale jest Bartmanem i to go skreśla. I myślę, że taka sama sytuacja jest jeżeli chodzi o mnie. Teoretycznie lubi brunetki z ciemnymi oczami, ale nie takie jak ja. Wiesz co? Powinieneś zemścić się na tej pannie i zagadać do innej. Masz nie mniejsze powodzenie od Zbyszka. Tego kwiatu jest pół światu!
- No widzisz. Tego kwiatu jest cała reprezentacja, a ty wybrałaś takiego Zbycha. I gdzie tu sens a gdzie logika?
- Życie jest ogólnie nielogiczne.
Wchodzę do pokoju Igły i Żygadły. Właściwie to ledwo przestąpiłam próg, a moim oczom ukazał się tłum. Dziki tłum. Na środku dywanu siedzi Jarosz z Kosokiem i grają w pokera, Wiśnia coś krzyczy jednemu i drugiemu nad uchem a Zbyszek komentuje wszystko jak Swędrowski.
- Przepraszam, że zapytam grzecznie, ale co tu się proszę państwa odkurwia?
- Jak to co? Nie grałaś z nami jeszcze w pokera? - zapytał Nowakowski, a na jego słowa Kurek walnął się w czoło.
- Może dlatego, że do tej pory graliśmy tylko i wyłącznie w makao?
- A no. Dobrze prawisz. - stwierdził ponadprzeciętny Pit i wrócił do podziwiania swoich kolegów.
Co prawda nie byłam już mistrzem pokera, ale w latach studenckich całkiem nieźle mi szło. Wchodziłam przez okno do akademika i grałam z kolegami z roku kilka razy w tygodniu. Oczywiście do momentu, w którym nie przyszło mi zdawać trzech egzaminów poprawkowych w jednym semestrze.
- A co wy na pojedynek Zbigniew Wspaniały Bartman plus Magdalena Cieniutka Antczak?
- Cieniutka to jest zawartość twoich spodni, frajerze. - moje słowa skutkowały niepohamowanym śmiechem, ale Bartmanowi aż oczy zapłonęły i o mały włos nie rzucił się na mnie z tymi swoimi wielki rękami i wytatuowanym bicepsem.
- Kosa, rozkładaj te karty. Dojadę damską część naszej reprezentacji.
- Ohoho, zaczynam się bać. - uśmiechnęłam się złowieszczo i zajęłam miejsce, które uprzednio zajmował Jarosz. - To jedziemy z tym koksem.
- To. Jest. Niemożliwe. - wyrzucił z siebie stos pojedyńczych słów Bartman, kiedy zgarnęłam jego stówę i schowałam do kieszeni swoich jeansów.
- Chłopaki, koniec tego dobrego! - usłyszeliśmy głos doktora Olka. - Jest późno, jutro kolejny dzień treningowy, a wy urządzacie partyjki pokerowe.
Co prawda nie był zły, nawet się uśmiechał, a kiedy wszedł do środka i zobaczył, że w męskim gronie siedzę ja i chowam do kieszeni sto złotych o mało nie umarł ze śmiechu.
- Eeee, bo ja... Wygrałam z tym przychlastem. - wskazałam na Bartmana palcem, a on w odwecie zrobił to samo.
- Bo ona oszukiwała!
- Oj dzieci. Do spania! Bo się Andrea wkurza.
- Uuuuu. - zawył Nowakowski i wszyscy wyszli z okupowanego pokoju.
- Dziś ci się udało. Ale ja nie powiedziałem ostatniego słowa.
- Zbyszek, ty nawet pierwszego nie powiedziałeś. - szepnęłam mu na ucho i skierowałam się w stronę swojego pokoju obdarzając go cwaniackim spojrzeniem.
hej haj heloł znowu pisałam i sie smialam
- A Madzia jak? Nie robi głupot? Punktualna jest? Wypełnia obowiązki? Pan Andrzej się nie skarży?
- Nie mamo, wszystko w porządku. - odparł Rafał.
- Nie kłamiesz?
