#8 Miejsce dla słonic jest w ZOO
Poranny trening nieco różnił się od pozostałych.
- Magda wróci jutro. - zakomunikował Wołkowycki wchodząc z trenerami na salę. - Poprosiła o wolne bo podobno sprawa bardzo ważna. Puściłem ją. Na razie i tak jest dość luźno.
- A mówiła dokładnie o co chodzi? - dopytywał Dzik.
- Coś tam z rodzicami.
- Ja i tak ją podziwiam. - odparł Zator. - Z takim zwierzyńcem wytrzymać i tylko w ważnej sprawie wziąć wolne.
- A ty Rafał, nie jedziesz do Wrocławia? - Kubiak nie dawał za wygraną.
- Nooo... No nie.
- Panowie, wracamy do treningu! - niemalże rozkazał Andrzej, a sam wyszedł z sali do swojego pokoju.
- Dojechała cała i zdrowa? - usłyszałam w słuchawce zmartwiony głos Andrzejka Wu.
- Dojechała. Panikują bardzo?
- Coś tam smęcili. - zawiesił głos, ale po chwili znowu się odezwał. - Wracaj do nas szybko.
- Już tęsknicie? Nie ma mnie jakieś dwadzieścia cztery godziny.
- Wracaj, wracaj. - powtórzył.
- Wiesz szef co? Szef to jest jednak spoko gość.
Miło być potrzebnym. Z tą myślą zabrałam się za sprawdzanie dostępności biletów do Finlandii, choć wcale nie musiałam tego robić.
pokój Zbyszka i Michała.
- Kiedy zamierzasz ją przeprosić? - wleciał do pokoju Kurek i stanął z założonymi rękoma nad łóżkiem Bartmana.
- Za co?
- Za to, że jesteś idiotą. Ty dobrze wiesz za co. Wszystko od niej wyciągnąłem.
- Od początku wiedziała, że mam Aśkę.
- I to był powód, dla którego szlajałeś się z nią w nocy po Toronto? Po tej akcji z imprezą i po tej nocy trzeba było dać na wstrzymanie. Przyjaźni z takich rzeczy nigdy nie będzie. Nawet jeżeli wasza relacja rozpoczęła się od kłótni i wyżywania się na sobie.
- Ale to ona sama chciała!
- Zbyszek, nie pierdol do jasnej anielki bo mi nie powiesz, że do drugiej w nocy rozmawialiście pod hotelem o Bożym Narodzeniu.
- Ja pierdole, całowaliśmy się... Raz. Jeden jedyny pierdolony raz.
- Wszystko zrobiłeś z nią raz. Nawet raz ja przeleciałeś.
- Bartek, ja nie wiem dlaczego to się stało! Przecież wiesz jak jest! Kurwa no! Nie potrafimy ze sobą wytrzymać jednej minuty, ale jej stosunek do mnie i to, jaka jest ostra i wredna tylko pogarsza sprawę. Pociąga mnie to i tracę głowę. Całkowicie.
- Kogo ty oszukujesz? Magdę, Aśkę czy siebie?
- Nie wracajmy do tego. Chce coś zmienić. I wcielam to w życie. Daj mi doprowadzić się do porządku.
- Im dłużej będziesz przebywał z Magdą, tym trudniej będzie ci utrzymać porządek.
- Nie rozumiem tego... Mam swój idealny świat i jeszcze bardziej idealny plan na wszystko i nagle pojawia się ona. Siostra mojego fizjo, która najpierw mnie jedzie, później ze mną śpi, później znowu mnie jedzie a później daje mi się całować. I wszystko w pizdu. Brak planu. Świat wywraca się do góry nogami. A po wszystkim, jak gdyby nigdy nic. Idealnie.
- Przespałeś się z Magdą? - zza pleców Bartka wyskoczył Kubiak. - WSZYSTKO SŁYSZAŁEM! - wrzasnął.
- Tak, spałem z nią, a później się z nią całowałem, po czym dobę później oświadczyłem się Aśce.
- Z szacunku do naszej przyjaźni nie dostaniesz ode mnie wpierdol. Choć zachowałeś się najgorzej. Jeszcze tak źle nie było.
- Mam nadzieję, że Magda nie jest ... No wiecie. Zakochana we mnie.
