#7 To ty nic nie wiesz?!
Tak się złożyło, że w drodze do Polski siedziałam z Bartoszem. Tak. Tym Bartoszem, który bał się lotu jeszcze bardziej niż ja. Przy starcie obydwoje mieliśmy zamknięte oczy i z całej siły ściskaliśmy podłokietniki przy fotelach.
- Wiesz? - szepnęłam. - Dla mnie to chyba nie ma różnicy, czy lecimy klasą ekonomiczną, czy tą dla burżuji.
- A no. Zaraz pójdę do Olka i wezmę coś na spanie.
Jak powiedział, tak zrobił. I za moment już prawie odlatywał, kiedy spojrzał na mnie i zadał pytanie.
- A ty co robisz?
- Bije się z myślami.
- To dostaną wpierdol. - dopowiedział idący do toalety Pit a ja przewróciłam oczami i już miałam zagadać Bartka, bo jak szybko odpłynie to zostanę samotna. Niestety. Już to zrobił. I to z otwartą buzią. Fuj. Co do słów Pita... Wstyd się przyznać o czym myślałam, ale wszystko przez to, że poprzedni dzień był dziwny i zakończył się jeszcze bardziej dziwnie. Dziś niestety wcale nie jest lepiej. Z Bartmanem zachowujemy się tak, jakby nic się nie wydarzyło. I dobrze. Tylko to jest za proste. Za szybko obydwoje zapominamy o tym, co działo się kilka godzin wcześniej. I żeby się przypadkiem nie okazało, że jak już się zagmatwa, to nie będę miała głowy, żeby nawet przez sekundę o tym pomyśleć. Bo ja nie przyjechałam tutaj aby znaleźć sobie problem, tylko po to, żeby chociaż na jakiś czas rozwiązać swoje dotychczasowe.
Jak poczułam, że samolot wylądował na Okęciu o mało nie umarłam z radości. Odebraliśmy swoje bagaże, które o dziwo dotarły w takiej ilości w jakiej dotrzeć miały i rozeszliśmy się w swoje strony na jakieś cztery dni. Jedni wrócili do domu z rodzinami, a drudzy pojechali reprezentacyjnym autokarem do Spały odebrać swoje auta i stamtąd ruszyć w rodzinne strony. Andrea, Gardini i jeszcze parę innych osób ze sztabu zostało w ośrodku. Ja nie zastanawiałam się ani chwili. Mój samochód i wszystkie inne rzeczy zostały w Krakowie, więc w przeciwieństwie do mojego brata nie miałam najmniejszej ochoty na powrót do Wrocławia. Tak się złożyło, że w drodze na przystanek, z którego będę odjeżdżać do Krakowa towarzyszył mi Kubiak, Bartman i Jarosz. Ten pierwszy planował wrócić do Wałcza, a Kurek i Jarosz mieli zostać u Bartmana. Wielki Warszawiak postanowił przenocować kolegów. Wielkie mi rzeczy.
- Co u twojej siostry, Kuba? - zainteresował się Kubiak wchodząc do ogromnego autobusu przypominającego harmonijkę, przynajmniej mnie.
- W sumie to nie wiem. A jeżeli już to tylko to, że jest tak zajarana Zbysiaczkiem, że zamierza przyjechać dla niego na mecze do Katowic. Wariatka. Mówiłem jej, żeby lepiej nie przyjeżdżała.
- Tylko nie mów powodu dla którego ma nie przyjeżdżać bo się dziewczyny pozabijają. - dopowiedział Kubiak.
- Macie nasrane. - zaczął śmiać się Zbyszek. Nie odezwałam się ani słowem, bo w sumie byłam przekonana, że chodzi o mnie i siostrę Jarosza. Że chłopcy najzwyczajniej w świecie sobie coś ubzdurali. A mnie i Zbyszka oprócz dwóch przygód nic nie łączy.
- Nie nasrane, tylko mówiłeś, że ta twoja Asia, z którą się teraz spotykasz też będzie w Spodku. Chyba bezsensem będzie doprowadzenie do sytuacji, w której obydwie panie się spotkają. Prawda, Magda? Magda! Nie śpij!
- Kubiak, nie drzyj mi się do ucha, nie śpię. Po prostu, jak już mówiłam Bartkowi biję się z myślami.
- Nad czym tak rozmyślasz?
- Nad tym, czy wam nie wpierdolić. - wywarczałam, a harmonijka autobusowa, w której akurat się ulokowaliśmy, spowodowała, że walnęłam głową w automat do kasowania biletów.
- Widzicie chłopaki? Piter to jednak zgadł.
Podróż do miejsca, skąd ja i Kubiak mieliśmy odjeżdżać trwała jakieś dwadzieścia minut. W tym czasie zdążyłam się przyglądnąć milczącemu Michałowi, kiedy tylko Zbigniew i Bartosz zaczynali temat Joanny. Była to zapewne ta dziewczyna, o której Bartman napomknął mi, kiedy się obok niego obudziłam. Tylko dlaczego najlepszy przyjaciel Zbyszka milczał teraz jak zaklęty? Postanowiłam nie wtrącać się w to, bo w sumie nie mój interes. A na co ktoś ma mówić, że wpycham nos w nieswoje sprawy? No. Więc pożegnałam Zbyszka, Kurka i Jarosza wysiadających na jednym przystanku wcześniej i siadając obok Kubiego jechałam w stronę Alei Jerozolimskich.
- Chcesz pół? - wymamrotałam oferując mu część swojej drożdżówki z lotniska.
- Wiesz co? Zbyszka całkowicie popierdoliło.
- A czy on kiedykolwiek był normalny? - zażartowałam.
- Oddaliliśmy się trochę od siebie.
- Może to przejściowe? - zapytałam spoglądając na Michała.