- Gdzieżby. Ona ma dwadzieścia pięć lat.
- Ma, ale wiesz synek jak to jest. Prawda córcia?
Gówno prawda. Ale lepiej się nie odzywać. Przez wszystkie lata uodporniłam się na uwagi i komentarze. Bo całkiem dobrze mi tutaj i nie ma co sobie psuć humoru jakimś bezsensownym gadaniem. Głupotę zrobiłam jedną, o której wie tylko osoba w niej współuczestnicząca. Dobra. Więcej głupot bo wiedzą też i zawodnicy. Ale nie o tej najważniejszej, więc wychodzę na zero, prawda? No. Także niczego głupiego nie zrobiłam, jestem grzeczna, nie przeklinam i kurwa prawie umarłam w lesie pod Łodzią. Moi rodzice nie dali jednak za wygraną i przy wszystkich zgromadzonych zawołali Andrzejka W. Miałam się nie denerwować? Cofam. Ja się wkurwiłam. Nie dowierzałam w to co się dzieje, ale mój biedny szef najpierw popatrzył na mnie jakby chciał mi przekazać, abym go jak najszybciej uwolniła od mojej wścibskiej matki a po chwili na pytanie czy sobie radzę odrzekł, że znakomicie. Odszedł od nas przepraszając i udając się do swojej rodziny, a mnie było po prostu wstyd. Bo wyglądało to tak, jakbym nigdy w swoim życiu nie miała swojego zdania i kierowała się tylko tym, co mówią wielebni rodzice. Szkoda, po przeoczyli fakt, że ich córka jest już siedem lat pełnoletnia, zdała maturę, skończyła studia, trzy razy zmieniała pracę aż w końcu wylądowała w reprezentacji. Pominęli też fakt, że nieszczęsna Magda wcale nie przejmuje się ich opinią i gadanina jest na marne. Ale w tej chwili zachowałam się jak nigdy wcześniej. Odwróciłam się i bez słowa wyszłam ze stołówki trzaskając drzwiami. Nie. Nie dlatego, że czułam się obrażona. Było mi po prostu wstyd, że cała scena rozegrała się przy siatkarzach, ich rodzinach, trenerach, statystykach i wszystkich innych. Co sobie musieli pomyśleć? Że jestem nieudacznikiem. Po prostu. Gdzie mogłam pójść? Nad jeszcze gorzej nieszczęsną ode mnie rzekę. Dobrze, że miałam przy sobie słuchawki.
*tymczasem w ośrodku, kilka godzin później*
- Takie pytanko za sto punktów. Widzieliście Magdę? Wołkowycki jej szuka. - zapytał Michał, jeden ze statystyków. - Szukam jej już chwilę i nie nigdzie jej nie ma. Jej pokój otwarty na oścież i tam też jej brak.
- A co? Jeszcze nie wróciła?
- Bartman, byłeś zbyt zajęty siostrą Kuby, żeby dostrzegać takie szczegóły.
- Oj, Kubi. Nie zajęty, tylko zainteresowany.
- Nie Michał, nie widzieliśmy jej.
- W takim razie szukam dalej.
Statystyk zapukał do następnego z pokoi, kiedy na korytarzu zetknął się z Andrzejem.
- Co prawda dokumenty związane z Kanadą o które mi chodziło znalazłem na jej łóżku, ale to nie zmienia faktu, że jest dwudziesta trzecia, ostatnie rodziny wyjechały dwie godziny temu, na dworze jest ciemno i zimno a Magdy brak. W dodatku jej telefon leżał w dokumentach.
- Pytałem w dwóch pokojach. Zbyszek, Dziku, Bartek i Kuba nie wiedzą gdzie jest Magda. A jej brat odchodzi od zmysłów. Przeszukał okolice i nie może jej znaleźć.
- Słuchajcie! - zaczepił rozmawiających Możdżonek. - Ja wiem, gdzie ona może być. Pójdziesz ze mną? - zwrócił się z prośbą do menadżera reprezentacji.