- Zbychu, ty już lepiej nic nie mów. - uciszył go Kubiak racząc morderczym spojrzeniem. Po prostu z nią pogadamy jak wróci.
- To jest dobra myśl. Uciekam do siebie.
Obiad w Spale był zazwyczaj o czternastej, więc kulturalnie spóźniłam się dziesięć minut. Wychyliłam głowę zza futryny i z uśmiechem na ustach odezwałam się do ekipy.
- Zostało coś dla mnie? Głodna jestem! - skierowałam się w stronę stolika Michała Winiarskiego i Pawła Zagumnego. Ten drugi, co przypuszczałam, od razu zaczął się skarżyć na stado idiotów.
- Za pięć minut w moim pokoju. - burknął Zbyszek. Na ich nieszczęście moja psychiczna regeneracja trwała niecałe dwa dni i pozwoliło mi to wrócić w stanie jeszcze bardziej wredno-sukowato-wkurwionym. Oczywiście nie miałam w zwyczaju wymigiwać się od czegokolwiek. Chciał rozmowy? Będzie ją miał. Tylko nie spodziewałam się, że odważy się na taki krok. Kiedy przyszłam, leżał na łóżku i jak to miewał w zwyczaju oglądał filmiki na internecie, Kubiak łaził w te i wewte, a Bartosz kręcił nadgarstkami młynek. A tak na marginesie, to co oni tutaj do cholery robią?!
- Kurak, Dziku, out. - wskazał palcem na drzwi Bartman.
- Witam szanownego zawodnika, w czym mogę pomóc? - usiadłam obok na łóżku i czekałam, aż odłoży laptopa, co sugerowało moje spojrzenie. Zamknął sprzęt i wbił we mnie swoje spojrzenie.
- Zakochałaś się we mnie?
- CO?! - czy jego już do reszty popierdoliło?!
- No pytam. Kochasz mnie? - wstał i usiadł obok mnie. - Chcę usłyszeć odpowiedź.
- Wiesz co, Bartman? Jebnąłeś teraz jak łysy grzywką o kant okrągłego stołu. Ja od początku mówiłam, że nie jesteś do końca normalny, ale dzisiaj rozwiałeś wszystkie moje wątpliwości.
- Serio?
- Nie. Na niby.
Uniosłam oczy ku górze i opuściłam pokój, za drzwiami którego stał Kurek i Kubiak. Popatrzyliśmy tylko po sobie nie używając zbędnych słów. Wzruszyłam jedynie ramionami. I takim oto sposobem wszystko wróciło do normy. Bo gwoli wyjaśnienia. Ja nie wyjechałam dlatego, że jestem zakochana w Zbyszku. O nie, nie. Oprócz tego, że zrobiło mi się przykro, bo zostałam w perfidny sposób oszukana i wykorzystana, nie ma we mnie żadnych uczuć względem jego osoby. Ale przynajmniej wiem, że jest skończonym frajerem. Wniosek z tego taki, że nadal będę żarła się z Bartmanem, bo tak po prostu musi być.
Na treningu chłopcy standardowo dostali wycisk, a kiedy się skończył nie byli w stanie wstać z parkietu. Kubiak leżał krzyżem, Nowakowski podpierał się łokciami, Zator biedak trzymał twarz przy podłodze, a Kosok ... Czy Kosok śpi? W każdym razie trochę im współczułam. Ale tylko troszkę, bo mnie denerwują.
- Te, Magda! - zawołał Zbych. - Pograłabyś trochę, a nie siedzisz przed tym laptopem!
- Wiesz co Bartman? Z ciebie to powinni Syzyfa zrobić.
- Dlaczego?
- Bo byś się zajął wnoszeniem kamienia, a nie pieprzył bez sensu.
- Boże, jak ja ją kocham! - krzyknął Wiśnia. - Bez niej świat byłby nudny.
- Sratatata.- pokrzywiał się Zbyszek. - Zastanawiam się, kiedy w końcu braknie jej słownych pocisków.
- Na ciebie? Nawet jeżeli będę musiała wziąć kredyt słowny od Króla Gumy to się zadłużę.