- Będzie jak dawniej dopiero wtedy, kiedy zakończy swoje eskapady z Aśką.
- Co masz na myśli?
- Ona nie jest dla niego. Znam ją osobiście i wiem to.
- A próbowałeś z nim o tym rozmawiać?
- Nie raz, nie dwa, nie trzy.
- Wydaje mi się, że to lepiej od spotykania się z dwudziestoma innymi naraz.
- Chyba jednak wylałbym tą wersję - powiedział to niesamowicie poważnie. W sumie tak, jak nie prawdziwy Michał Kubiak. Aż się przestraszyłam.
- Michaś, przestań. Tyle lat przyjaźni nie może iść na zmarnowanie przez jedną laskę, no bez jaj. Wiesz jaki jest Zbyszek. Nie żebym się wtrącała i wyrażała swoją opinię na ten temat, ale to raczej długo nie potrwa. On jest chyba miłośnikiem krótkotrwałych przeżyć i doznań.
- Chciałem z nim o tym porozmawiać setny raz, ale wrócił do hotelu późno i nie zdążyłem, bo zasnąłem. Nawet nie wiem co robił. Z rana nie było czasu na rozmowę. Prawie zaspaliśmy i wszystko działo się szybko.
- Zbyszek był ze mną. Do samego końca. Wysiadamy. - ucięłam.
- Nie pozabijaliście się? Przecież wy się nienawidzicie!
- Nieprawda. Tak naprawdę się lubimy, ale rzeczywiście, dziwne, że go nie zamordowałam.
- Sukces. Otrzymujesz ode mnie duże piwo. Ale to w Spale.
- Tylko nie mówmy mu za co.
Pożegnałam Michała, kazałam mu pozdrowić ode mnie jego Monikę i za kilka minut skierowałam się w stronę Krakowa.
Dzień przyjazdu do Spały był dniem, w którym mój humor był naprawdę dobry. Na przywitanie w drzwiach razem z Gumą wymieniliśmy się ripostami dotyczącymi nowego uczesania Bartosza K., bo musiałam dostać wiadomość ze zdjęciem i nowym zaczesem, który zdaniem moim i Pawła wyglądał jak pół dupy za krzaka. A raczej to Bartosz w nim tak wyglądał.
- A co to za wrzawa? - popatrzył na mnie, a ja na niego. Nasze spojrzenia zasugerowały, że nie wypada zrobić nic innego jak podejść na miejsce zdarzenia.
- Co tu się odkurwia, proszę szanownej wycieczki? - wrzasnęłam, a kiedy tylko mnie usłyszeli na ich twarzach zagościły uśmiechy.
- Madzialenka! Cztery dni bez ciebie i bez twoich kurwiszczy to jak wieczność.
- Też cię kocham Michale Winiarski. Ale mam takie pytanko. Co wy tutaj wszyscy robicie? Już dzisiaj dają kolacje? Treningi od jutra.
- Jak to dlaczego?! To ty nic nie wiesz?! - wykrzyczał mi do ucha Wiśnia, a ja walnęłam go w głowę
- Zaczęło się. - burknęłam pod nosem, ale nikt nie zwrócił na to większej uwagi. Wszyscy szeptali między sobą jak baby. Zapytałabym kogoś normalnego co się tak naprawdę stało, ale Paweł przyjechał równo ze mną i dalej tkwił w niewiedzy, a Kubiego nie było. Cyrk.
- Witamy państwa serdecznie! - w drzwiach stanął Jakub Jarosz, zadowolony z życia jak nie powiem co, za nim wlókł się trochę mniej radosny Kurek, wiadomo, tak dla kontrastu, co by za fajnie nie było, a na samym końcu korowodu Warszawiak, tudzież ZB9.
- Eeeeeee no Zbychu, nasze gratulacje! W końcu! - ekscytował się mój szef, a ja dopiero teraz wpadłam na pomysł, żeby go szturchnąć i dowiedzieć się, co się dzieje i co mnie ominęło.
- Szefie? Czy może mi szef powiedzieć o co chodzi? Bo oni są mało kompetentni.
- Nasz Zbigniew wczoraj oświadczył się Asi.
Ała. Kubiaczek Biedaczek. Zderzenie z tą informacją spowodowało, że automatycznie zrobiło mi się go żal. I skumałam, dlaczego nie było go w gronie cieszących się osób. Bo niemożliwe, że jeszcze nie przyjechał. On zawsze był przed wszystkimi. Dobra. Za trzy, dwa, jeden. Już. Teraz moje odczucia. Ja właściwie nie wiem co poczułam. Przede wszystkim szok. Bo ten Zbych, którego ja znam od miesiąca, wspomniał o dziesięciu innych laskach niż Asia, z jedną to się nawet przespał. Zabawnie, no nie? Więc ta informacja, którą jarała się cała Spała była wyciągnięta z dupy. Opuściłam towarzystwo,następnie przywitałam się ze sztabem, do którego dotarła wesoła nowina, bo obił mi się o uszy komentarz, że Zbysław w końcu się ustatkuje. Dupa Jasia, kombinerki. Zostawiłam rzeczy w swoim pokoju, a właściwie to jebłam nimi o ziemie a sobą o łóżko. Po chwili zastanowienia już miałam wychodzić do Kubiaka, ale otworzyły się drzwi, oczywiście wszystko odbyło się w sposób chamski, bo przybysz w postaci Kurka nie zapukał.
- Wyglądasz najgorzej. - skomentowałam.
- A ty jak zawsze śliczna i miła. Przyszedłem pogadać.
- Ja to ostatnio czuję się jak jakiś terapeuta. Usiadł. - wskazałam na łóżko i podniosłam swoje zwłoki siadając mniej więcej normalnie.