Panowie zeszli w dół. Marcin w drodze do drzwi ubierał swoją bluzę, kiedy za ramię złapał go Zbyszek.
- Ona jest pewnie nad rzeką.
- No właśnie tam idę. Chodź. - zagaił Zbyszka Marcin i wspólnie z Andrzejem wyszli na zewnątrz.
- Chłopaki, wiecie coś? Szukałem jej i nic!
- Widocznie źle, braciszku. - burknął Bartman do zmartwionego Rafała. - Właśnie idziemy jej szukać. Może siedzi nad rzeką.
- NAD RZEKĄ? - wrzasnęli chórem Wołkowycki z młodym Antczakiem, a Marcin położył palec na usta.
- Ciii. Trener nie wie, że Magdy jeszcze nie ma. Z resztą tylko zawodnicy wiedzą. No i my.
- Ale NAD RZEKĄ?! - darli się dalej.
Bartman przewrócił oczami i machnął ręką zgarniając zdezorientowanych poszukiwaczy Magdy.
Po kilkunastu minutach dotarli na miejsce. Andrzej został na górze i do tego samego Bartman zmusił Rafała.
- Wątpię stary, żeby ona chciała rozmawiać z kimś z rodziny.
Ten posłusznie pokiwał głową i razem z Wołkowyckim rozprawiał, co siatkarze mogą zastać na dole. Zbyszek szedł pierwszy odganiając z twarzy muchy i inne robactwa.
- Jest! - ucieszył się Możdżonek.
*
Nie powiem, że nie byłam zaskoczona widząc Bartmana i Możdżonka. Bo spodziewałam się, że o tej miejscówce jak o innej niż imprezowa nie pomyślą. A jednak. Bartman był wściekły. Stanął nade mną i zaczął krzyczeć.
- Czy księżniczka zamierza wrócić do pokoju? Czy trzeba wysłać specjalnie zaproszenie?
- Bartman, spierdalaj stąd.
O nie. Z takiej strony to ja Marcina nie znałam. Bartman co prawda nie poszedł na górę, skąd słyszałam głos Andrzeja i Rafała, ale odsunął się jakieś dwa metry i przyglądał się temu, co zrobi Marcin. Ten zaś dał mi swoją wiatrówkę (szkoda, że kurtkę wiatrówkę a nie pistolet bo wiedziałabym do kogo strzelić) i usiadł obok.
- Napędziłaś wszystkim stracha, wiesz o tym?
- Co mi tam. - odpowiedziałam. - I tak wszyscy macie o mnie wspaniałe zdanie po występie moich rodziców. Niech się potwierdzi.
- Nikt o tobie źle nie myśli. Naprawdę. Wszyscy nie rozumiemy twoich rodziców i tego jak się zachowują. Niezależnie od tego ile masz lat, powinni cię wspierać a nie dołować. I wszyscy wiedzą też jaki jest powód twojej ucieczki. Nie musisz się niczego wstydzić. Na szczęście zostawiłaś dokumenty i Andrzej zrobił co mieliście zrobić razem. Ale bardzo się o ciebie martwi. Ja też. Igła też. I wszyscy inni.
- A trener ?
- Sztab nic nie wie. To znaczy z wyjątkiem Andrzeja i Rafała. To co? Wrócisz z nami?
- Wiesz co Marcin? Twoja Hania powinna nosić się na rękach. Jesteś naprawdę spoko gościem.