- A ja ci go udzielę. Nawet bezprocentowo. - usiadł koło mnie Paweł i obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- O mamusiu. Wszystko przeciwko mnie. - wzdychnął Bartman i podążył za Kubiakiem do swojego pokoju.
Mecze w Katowicach były oczywiście nie lada wydarzeniem. Wiadomo. Spodek, mekka polskiej siatkówki, czy coś w tym rodzaju. Ludzi tłumy, błysk fleszy na każdym kroku, a Andrea blady jak ściana. Wolałam nie podchodzić, chociaż było po meczu. I to z Kanadyjczykami. A co, jak za dwa dni przyjdzie nam zmierzyć się z Kanarkami? Wtedy to nawet mnie się udzieli.
- Zbieramy się. - zerwał się Kaczmarczyk, co oznaczało, że i ja, siedząca obok niego muszę ruszyć swoje dupsko. A nie chciało mi się masakrycznie. - Ale wygodnicka. - skomentował moje ociąganie się.
- Co tu się dziwić... Mało snu.
- A wszystko gra?
- Gra. A będzie jeszcze lepiej grało, jak w końcu wezmę prysznic. Może nikt nie wleci do pokoju jak poparzony ze sprawą niecierpiącą zwłoki.
- Myślę, że nie dziś. Przyjechali bliscy. Pewnie do momentu, aż Andrea się nie wkurzy, wszyscy będą chcieli spędzić z rodzinami jak najwięcej czasu.
- Prawie zapomniałam, że moi rodzice też przyjechali.
W sumie to miałam prawo zapomnieć, bo jak zwykle rozprawiali nad czymś z Rafałem i jego żonką. Tak, nie lubię jej. Mój brat zasługuje na kogoś fajniejszego. Bo nie dość, że pustak, to jeszcze paskuda. Ale cóż. Siostrze nigdy nie podpasuje wybranka serca brata, jeżeli nie jest jej przyjaciółką. Selekcja musi być. W końcu jakaś obca kobieta zajmuje jej miejsce. Widząc z daleka szczęśliwą rodzinkę, wzięłam trzy głębokie wdechy, co by nie zostać wyprowadzoną z równowagi w tempie szybszym niż dwie sekundy i stanęłam obok taty. Tak się jakoś złożyło.
- Boże! A ciebie to chyba głodzili w tym Toronto! - powiedziała moja bratowa z wyraźną ironią w głosie.
- Ciebie za to we Wrocławiu wręcz przeciwnie.
Rafał to mnie normalnie zmroził spojrzeniem. Myślałam, że weźmie mnie na osobność jak jakieś 17 lat temu i będzie mi przez pięć minut prawił morały pod jakimś filarem katowickiego Spodka. Tak właśnie robił dawniej, tylko w jakiejś wrocławskiej kamienicy. A najczęściej dlatego, że obrażałam jego osiedlowych kolegów, dla większej publiczności, tudzież turystów i nietamtejszych - kolegów dresów, z którymi za jakieś dwa lata trzymałam sztamę. No bo rozumiem. Ja nie jestem może ideałem jeżeli chodzi o figurę. Może wystają mi kości i mam nogi jak patyki, ale serio jem! Ludzie! Ja wpierdalam jak oszalała!
- Wybaczcie na chwilę. - a jednak! Stało się! Rafał, jak za starych dobrych czasów i jak na wzorowego brata przystało przeprosił zgromadzonych i zniknął ze mną w pokoju sztabu szkoleniowego. Skąd on do cholery wiedział, że nikogo w nim nie będzie?
- Magda, ja cie błagam. Nie przeginaj chociaż tutaj.
- Miejsce dla słonic jest w ZOO. Do Wrocka rzut beretem.
- To moja żona. I byłbym szczęśliwy, gdybyś w końcu to uszanowała. Zachowujesz się jak dziecko.
- O nie, mój drogi. To ona zachowuje się jak dziecko, bo za każdym razem kiedy mnie widzi, musi powiedzieć coś głupiego. I dopóki to się nie zmieni, ja również nie zamierzam żyć z nią w zgodzie. Proste.
- Nie wyrobię. - wkurzył się. Wróciliśmy do naszej rodziny, a na pytanie mamy, co robiliśmy i gdzie byliśmy odpowiedział, że przypomniał sobie o krótkiej rozmowie z trenerem, przy której musiałam być obecna. Dobry aktor.