- Jak się czujesz?
- W sumie to mam trochę katar. Coś pewnie pyli.
- Ja nie o tym. O Zbycha mi chodzi.
- Ale co o Zbycha? No, dobrze wszystko. Niech sobie chłop życie układa, bo go trzydziestka zastanie. Pięć lat zleci jak z bicza strzelił.
- Ale jak tobie z tym? Że no wiesz... Że on...
- Że zmienia stan? Ni mnie to grzeje, ni ziębi. - wzruszyłam ramionami, chociaż w rzeczywistości miałam mieszane uczucia. A raczej ściśnięty żołądek. I nie z głodu, bo jadłam w drodze do Spały.
- A z Kubiakiem rozmawiałaś? Między nimi chyba nie za dobrze. A przynajmniej tak mi się wydawało podczas drogi powrotnej.
- Coś tam wspomniał jeszcze w Warszawie, że im ostatnio nie po drodze.
- Zbyszek powiedział nam tylko, że przed wyjściem na pizzę w ostatni dzień trochę się pożarli i obiecali sobie, że nie będą poruszać tematu Aśki w towarzystwie. Chyba im się to udało.
- Bartuś, skarbie. Ale po co ty mi o tym wszystkim mówisz?
- Bo czuję, że powinnaś o tym wiedzieć. - stwierdził.
- Nie chcę wtrącać się w życie mojego podopiecznego, ale bardzo chciałabym wspierać Michała. Więc teraz pójdę do poszukać.
- Magda?
- No?
- Powiesz mu... No wiesz.
- W zasadzie ja nie mam o czym mówić. Sprawa Zbyszka mnie nie dotyczy, ale wiem, że Michał będzie chciał z kimś pogadać.
Wybiegłam z pokoju spoglądając na telefon i zderzyłam się przypadkowo z Winiarskim, sekundę później z Wiśniewskim, aż w końcu przy wejściu do pokoju Kubiaka walnęłam czołem o klatę Zbyszka. Nasze spotkanie było dziwne. Bo spalski, boski Alvaro jedyne o co się pokusił to bliżej nieokreślony dźwięk.
- Eeeeeeee.
- Nie eeeaaaj mi tu, tylko gdzie jest Michał? - wybrnęłam z sytuacji.
- Przed momentem gdzieś wyszedł.
Odwróciłam się i pokierowałam w stronę wyjścia z ośrodka.
- Marcin, widziałeś gdzieś Kubiaka?
- Poszedł pobiegać dookoła ośrodka.
Spojrzałam na swoje buty. Białe converse. Na polu chyba sucho, więc nie ma co się zastanawiać. Wybiegłam z ośrodka zapinając bluzę i wykrzykując imię Kubiego.
- Tu jesteś. - podbiegłam do niego i w równym tempie w chwilowej ciszy przebiegliśmy jedno okrążenie.
- KURWA! - krzyknął patrząc gdzieś w niebo, a jakby na jego słowa lunęło deszczem. - Szlag mnie trafi, Magda! Rozumiesz?! Ona nie jest dla niego! Ona go wykorzysta, wypruje z kasy a później zostawi! To nie jest dobra osoba! Czy on tego kurwa nie rozumie?! Kazał mi się nie wtrącać i odizolować naszą przyjaźń od tego tematu. Ale tak się nie da! Jak można znać kogoś dziesięć lat swojego życia i nie wiedzieć nic o jego życiu prywatnym?! Magda, czy ty to ogarniasz?! Ty ogarniasz, jak to będzie wyglądać?! Ja nie dam rady! Ja go zabiję prędzej niż ty! Czemu on nie może sobie znaleźć jakiejś zajebistej laski?! Czemu nie może latać za tobą?! Przecież wszyscy myśleli, że to właśnie ty będziesz jego kolejnym celem do zdobycia, jeszcze przed pierwszym zgrupowaniem! Oglądaliśmy twoje zdjęcia! Każdy mówił, że będzie się za tobą uganiał! A wy rzucacie w siebie nożami! Czemu on nie mógł wybrać na przykład ciebie?!
- Nie wiem. - wyszeptałam spuszczając wzrok. Bo w sumie nie wiedzieć czemu, ale zrobiło mi się mega, mega, mega przykro.
- Ej, Magda. Wszystko gra? - przypatrywał mi się z uwagą.
- Jasne. A co ma nie grać?
- Byłaś z nim tamtej nocy w Kanadzie, prawda?
- Przecież ci mówiłam, że tak. Byliśmy na wesołym miasteczku.
- I co? Nic ci nie wspomniał o żadnych zaręczynach?
- Nic a nic. - wybełkotałam unosząc głowę do góry, tak samo jak Kubiak przy swoim prawie że monologu i otarłam dłońmi zmoczone deszczem policzki.
- Nie wiem, co teraz będzie. - pokiwał głową w geście bezradności.
- Nic. A co ma być? Zaakceptujesz decyzje Zbyszka i jako najlepszy kumpel będziesz go wspierał.
- Boję się, że nie dam rady. Nie z moim charakterem. Im prędzej czy później wybuchnę.
- Przynajmniej spróbuj.
Obydwoje przemoczeni do majtek wróciliśmy do ośrodka. Oczywiście dostałam klasyczny opierdol od Marcina, że nie dbam o swoje zdrowie, że przecież mam słabą odporność bla bla bla, po czym na samym końcu oddelegował mnie do pokoju i kazał wziąć gorący prysznic, a na samym końcu zawinąć się w kołdrę i spać. Ojciec Mateusz normalnie. Jeszcze mu tylko roweru przy tym spacerze do mojego pokoju brakowało. Co zrobiła Madzia? Nie posłuchałam Marcina. Przebrałam się tylko i wykorzystałam moment, w którym zawodnicy siedzieli w pokojach, aby wyjść na półpiętro i ulokowany na nim mały balkonik na papierosa. Z balkonu obok dobiegały dźwięki rozmowy.