- A my powinniśmy nosić ciebie. Dlatego się martwimy. - Możdżon wstał, wyciągnął rękę, aby pomóc mi wstać i poprowadził do ulicy, gdzie czekało dwóch osobników. Rafał wypuścił z ust powietrze, ale nie odezwał się ani słowem. Andrzej zachował się jak ojciec, którego w dniu dzisiejszym ewidentnie mi zabrakło. Przytulił mnie jak swoją córkę, bo z tego co widziałam to ma ich dwie i jeszcze syna na dokładkę. Tak średnio wylewna byłam, ale było mi niezwykle miło, kiedy ktoś pierwszy raz od tak dawna mnie przytulił. I nie liczy się Rafał, kiedy wróciłam z Łodzi. Do ośrodka dotarliśmy cali i zdrowi, chociaż mój brat wywalił się na prostej drodze. Cóż. Liczy się, że szybko wstał. Wyszłam przed szereg i pobiegłam do swojego pokoju zamykając się na klucz. Co we mnie wstąpiło? Jakaś słabość, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Ale żeby uciekać? To było z mojej strony co najmniej nie mądre. Cud, że moje dokumenty zostały rozpieprzone na łóżku, bo inaczej Wołkowycki nie znalazłby ani jednej zasranej kartki z potwierdzeniem rezerwacji i moimi bazgrołami. Wypadało go przeprosić i obiecać poprawę. Chociaż chyba mnie zrozumiał. Ale ja też wiele zrozumiałam. Przede wszystkim to, że przy reprezentacji czuję się ważna, doceniona i przede wszystkim potrzebna. I lubiana! Nawet przez gnidę Bartmana.
*
Po wczorajszych smutkach i emocjonalnych problemach w dość dobrym humorze zeszłam na śniadanie. Moją jednodniową dysfunkcję zauważył na pewno Marcin i widząc moje oblicze - ogarnięte, wyspane i głodne uśmiechnął się szeroko, a następnie zawołał do swojego stolika. Szłam ochoczym krokiem trzymając w ręce gorącą herbatę z cytryną, ale byłoby za pięknie gdybym ją doniosła. Przede mną jak z ziemi wyrósł Kuba Jarosz, złapał mnie za ramiona i krzyknął prosto w twarz niezwykle ważny komunikat.
- ZBIGNIEW ZAPROSIŁ MOJĄ SIOSTRĘ NA FINAŁ W KATOWICACH! MAGDA! TY ROZUMIESZ?! ONA MU SIĘ DAŁA!
Oj Kubuś, gdybyś ty wiedział, że ona to i tak się dała w łagodny sposób. - MAGDA HALO JA MÓWIĘ DO CIEBIE! MAGDAAAAA!
- Kuba, nie wrzeszcz tak! To jeszcze nic nie znaczy. Bartman jest idiotą, twoja siostra już jutro zmieni zdanie.
- Słyszałem, Antczakowa! - krzyknął obgadywany z końca sali, a ja przewróciłam oczami.
- Dałbyś dziewczynie spokój. - wtrącił Winiarski, ale Zbyszek zmienił pozycję z siedzącej na 'siedzącą z rękami za głową i miną w stylu przybyłem, zobaczyłem, przerucham'.
Na chłopakach nie robiło to najmniejszego znaczenia. Zbyszek nie musiał praktycznie nic robić, żeby laski do niego lgnęły. Miał skubany powodzenie. Nawet ja po pijaku dałam się zbałamucić.
*
- A ty co tutaj?
- Po treningu najlepszy odpoczynek to ten na świeżym powietrzu. - burknął Kurek, a ja się dosiadłam nie pytając o to, czy mogę.W końcu ja też wyszłam odpocząć do lasu i podziwiać wpadające pomiędzy gałęzie drzew promienie słońca, prawda?
- Mów.
- To głupie.
- Jak nie powiesz, to nie ocenię. - zachęciłam.
- Kobieta mnie porzuciła.
- To zgłoś się do Zbyszka, znajdzie ci drugą. Na zmianę.
- Magda, to nie jest takie o... Proste.
- Ale co? Koło Bartmana dużo lasek się kręci...
- Kurwa mać, ona mnie zdradziła. - wycedził przez zęby, a mnie lekko mówiąc zatkało.
- O. A to szmata. - podsumowałam, co wydawało mi się być najlepszym wyjściem z sytuacji.
- A no. Wykorzystała moment i podczas mojej nieobecności przespała się z moim byłym sąsiadem. Przyjechała się tylko pożegnać i poinformować, że wzięła rzeczy.