- Mamo, tato... Kochanie... - Justyna, daj żyć. Za chwile zwymiotuję tymi chipsami, co pod stołem z Kaczmarczykiem spożyłam. - W naszej rodzinie pojawi się nowy członek. - Nie no. Sielanka. Wspaniałość nad wspaniałości, a ja to bym jednak wolała, żeby tym nowym członkiem było coś, co urośnie mi w spodniach. Biedny Rafał. Dlaczego ja czuje, że to jest specjalna zagrywka z jej strony?
- Magda, mogę cię prosić?
Kocham cię, panie Andrzeju, chociaż mówię to setny raz.
- Jasne. - zerwałam się i tempem jak z bolidu, co nim Kubica śmiga podbiegłam do szefa. - Ale błagam. Im dalej, tym lepiej.
- Zajmij się tym. Jutro po meczu mi to przekażesz. Parę spraw bieżących, trzeba podpisać, poczytać, może coś zmienić i zasugerować. Wiesz, takich papierków było już milion.
- Z przyjemnością. Poważnie.
- To do jutra?
- Do jutra.
Wróciłam się tylko pożegnać. A właściwie to powiedzieć: 'Lecę, cześć.' i zniknąć w windzie. W jednej windzie z Bartmanem i jego lalą.
- Asia, poznaj, to Magda. Nasza menedżerka.
- Aśka jestem.
- Magda.
Sielanka numer dwa, proszę państwa. Znajomość z bartmanową Asią zaliczona, bycie przyszłą ciocią zaliczone, ciekawe co zaliczę do najbliższej godziny, oprócz ubikacji i zimnego prysznica. A no tak. Już wiem. Zderzenie z Kurkiem.
- Auć. - złapałam się za swoje czoło i zaczęłam je rozmasowywać.
- To nie moja wina. Ja sobie tylko stałem i pisałem sms-a.
- Na środku korytarza? Szkoda, że w trakcie meczu z kieszeni telefonu nie wyciągnąłeś.
- Cicho, bo wszystkim powiem, że jadłaś chipsy i nikogo nie poczęstowałaś.
- Gwoli wyjaśnienia. Chipsy były Kaczmarczyka.
- A ty jechałaś w jednej windzie z Aśką i Zbyszkiem.
- Wolałabym jechać z dziesięcioma Zbyszkami i jedenastoma Aśkami niż spotkać moją bratową w ciąży, rodziców i otumanionego Rafała. Już ci mówiłam, że ja do tej rodziny nie pasuje.
- Słabiutko.
- Idziesz na szluga?
- Chcesz mnie truć?
- Dziecko, jeden jeszcze nikomu nie zaszkodził.
- A nie podkablujesz mnie?
- A czy ja wyglądam na kabla?
Nigdy w życiu, nie widziałam nic piękniejszego, jak Bartosz Kurek palący papierosa. A właściwie to ja nie wiem co on z nim robił, ale zdążył w ciągu minuty zakrztusić się dymem z dwadzieścia razy. A od łez aż mu koszulkę zamoczyło.
- I z czego się śmiejesz?!
- Z tego, że rozdziewiczyłam cię nikotynowo.
- To rzeczywiście masz powód do śmiechu.
- No, ale co chcesz? Słodko wyglądasz paląc papierosa. Tak z pięć lat starzej. Tylko nie gol zarostu.
- Serio jestem słodki?
- Tak, ale tylko z zarostem i tylko z tym czymś w ustach. Inaczej odpada.
- Ranisz. Nienawidzę zarostu i nigdy w życiu już nie zapalę - mówiąc to, podeptał do połowy wypalonego papierosa.
- Przykro mi.
- Spokojnie, gwarantuje ci, że jeszcze w tym tygodniu rzucisz to świństwo.
- Nie ma nawet takiej opcji. Nie z wami.
- Z nami, z nami.
- I co zrobisz? Będziesz mi grzebał po kieszeniach i wyciągał paczki? Pfff.
- Chociażby. Uwierz. Bez fajki wyglądasz sto razy lepiej. - uśmiechnął się szeroko i poczochrał moje włosy na odchodne. W końcu spokojnie mogłam wejść do swojego pokoju i ściągnąć przepocony, reprezentacyjny dres.