- Stary, ja nie komentowałem Moniki.
- Bo po prostu nie miałeś powodu. Dobrze wiesz, jaka jest Aśka. Wszyscy wiedzą. Ale ty wpakowałeś się w największe gówno! Zbychu, co ci do cholery jasnej odbiło?!
- Kubiak, kurwa! Przestań interesować się moją panną! Masz swoją, zajmij się nią.
- Ty jesteś jednak idiotą. Nie dziwie ci się, że taka fajna laska jak Magda nawet na ciebie nie spojrzy. Nawet przy doborze lasek robisz z siebie debila.
- A może jednak spojrzała? Może nie jestem takim debilem, za jakiego mnie uważasz? A z resztą. Ja podjąłem decyzję. Skończmy ten temat. Wiesz doskonale, że nie mam zamiaru się z tobą kłócić.
Było po dwudziestej drugiej. Drzwi od pokoju Kubiaka i Zbyszka otworzyły się.
- To w takim razie niech mi to potwierdzi.
Michał był narwany. I wszystko trzeba mu było udowadniać. Jak na spowiedzi. Ale ja nie chciałam nikomu nic mówić. Zamknęłam się w swoim pokoju i nie reagowałam na pukanie.
- Magda, otwieraj, wiem, że tam jesteś. Słyszałaś naszą rozmowę. Widzieliśmy dym, ktoś palił.
W normalnej sytuacji otworzyłabym drzwi i kazała się odpierdolić. Ale ścisk w żołądku mi nie minął, wręcz przeciwnie. Na samą myśl o tym, że dziś nie zamieniłam ze Zbyszkiem ani jednego normalnego słowa potęgowała we mnie dodatkową złość.
Zawodnicy mieli wstać o dziewiątej. Wyjątkowo późno niż zazwyczaj, w normalny, treningowy dzień. Mój szef urządzał sobie rytualną już, poranną przebieżkę, coś w stylu tej wczorajszej, kubiakowej i już od siódmej rano nabijał kilometry. Wymknęłam się cicho z pokoju i w piżamie oraz kapciach pogoniłam za Wołkowyckim. Cholera! To serio jest dziwne. Oni biegają, a ja za nimi latam jak popierdolona.
- Szefie. Sprawa jest. Wiem, że wczoraj popołudniu przyjechałam, że dziś zaczyna się trening. Ja to wszystko wiem. Ale mam mały problem i ...
- I chcesz wolne?
- Pojutrze byłabym jak nowa.
- Ale co się stało? Coś z chłopakami, coś ktoś ci powiedział? Pokłóciłaś się z kimś?
- Nie. Rodzice mają problem, muszę im pomóc.
- Rodzice? Dobra. Ale pojutrze wróć, bo będziemy musieli Finlandię ogarnąć. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - przytuliłam szefostwo kochane i za jakieś piętnaście minut wpakowałam nierozpakowane walizki do swojego wozu. Dziś kierunek Wrocław. Bo w moim krakowskim mieszkaniu obecnie przebywają rodzice, co powiedział mi Rafał. Pojechali w celach turystycznych pozwiedzać miasto.
Droga do Wrocławia dłużyła się niemiłosiernie. W końcu dotarłam na swoje osiedle, odszukałam w torebce klucze, wniosłam torby na dziesiąte piętro (dzięki ci Boże za windę) i chociaż mocowałam się z zamkiem dobrą chwilę,w momencie kiedy ogarnęłam, że tak naprawdę mieszkanie nie jest zamknięte pożałowałam decyzji. Rodzice jednak nigdzie nie pojechali. A jak mama zobaczyła mnie w progu o mało się nie przewróciła. Przywitania jako takiego nie było. Nie odezwałam się słowem, wniosłam tylko rzeczy do swojego pokoju, w którym do dziewiętnastego roku życia przebywałam codziennie i padłam na łóżko jak trup. Magdalena Antczak prawdopodobnie pierwszy raz w życiu przyznała sama przed sobą, w swoich myślach, że czemuś nie podołała. A konkretnie komuś. Leżałam w bezruchu dłuższą chwilę. Mama nie weszła. Co chwila stawała pod drzwiami i nasłuchiwała, czy coś się dzieje. W końcu z pracy wrócił tata.
- Magda przyjechała. Od dwóch godzin siedzi w pokoju i chyba się nie rusza. Nie wiem, czy śpi, czy nie... Nawet nie wiem co tu robi. Od razu weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
- Na klucz? -dopytał ojciec zakładając marynarkę na wieszak w przedpokoju.
- Nie.
- To może z nią porozmawiaj. Widocznie coś się stało, skoro ze Spały znalazła się we Wrocławiu.
Na reakcję mamy długo nie trzeba było czekać. Po cichu weszła do pokoju i bezszelestnie usiadła na łóżku obok mnie. Zebrała w jedno miejsce porozrzucane po poduszkach kosmyki moich czarnych włosów.
- Może wstaniesz chociaż na obiad. Pierogi dziś.
- Jadłam. - szepnęłam.
- A może napijesz się czegoś? Musisz coś przetrącić, bo będzie ci słabo.
Podniosłam się z łóżka.
- Jedyne, czego chcę to spokoju.
Depresja i Magda? Jeden do zera. Po policzkach pociekły mi łzy, a moja mama była tak zszokowana, że jeszcze w takim stanie nigdy jej nie widziałam. Ojcu chyba nie trzeba było nic tłumaczyć. Usiadł z drugiej strony i zadał tylko jedno pytanie w postaci równoważnika zdania,
- Który?