- A długo byliście razem?
- Pół roku. Ale wydawało mi się, że to było to. Było tak cudownie! Magda, ja wiem, że ja wyglądam jak szczyl, ale ona naprawdę mnie zmieniła.
- I wykorzystała twoją dobroć.
- Jesteś krytyczna.
- Bo ja nie wierzę w miłość, Bartuś.
- Jak to? Nic a nic? Nie wierzysz w człowieka, który może cie pokochać? No co ty? Jesteś kobietą! Wy kobiety przecież... No wiesz.
- Nie w człowieka, ale w uczucie, którym ma mnie teoretycznie obdarzyć. Nie ma we mnie za grosz romantyzmu. I jestem tego świadoma. - wzruszyłam ramionami. - W życiu wychodzę z założenia, że coś, co jest problemem i pozbawia nas pozytywnej energii musi zostać wyeliminowane. Coś co ciągnie nas w dół nie może być obecne w naszym życiu. Więc drogą dedukcji, patrząc na moje koleżanki stwierdziłam, że zasada 'No boys - no problem' jest złotą zasadą. I tak jakoś... Raczej jestem od radzenia, tak jak na przykład dziś, teraz.
- Od kiedy jesteś sama?
- Od trzech lat, ale historia raczej krótka i nie ma czego rozwijać. Nie dałam kolesiowi tego co chciał, bo go nie kochałam. Byłam z nim chwilę, bo bardziej chciałam zobaczyć jak to jest kogoś mieć, niż z miłości. Ale pocieszył się i zostawił mnie dla innej. Całe szczęście.
- Tak myślałem, że nie lubisz facetów, ale żeby aż nie wierzyć z miłość...
- Kurek, poprawka. Was lubię. - uśmiechnęłam się.
- A ta akcja na imprezie ze Zbyszkiem?
- Jezusie! Przecież ja tam byłam tak pijana, że nie wiedziałam jak się nazywam! Bartek, daj żyć.
- Racja, ale nic ci tam nie... Nie... Nie pikło?
- Co?
- No wiesz, nic cię tam nie ukłuło?
- Bolał mnie język.
- Magda!
- No co? Taka prawda. Nie szukam faceta. To była głupota.
- E tam. Jeżeli tylko takie głupoty masz na swoim koncie, to jeszcze nie jest z tobą tak źle.
- Hm. - powiedziałam pod nosem i upuściłam wzrok patrząc na swoje stopy, które zwisały mi z ławki.
- A jednak, czyli coś się wydarzyło, co było większą głupotą, niż ślinienie się z Bartmanem? Wal śmiało, Nikomu nie powiem.
- Wolałabym o tym lepiej nie rozmawiać, bo pozbędę się pracy.
- Jeżeli ty nie powiesz o tym, jak wyrolowała mnie moja kobieta, ja nie powiem co ty zrobiłaś.
- Ja dotrzymuję tajemnic.
- Ja też.
- Dobra, bo ja i Zbyszek...To my się ten... No bzyknął mnie.
- COOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO?!
- Bartek, ciszej! Nie wszyscy muszą wiedzieć, że ujawniłam ci sensacyjny fakt z mojego życiorysu.
- Magda! Z nim?! Taka fajna dziewczyna!
- Nie lubisz go?
- Lubię, Zbych jest zajebisty, ale wiesz jakie on ma podejście do kobiet.
- Jakie?
- Szczerze? Lekkie. Nie żeby każdej do majtek zaglądał, ale lubi randkować z kilkoma na raz totalnie bez zobowiązań. Poza tym, wy przecież rywalizujecie ze sobą, kto komu utrze nosa! W życiu bym nie pomyślał!
- Ha. Ja też bym nie pomyślała. Dlatego skończyłam z alkoholem.
- Ale on ci się ani trochę nie podoba?
- Bartuś, ty chyba za dużo chcesz wiedzieć.
- Skoro rozmawiamy szczerze...