Prysznic był ewidentnie najprzyjemniejszym elementem dnia. Czysta, świeża i gotowa do snu przekroczyłam kabinę prysznicową, wycierając ciało ręcznikiem i szuka
ając sportowej bielizny, w której najbardziej lubiłam spać. Bo po co mają mnie jakieś druty uwierać, jak staniki do biegania mogą pełnić kilka funkcji? Z mokrymi włosami i ręcznikiem przepasanym pod pachą wyszłam na pokój, bo nie byłabym sobą, jeżeli nie zapomniałabym swojej bielizno-piżamy. Jak się okazało, zapomniałam również o zamknięciu drzwi. Chyba nikt jeszcze tak szybko nie wleciał mi do pokoju. Bo nie przypominam sobie momentu, żeby ktokolwiek zrobił mi dziurę w ścianie i to klamką.
- MAGDA! WOŁKOWYCKI CIE... O KURWA.
- Zbyszek-Za-Chwile-Nie-Wytrzymam!
- Bo Andrzej cie szuka.
- No i co tak stoisz?! No idź już stąd!
- Ale mówił, że masz przyjść szybko! Jezu, ubieraj się!
- Nie jezusuj mi tutaj tylko wyjdź! - podeszłam do Bartmana i wypchałam go siłą z pokoju. Patologia.
- Magda wróci jutro. - zakomunikował Wołkowycki wchodząc z trenerami na salę. - Poprosiła o wolne bo podobno sprawa bardzo ważna. Puściłem ją. Na razie i tak jest dość luźno.
- A mówiła dokładnie o co chodzi? - dopytywał Dzik.
- Coś tam z rodzicami.
- Ja i tak ją podziwiam. - odparł Zator. - Z takim zwierzyńcem wytrzymać i tylko w ważnej sprawie wziąć wolne.
- A ty Rafał, nie jedziesz do Wrocławia? - Kubiak nie dawał za wygraną.
- Nooo... No nie.
- Panowie, wracamy do treningu! - niemalże rozkazał Andrzej, a sam wyszedł z sali do swojego pokoju.
*
- Dojechała cała i zdrowa? - usłyszałam w słuchawce zmartwiony głos Andrzejka Wu.
- Dojechała. Panikują bardzo?
- Coś tam smęcili. - zawiesił głos, ale po chwili znowu się odezwał. - Wracaj do nas szybko.
- Już tęsknicie? Nie ma mnie jakieś dwadzieścia cztery godziny.
- Wracaj, wracaj. - powtórzył.
- Wiesz szef co? Szef to jest jednak spoko gość.
Miło być potrzebnym. Z tą myślą zabrałam się za sprawdzanie dostępności biletów do Finlandii, choć wcale nie musiałam tego robić.
pokój Zbyszka i Michała.
- Kiedy zamierzasz ją przeprosić? - wleciał do pokoju Kurek i stanął z założonymi rękoma nad łóżkiem Bartmana.
- Za co?
- Za to, że jesteś idiotą. Ty dobrze wiesz za co. Wszystko od niej wyciągnąłem.
- Od początku wiedziała, że mam Aśkę.
- I to był powód, dla którego szlajałeś się z nią w nocy po Toronto? Po tej akcji z imprezą i po tej nocy trzeba było dać na wstrzymanie. Przyjaźni z takich rzeczy nigdy nie będzie. Nawet jeżeli wasza relacja rozpoczęła się od kłótni i wyżywania się na sobie.
- Ale to ona sama chciała!
- Zbyszek, nie pierdol do jasnej anielki bo mi nie powiesz, że do drugiej w nocy rozmawialiście pod hotelem o Bożym Narodzeniu.
- Ja pierdole, całowaliśmy się... Raz. Jeden jedyny pierdolony raz.
- Wszystko zrobiłeś z nią raz. Nawet raz ja przeleciałeś.
- Bartek, ja nie wiem dlaczego to się stało! Przecież wiesz jak jest! Kurwa no! Nie potrafimy ze sobą wytrzymać jednej minuty, ale jej stosunek do mnie i to, jaka jest ostra i wredna tylko pogarsza sprawę. Pociąga mnie to i tracę głowę. Całkowicie.