- Dziewięć.
I z powrotem ulokowałam się na łóżku w pozycji embrionalnej.
- Wiesz? - szepnęłam. - Dla mnie to chyba nie ma różnicy, czy lecimy klasą ekonomiczną, czy tą dla burżuji.
- A no. Zaraz pójdę do Olka i wezmę coś na spanie.
Jak powiedział, tak zrobił. I za moment już prawie odlatywał, kiedy spojrzał na mnie i zadał pytanie.
- A ty co robisz?
- Bije się z myślami.
- To dostaną wpierdol. - dopowiedział idący do toalety Pit a ja przewróciłam oczami i już miałam zagadać Bartka, bo jak szybko odpłynie to zostanę samotna. Niestety. Już to zrobił. I to z otwartą buzią. Fuj. Co do słów Pita... Wstyd się przyznać o czym myślałam, ale wszystko przez to, że poprzedni dzień był dziwny i zakończył się jeszcze bardziej dziwnie. Dziś niestety wcale nie jest lepiej. Z Bartmanem zachowujemy się tak, jakby nic się nie wydarzyło. I dobrze. Tylko to jest za proste. Za szybko obydwoje zapominamy o tym, co działo się kilka godzin wcześniej. I żeby się przypadkiem nie okazało, że jak już się zagmatwa, to nie będę miała głowy, żeby nawet przez sekundę o tym pomyśleć. Bo ja nie przyjechałam tutaj aby znaleźć sobie problem, tylko po to, żeby chociaż na jakiś czas rozwiązać swoje dotychczasowe.
*
Jak poczułam, że samolot wylądował na Okęciu o mało nie umarłam z radości. Odebraliśmy swoje bagaże, które o dziwo dotarły w takiej ilości w jakiej dotrzeć miały i rozeszliśmy się w swoje strony na jakieś cztery dni. Jedni wrócili do domu z rodzinami, a drudzy pojechali reprezentacyjnym autokarem do Spały odebrać swoje auta i stamtąd ruszyć w rodzinne strony. Andrea, Gardini i jeszcze parę innych osób ze sztabu zostało w ośrodku. Ja nie zastanawiałam się ani chwili. Mój samochód i wszystkie inne rzeczy zostały w Krakowie, więc w przeciwieństwie do mojego brata nie miałam najmniejszej ochoty na powrót do Wrocławia. Tak się złożyło, że w drodze na przystanek, z którego będę odjeżdżać do Krakowa towarzyszył mi Kubiak, Bartman i Jarosz. Ten pierwszy planował wrócić do Wałcza, a Kurek i Jarosz mieli zostać u Bartmana. Wielki Warszawiak postanowił przenocować kolegów. Wielkie mi rzeczy.
- Co u twojej siostry, Kuba? - zainteresował się Kubiak wchodząc do ogromnego autobusu przypominającego harmonijkę, przynajmniej mnie.
- W sumie to nie wiem. A jeżeli już to tylko to, że jest tak zajarana Zbysiaczkiem, że zamierza przyjechać dla niego na mecze do Katowic. Wariatka. Mówiłem jej, żeby lepiej nie przyjeżdżała.
- Tylko nie mów powodu dla którego ma nie przyjeżdżać bo się dziewczyny pozabijają. - dopowiedział Kubiak.
- Macie nasrane. - zaczął śmiać się Zbyszek. Nie odezwałam się ani słowem, bo w sumie byłam przekonana, że chodzi o mnie i siostrę Jarosza. Że chłopcy najzwyczajniej w świecie sobie coś ubzdurali. A mnie i Zbyszka oprócz dwóch przygód nic nie łączy.
- Nie nasrane, tylko mówiłeś, że ta twoja Asia, z którą się teraz spotykasz też będzie w Spodku. Chyba bezsensem będzie doprowadzenie do sytuacji, w której obydwie panie się spotkają. Prawda, Magda? Magda! Nie śpij!
- Kubiak, nie drzyj mi się do ucha, nie śpię. Po prostu, jak już mówiłam Bartkowi biję się z myślami.
- Nad czym tak rozmyślasz?
- Nad tym, czy wam nie wpierdolić. - wywarczałam, a harmonijka autobusowa, w której akurat się ulokowaliśmy, spowodowała, że walnęłam głową w automat do kasowania biletów.
- Widzicie chłopaki? Piter to jednak zgadł.
Podróż do miejsca, skąd ja i Kubiak mieliśmy odjeżdżać trwała jakieś dwadzieścia minut. W tym czasie zdążyłam się przyglądnąć milczącemu Michałowi, kiedy tylko Zbigniew i Bartosz zaczynali temat Joanny. Była to zapewne ta dziewczyna, o której Bartman napomknął mi, kiedy się obok niego obudziłam. Tylko dlaczego najlepszy przyjaciel Zbyszka milczał teraz jak zaklęty? Postanowiłam nie wtrącać się w to, bo w sumie nie mój interes. A na co ktoś ma mówić, że wpycham nos w nieswoje sprawy? No. Więc pożegnałam Zbyszka, Kurka i Jarosza wysiadających na jednym przystanku wcześniej i siadając obok Kubiego jechałam w stronę Alei Jerozolimskich.
- Chcesz pół? - wymamrotałam oferując mu część swojej drożdżówki z lotniska.
- Wiesz co? Zbyszka całkowicie popierdoliło.
- A czy on kiedykolwiek był normalny? - zażartowałam.
- Oddaliliśmy się trochę od siebie.
- Może to przejściowe? - zapytałam spoglądając na Michała.
- Będzie jak dawniej dopiero wtedy, kiedy zakończy swoje eskapady z Aśką.
- Co masz na myśli?
- Ona nie jest dla niego. Znam ją osobiście i wiem to.