- Podoba. Bo z wyglądu to... No co ci będę mówić? Fajny jest. Ale jest Bartmanem i to go skreśla. I myślę, że taka sama sytuacja jest jeżeli chodzi o mnie. Teoretycznie lubi brunetki z ciemnymi oczami, ale nie takie jak ja. Wiesz co? Powinieneś zemścić się na tej pannie i zagadać do innej. Masz nie mniejsze powodzenie od Zbyszka. Tego kwiatu jest pół światu!
- No widzisz. Tego kwiatu jest cała reprezentacja, a ty wybrałaś takiego Zbycha. I gdzie tu sens a gdzie logika?
- Życie jest ogólnie nielogiczne.
*
Wchodzę do pokoju Igły i Żygadły. Właściwie to ledwo przestąpiłam próg, a moim oczom ukazał się tłum. Dziki tłum. Na środku dywanu siedzi Jarosz z Kosokiem i grają w pokera, Wiśnia coś krzyczy jednemu i drugiemu nad uchem a Zbyszek komentuje wszystko jak Swędrowski.
- Przepraszam, że zapytam grzecznie, ale co tu się proszę państwa odkurwia?
- Jak to co? Nie grałaś z nami jeszcze w pokera? - zapytał Nowakowski, a na jego słowa Kurek walnął się w czoło.
- Może dlatego, że do tej pory graliśmy tylko i wyłącznie w makao?
- A no. Dobrze prawisz. - stwierdził ponadprzeciętny Pit i wrócił do podziwiania swoich kolegów.
Co prawda nie byłam już mistrzem pokera, ale w latach studenckich całkiem nieźle mi szło. Wchodziłam przez okno do akademika i grałam z kolegami z roku kilka razy w tygodniu. Oczywiście do momentu, w którym nie przyszło mi zdawać trzech egzaminów poprawkowych w jednym semestrze.
- A co wy na pojedynek Zbigniew Wspaniały Bartman plus Magdalena Cieniutka Antczak?
- Cieniutka to jest zawartość twoich spodni, frajerze. - moje słowa skutkowały niepohamowanym śmiechem, ale Bartmanowi aż oczy zapłonęły i o mały włos nie rzucił się na mnie z tymi swoimi wielki rękami i wytatuowanym bicepsem.
- Kosa, rozkładaj te karty. Dojadę damską część naszej reprezentacji.
- Ohoho, zaczynam się bać. - uśmiechnęłam się złowieszczo i zajęłam miejsce, które uprzednio zajmował Jarosz. - To jedziemy z tym koksem.
*
- To. Jest. Niemożliwe. - wyrzucił z siebie stos pojedyńczych słów Bartman, kiedy zgarnęłam jego stówę i schowałam do kieszeni swoich jeansów.
- Chłopaki, koniec tego dobrego! - usłyszeliśmy głos doktora Olka. - Jest późno, jutro kolejny dzień treningowy, a wy urządzacie partyjki pokerowe.
Co prawda nie był zły, nawet się uśmiechał, a kiedy wszedł do środka i zobaczył, że w męskim gronie siedzę ja i chowam do kieszeni sto złotych o mało nie umarł ze śmiechu.
- Eeee, bo ja... Wygrałam z tym przychlastem. - wskazałam na Bartmana palcem, a on w odwecie zrobił to samo.
- Bo ona oszukiwała!
- Oj dzieci. Do spania! Bo się Andrea wkurza.
- Uuuuu. - zawył Nowakowski i wszyscy wyszli z okupowanego pokoju.
- Dziś ci się udało. Ale ja nie powiedziałem ostatniego słowa.
- Zbyszek, ty nawet pierwszego nie powiedziałeś. - szepnęłam mu na ucho i skierowałam się w stronę swojego pokoju obdarzając go cwaniackim spojrzeniem.
*
hej haj heloł znowu pisałam i sie smialam
Komentarze
buziaki
Jak w każdy poniedziałek, zapraszam na nowy rozdział mattowej historii - http://spowiedz-sumienia.blogspot.com :)