- Kogo ty oszukujesz? Magdę, Aśkę czy siebie?
- Nie wracajmy do tego. Chce coś zmienić. I wcielam to w życie. Daj mi doprowadzić się do porządku.
- Im dłużej będziesz przebywał z Magdą, tym trudniej będzie ci utrzymać porządek.
- Nie rozumiem tego... Mam swój idealny świat i jeszcze bardziej idealny plan na wszystko i nagle pojawia się ona. Siostra mojego fizjo, która najpierw mnie jedzie, później ze mną śpi, później znowu mnie jedzie a później daje mi się całować. I wszystko w pizdu. Brak planu. Świat wywraca się do góry nogami. A po wszystkim, jak gdyby nigdy nic. Idealnie.
- Przespałeś się z Magdą? - zza pleców Bartka wyskoczył Kubiak. - WSZYSTKO SŁYSZAŁEM! - wrzasnął.
- Tak, spałem z nią, a później się z nią całowałem, po czym dobę później oświadczyłem się Aśce.
- Z szacunku do naszej przyjaźni nie dostaniesz ode mnie wpierdol. Choć zachowałeś się najgorzej. Jeszcze tak źle nie było.
- Mam nadzieję, że Magda nie jest ... No wiecie. Zakochana we mnie.
- Zbychu, ty już lepiej nic nie mów. - uciszył go Kubiak racząc morderczym spojrzeniem. Po prostu z nią pogadamy jak wróci.
- To jest dobra myśl. Uciekam do siebie.
*
Obiad w Spale był zazwyczaj o czternastej, więc kulturalnie spóźniłam się dziesięć minut. Wychyliłam głowę zza futryny i z uśmiechem na ustach odezwałam się do ekipy.
- Zostało coś dla mnie? Głodna jestem! - skierowałam się w stronę stolika Michała Winiarskiego i Pawła Zagumnego. Ten drugi, co przypuszczałam, od razu zaczął się skarżyć na stado idiotów.
- Za pięć minut w moim pokoju. - burknął Zbyszek. Na ich nieszczęście moja psychiczna regeneracja trwała niecałe dwa dni i pozwoliło mi to wrócić w stanie jeszcze bardziej wredno-sukowato-wkurwionym. Oczywiście nie miałam w zwyczaju wymigiwać się od czegokolwiek. Chciał rozmowy? Będzie ją miał. Tylko nie spodziewałam się, że odważy się na taki krok. Kiedy przyszłam, leżał na łóżku i jak to miewał w zwyczaju oglądał filmiki na internecie, Kubiak łaził w te i wewte, a Bartosz kręcił nadgarstkami młynek. A tak na marginesie, to co oni tutaj do cholery robią?!
- Kurak, Dziku, out. - wskazał palcem na drzwi Bartman.
- Witam szanownego zawodnika, w czym mogę pomóc? - usiadłam obok na łóżku i czekałam, aż odłoży laptopa, co sugerowało moje spojrzenie. Zamknął sprzęt i wbił we mnie swoje spojrzenie.
- Zakochałaś się we mnie?
- CO?! - czy jego już do reszty popierdoliło?!
- No pytam. Kochasz mnie? - wstał i usiadł obok mnie. - Chcę usłyszeć odpowiedź.
- Wiesz co, Bartman? Jebnąłeś teraz jak łysy grzywką o kant okrągłego stołu. Ja od początku mówiłam, że nie jesteś do końca normalny, ale dzisiaj rozwiałeś wszystkie moje wątpliwości.
- Serio?
- Nie. Na niby.
Uniosłam oczy ku górze i opuściłam pokój, za drzwiami którego stał Kurek i Kubiak. Popatrzyliśmy tylko po sobie nie używając zbędnych słów. Wzruszyłam jedynie ramionami. I takim oto sposobem wszystko wróciło do normy. Bo gwoli wyjaśnienia. Ja nie wyjechałam dlatego, że jestem zakochana w Zbyszku. O nie, nie. Oprócz tego, że zrobiło mi się przykro, bo zostałam w perfidny sposób oszukana i wykorzystana, nie ma we mnie żadnych uczuć względem jego osoby. Ale przynajmniej wiem, że jest skończonym frajerem. Wniosek z tego taki, że nadal będę żarła się z Bartmanem, bo tak po prostu musi być.