- A próbowałeś z nim o tym rozmawiać?
- Nie raz, nie dwa, nie trzy.
- Wydaje mi się, że to lepiej od spotykania się z dwudziestoma innymi naraz.
- Chyba jednak wylałbym tą wersję - powiedział to niesamowicie poważnie. W sumie tak, jak nie prawdziwy Michał Kubiak. Aż się przestraszyłam.
- Michaś, przestań. Tyle lat przyjaźni nie może iść na zmarnowanie przez jedną laskę, no bez jaj. Wiesz jaki jest Zbyszek. Nie żebym się wtrącała i wyrażała swoją opinię na ten temat, ale to raczej długo nie potrwa. On jest chyba miłośnikiem krótkotrwałych przeżyć i doznań.
- Chciałem z nim o tym porozmawiać setny raz, ale wrócił do hotelu późno i nie zdążyłem, bo zasnąłem. Nawet nie wiem co robił. Z rana nie było czasu na rozmowę. Prawie zaspaliśmy i wszystko działo się szybko.
- Zbyszek był ze mną. Do samego końca. Wysiadamy. - ucięłam.
- Nie pozabijaliście się? Przecież wy się nienawidzicie!
- Nieprawda. Tak naprawdę się lubimy, ale rzeczywiście, dziwne, że go nie zamordowałam.
- Sukces. Otrzymujesz ode mnie duże piwo. Ale to w Spale.
- Tylko nie mówmy mu za co.
Pożegnałam Michała, kazałam mu pozdrowić ode mnie jego Monikę i za kilka minut skierowałam się w stronę Krakowa.
*
Dzień przyjazdu do Spały był dniem, w którym mój humor był naprawdę dobry. Na przywitanie w drzwiach razem z Gumą wymieniliśmy się ripostami dotyczącymi nowego uczesania Bartosza K., bo musiałam dostać wiadomość ze zdjęciem i nowym zaczesem, który zdaniem moim i Pawła wyglądał jak pół dupy za krzaka. A raczej to Bartosz w nim tak wyglądał.
- A co to za wrzawa? - popatrzył na mnie, a ja na niego. Nasze spojrzenia zasugerowały, że nie wypada zrobić nic innego jak podejść na miejsce zdarzenia.
- Co tu się odkurwia, proszę szanownej wycieczki? - wrzasnęłam, a kiedy tylko mnie usłyszeli na ich twarzach zagościły uśmiechy.
- Madzialenka! Cztery dni bez ciebie i bez twoich kurwiszczy to jak wieczność.
- Też cię kocham Michale Winiarski. Ale mam takie pytanko. Co wy tutaj wszyscy robicie? Już dzisiaj dają kolacje? Treningi od jutra.
- Jak to dlaczego?! To ty nic nie wiesz?! - wykrzyczał mi do ucha Wiśnia, a ja walnęłam go w głowę
- Zaczęło się. - burknęłam pod nosem, ale nikt nie zwrócił na to większej uwagi. Wszyscy szeptali między sobą jak baby. Zapytałabym kogoś normalnego co się tak naprawdę stało, ale Paweł przyjechał równo ze mną i dalej tkwił w niewiedzy, a Kubiego nie było. Cyrk.
- Witamy państwa serdecznie! - w drzwiach stanął Jakub Jarosz, zadowolony z życia jak nie powiem co, za nim wlókł się trochę mniej radosny Kurek, wiadomo, tak dla kontrastu, co by za fajnie nie było, a na samym końcu korowodu Warszawiak, tudzież ZB9.
- Eeeeeee no Zbychu, nasze gratulacje! W końcu! - ekscytował się mój szef, a ja dopiero teraz wpadłam na pomysł, żeby go szturchnąć i dowiedzieć się, co się dzieje i co mnie ominęło.
- Szefie? Czy może mi szef powiedzieć o co chodzi? Bo oni są mało kompetentni.
- Nasz Zbigniew wczoraj oświadczył się Asi.
Ała. Kubiaczek Biedaczek. Zderzenie z tą informacją spowodowało, że automatycznie zrobiło mi się go żal. I skumałam, dlaczego nie było go w gronie cieszących się osób. Bo niemożliwe, że jeszcze nie przyjechał. On zawsze był przed wszystkimi. Dobra. Za trzy, dwa, jeden. Już. Teraz moje odczucia. Ja właściwie nie wiem co poczułam. Przede wszystkim szok. Bo ten Zbych, którego ja znam od miesiąca, wspomniał o dziesięciu innych laskach niż Asia, z jedną to się nawet przespał. Zabawnie, no nie? Więc ta informacja, którą jarała się cała Spała była wyciągnięta z dupy. Opuściłam towarzystwo,następnie przywitałam się ze sztabem, do którego dotarła wesoła nowina, bo obił mi się o uszy komentarz, że Zbysław w końcu się ustatkuje. Dupa Jasia, kombinerki. Zostawiłam rzeczy w swoim pokoju, a właściwie to jebłam nimi o ziemie a sobą o łóżko. Po chwili zastanowienia już miałam wychodzić do Kubiaka, ale otworzyły się drzwi, oczywiście wszystko odbyło się w sposób chamski, bo przybysz w postaci Kurka nie zapukał.
- Wyglądasz najgorzej. - skomentowałam.
- A ty jak zawsze śliczna i miła. Przyszedłem pogadać.
- Ja to ostatnio czuję się jak jakiś terapeuta. Usiadł. - wskazałam na łóżko i podniosłam swoje zwłoki siadając mniej więcej normalnie.
- Jak się czujesz?
- W sumie to mam trochę katar. Coś pewnie pyli.
- Ja nie o tym. O Zbycha mi chodzi.
- Ale co o Zbycha? No, dobrze wszystko. Niech sobie chłop życie układa, bo go trzydziestka zastanie. Pięć lat zleci jak z bicza strzelił.
- Ale jak tobie z tym? Że no wiesz... Że on...
- Że zmienia stan? Ni mnie to grzeje, ni ziębi. - wzruszyłam ramionami, chociaż w rzeczywistości miałam mieszane uczucia. A raczej ściśnięty żołądek. I nie z głodu, bo jadłam w drodze do Spały.
- A z Kubiakiem rozmawiałaś? Między nimi chyba nie za dobrze. A przynajmniej tak mi się wydawało podczas drogi powrotnej.
- Coś tam wspomniał jeszcze w Warszawie, że im ostatnio nie po drodze.
- Zbyszek powiedział nam tylko, że przed wyjściem na pizzę w ostatni dzień trochę się pożarli i obiecali sobie, że nie będą poruszać tematu Aśki w towarzystwie. Chyba im się to udało.
- Bartuś, skarbie. Ale po co ty mi o tym wszystkim mówisz?
- Bo czuję, że powinnaś o tym wiedzieć. - stwierdził.
- Nie chcę wtrącać się w życie mojego podopiecznego, ale bardzo chciałabym wspierać Michała. Więc teraz pójdę do poszukać.
- Magda?
- No?
- Powiesz mu... No wiesz.
- W zasadzie ja nie mam o czym mówić. Sprawa Zbyszka mnie nie dotyczy, ale wiem, że Michał będzie chciał z kimś pogadać.
Wybiegłam z pokoju spoglądając na telefon i zderzyłam się przypadkowo z Winiarskim, sekundę później z Wiśniewskim, aż w końcu przy wejściu do pokoju Kubiaka walnęłam czołem o klatę Zbyszka. Nasze spotkanie było dziwne. Bo spalski, boski Alvaro jedyne o co się pokusił to bliżej nieokreślony dźwięk.
- Eeeeeeee.
- Nie eeeaaaj mi tu, tylko gdzie jest Michał? - wybrnęłam z sytuacji.
- Przed momentem gdzieś wyszedł.
Odwróciłam się i pokierowałam w stronę wyjścia z ośrodka.
- Marcin, widziałeś gdzieś Kubiaka?
- Poszedł pobiegać dookoła ośrodka.
Spojrzałam na swoje buty. Białe converse. Na polu chyba sucho, więc nie ma co się zastanawiać. Wybiegłam z ośrodka zapinając bluzę i wykrzykując imię Kubiego.
- Tu jesteś. - podbiegłam do niego i w równym tempie w chwilowej ciszy przebiegliśmy jedno okrążenie.
- KURWA! - krzyknął patrząc gdzieś w niebo, a jakby na jego słowa lunęło deszczem. - Szlag mnie trafi, Magda! Rozumiesz?! Ona nie jest dla niego! Ona go wykorzysta, wypruje z kasy a później zostawi! To nie jest dobra osoba! Czy on tego kurwa nie rozumie?! Kazał mi się nie wtrącać i odizolować naszą przyjaźń od tego tematu. Ale tak się nie da! Jak można znać kogoś dziesięć lat swojego życia i nie wiedzieć nic o jego życiu prywatnym?! Magda, czy ty to ogarniasz?! Ty ogarniasz, jak to będzie wyglądać?! Ja nie dam rady! Ja go zabiję prędzej niż ty! Czemu on nie może sobie znaleźć jakiejś zajebistej laski?! Czemu nie może latać za tobą?! Przecież wszyscy myśleli, że to właśnie ty będziesz jego kolejnym celem do zdobycia, jeszcze przed pierwszym zgrupowaniem! Oglądaliśmy twoje zdjęcia! Każdy mówił, że będzie się za tobą uganiał! A wy rzucacie w siebie nożami! Czemu on nie mógł wybrać na przykład ciebie?!
- Nie wiem. - wyszeptałam spuszczając wzrok. Bo w sumie nie wiedzieć czemu, ale zrobiło mi się mega, mega, mega przykro.
- Ej, Magda. Wszystko gra? - przypatrywał mi się z uwagą.
- Jasne. A co ma nie grać?
- Byłaś z nim tamtej nocy w Kanadzie, prawda?
- Przecież ci mówiłam, że tak. Byliśmy na wesołym miasteczku.
- I co? Nic ci nie wspomniał o żadnych zaręczynach?
- Nic a nic. - wybełkotałam unosząc głowę do góry, tak samo jak Kubiak przy swoim prawie że monologu i otarłam dłońmi zmoczone deszczem policzki.
- Nie wiem, co teraz będzie. - pokiwał głową w geście bezradności.
- Nic. A co ma być? Zaakceptujesz decyzje Zbyszka i jako najlepszy kumpel będziesz go wspierał.
- Boję się, że nie dam rady. Nie z moim charakterem. Im prędzej czy później wybuchnę.
- Przynajmniej spróbuj.
Obydwoje przemoczeni do majtek wróciliśmy do ośrodka. Oczywiście dostałam klasyczny opierdol od Marcina, że nie dbam o swoje zdrowie, że przecież mam słabą odporność bla bla bla, po czym na samym końcu oddelegował mnie do pokoju i kazał wziąć gorący prysznic, a na samym końcu zawinąć się w kołdrę i spać. Ojciec Mateusz normalnie. Jeszcze mu tylko roweru przy tym spacerze do mojego pokoju brakowało. Co zrobiła Madzia? Nie posłuchałam Marcina. Przebrałam się tylko i wykorzystałam moment, w którym zawodnicy siedzieli w pokojach, aby wyjść na półpiętro i ulokowany na nim mały balkonik na papierosa. Z balkonu obok dobiegały dźwięki rozmowy.
- Stary, ja nie komentowałem Moniki.
- Bo po prostu nie miałeś powodu. Dobrze wiesz, jaka jest Aśka. Wszyscy wiedzą. Ale ty wpakowałeś się w największe gówno! Zbychu, co ci do cholery jasnej odbiło?!
- Kubiak, kurwa! Przestań interesować się moją panną! Masz swoją, zajmij się nią.
- Ty jesteś jednak idiotą. Nie dziwie ci się, że taka fajna laska jak Magda nawet na ciebie nie spojrzy. Nawet przy doborze lasek robisz z siebie debila.
- A może jednak spojrzała? Może nie jestem takim debilem, za jakiego mnie uważasz? A z resztą. Ja podjąłem decyzję. Skończmy ten temat. Wiesz doskonale, że nie mam zamiaru się z tobą kłócić.
Było po dwudziestej drugiej. Drzwi od pokoju Kubiaka i Zbyszka otworzyły się.
- To w takim razie niech mi to potwierdzi.
Michał był narwany. I wszystko trzeba mu było udowadniać. Jak na spowiedzi. Ale ja nie chciałam nikomu nic mówić. Zamknęłam się w swoim pokoju i nie reagowałam na pukanie.
- Magda, otwieraj, wiem, że tam jesteś. Słyszałaś naszą rozmowę. Widzieliśmy dym, ktoś palił.
W normalnej sytuacji otworzyłabym drzwi i kazała się odpierdolić. Ale ścisk w żołądku mi nie minął, wręcz przeciwnie. Na samą myśl o tym, że dziś nie zamieniłam ze Zbyszkiem ani jednego normalnego słowa potęgowała we mnie dodatkową złość.
*
Zawodnicy mieli wstać o dziewiątej. Wyjątkowo późno niż zazwyczaj, w normalny, treningowy dzień. Mój szef urządzał sobie rytualną już, poranną przebieżkę, coś w stylu tej wczorajszej, kubiakowej i już od siódmej rano nabijał kilometry. Wymknęłam się cicho z pokoju i w piżamie oraz kapciach pogoniłam za Wołkowyckim. Cholera! To serio jest dziwne. Oni biegają, a ja za nimi latam jak popierdolona.
- Szefie. Sprawa jest. Wiem, że wczoraj popołudniu przyjechałam, że dziś zaczyna się trening. Ja to wszystko wiem. Ale mam mały problem i ...
- I chcesz wolne?
- Pojutrze byłabym jak nowa.
- Ale co się stało? Coś z chłopakami, coś ktoś ci powiedział? Pokłóciłaś się z kimś?
- Nie. Rodzice mają problem, muszę im pomóc.
- Rodzice? Dobra. Ale pojutrze wróć, bo będziemy musieli Finlandię ogarnąć. - uśmiechnął się.
- Dziękuję. - przytuliłam szefostwo kochane i za jakieś piętnaście minut wpakowałam nierozpakowane walizki do swojego wozu. Dziś kierunek Wrocław. Bo w moim krakowskim mieszkaniu obecnie przebywają rodzice, co powiedział mi Rafał. Pojechali w celach turystycznych pozwiedzać miasto.
*
Droga do Wrocławia dłużyła się niemiłosiernie. W końcu dotarłam na swoje osiedle, odszukałam w torebce klucze, wniosłam torby na dziesiąte piętro (dzięki ci Boże za windę) i chociaż mocowałam się z zamkiem dobrą chwilę,w momencie kiedy ogarnęłam, że tak naprawdę mieszkanie nie jest zamknięte pożałowałam decyzji. Rodzice jednak nigdzie nie pojechali. A jak mama zobaczyła mnie w progu o mało się nie przewróciła. Przywitania jako takiego nie było. Nie odezwałam się słowem, wniosłam tylko rzeczy do swojego pokoju, w którym do dziewiętnastego roku życia przebywałam codziennie i padłam na łóżko jak trup. Magdalena Antczak prawdopodobnie pierwszy raz w życiu przyznała sama przed sobą, w swoich myślach, że czemuś nie podołała. A konkretnie komuś. Leżałam w bezruchu dłuższą chwilę. Mama nie weszła. Co chwila stawała pod drzwiami i nasłuchiwała, czy coś się dzieje. W końcu z pracy wrócił tata.
- Magda przyjechała. Od dwóch godzin siedzi w pokoju i chyba się nie rusza. Nie wiem, czy śpi, czy nie... Nawet nie wiem co tu robi. Od razu weszła do swojego pokoju i zamknęła drzwi.
- Na klucz? -dopytał ojciec zakładając marynarkę na wieszak w przedpokoju.
- Nie.
- To może z nią porozmawiaj. Widocznie coś się stało, skoro ze Spały znalazła się we Wrocławiu.
Na reakcję mamy długo nie trzeba było czekać. Po cichu weszła do pokoju i bezszelestnie usiadła na łóżku obok mnie. Zebrała w jedno miejsce porozrzucane po poduszkach kosmyki moich czarnych włosów.
- Może wstaniesz chociaż na obiad. Pierogi dziś.
- Jadłam. - szepnęłam.
- A może napijesz się czegoś? Musisz coś przetrącić, bo będzie ci słabo.
Podniosłam się z łóżka.
- Jedyne, czego chcę to spokoju.
Depresja i Magda? Jeden do zera. Po policzkach pociekły mi łzy, a moja mama była tak zszokowana, że jeszcze w takim stanie nigdy jej nie widziałam. Ojcu chyba nie trzeba było nic tłumaczyć. Usiadł z drugiej strony i zadał tylko jedno pytanie w postaci równoważnika zdania,
- Który?
- Dziewięć.
I z powrotem ulokowałam się na łóżku w pozycji embrionalnej.
*
Komentarze