*
Na treningu chłopcy standardowo dostali wycisk, a kiedy się skończył nie byli w stanie wstać z parkietu. Kubiak leżał krzyżem, Nowakowski podpierał się łokciami, Zator biedak trzymał twarz przy podłodze, a Kosok ... Czy Kosok śpi? W każdym razie trochę im współczułam. Ale tylko troszkę, bo mnie denerwują.
- Te, Magda! - zawołał Zbych. - Pograłabyś trochę, a nie siedzisz przed tym laptopem!
- Wiesz co Bartman? Z ciebie to powinni Syzyfa zrobić.
- Dlaczego?
- Bo byś się zajął wnoszeniem kamienia, a nie pieprzył bez sensu.
- Boże, jak ja ją kocham! - krzyknął Wiśnia. - Bez niej świat byłby nudny.
- Sratatata.- pokrzywiał się Zbyszek. - Zastanawiam się, kiedy w końcu braknie jej słownych pocisków.
- Na ciebie? Nawet jeżeli będę musiała wziąć kredyt słowny od Króla Gumy to się zadłużę.
- A ja ci go udzielę. Nawet bezprocentowo. - usiadł koło mnie Paweł i obydwoje zaczęliśmy się śmiać.
- O mamusiu. Wszystko przeciwko mnie. - wzdychnął Bartman i podążył za Kubiakiem do swojego pokoju.
*
Mecze w Katowicach były oczywiście nie lada wydarzeniem. Wiadomo. Spodek, mekka polskiej siatkówki, czy coś w tym rodzaju. Ludzi tłumy, błysk fleszy na każdym kroku, a Andrea blady jak ściana. Wolałam nie podchodzić, chociaż było po meczu. I to z Kanadyjczykami. A co, jak za dwa dni przyjdzie nam zmierzyć się z Kanarkami? Wtedy to nawet mnie się udzieli.
- Zbieramy się. - zerwał się Kaczmarczyk, co oznaczało, że i ja, siedząca obok niego muszę ruszyć swoje dupsko. A nie chciało mi się masakrycznie. - Ale wygodnicka. - skomentował moje ociąganie się.
- Co tu się dziwić... Mało snu.
- A wszystko gra?
- Gra. A będzie jeszcze lepiej grało, jak w końcu wezmę prysznic. Może nikt nie wleci do pokoju jak poparzony ze sprawą niecierpiącą zwłoki.
- Myślę, że nie dziś. Przyjechali bliscy. Pewnie do momentu, aż Andrea się nie wkurzy, wszyscy będą chcieli spędzić z rodzinami jak najwięcej czasu.
- Prawie zapomniałam, że moi rodzice też przyjechali.
W sumie to miałam prawo zapomnieć, bo jak zwykle rozprawiali nad czymś z Rafałem i jego żonką. Tak, nie lubię jej. Mój brat zasługuje na kogoś fajniejszego. Bo nie dość, że pustak, to jeszcze paskuda. Ale cóż. Siostrze nigdy nie podpasuje wybranka serca brata, jeżeli nie jest jej przyjaciółką. Selekcja musi być. W końcu jakaś obca kobieta zajmuje jej miejsce. Widząc z daleka szczęśliwą rodzinkę, wzięłam trzy głębokie wdechy, co by nie zostać wyprowadzoną z równowagi w tempie szybszym niż dwie sekundy i stanęłam obok taty. Tak się jakoś złożyło.
- Boże! A ciebie to chyba głodzili w tym Toronto! - powiedziała moja bratowa z wyraźną ironią w głosie.
- Ciebie za to we Wrocławiu wręcz przeciwnie.
Rafał to mnie normalnie zmroził spojrzeniem. Myślałam, że weźmie mnie na osobność jak jakieś 17 lat temu i będzie mi przez pięć minut prawił morały pod jakimś filarem katowickiego Spodka. Tak właśnie robił dawniej, tylko w jakiejś wrocławskiej kamienicy. A najczęściej dlatego, że obrażałam jego osiedlowych kolegów, dla większej publiczności, tudzież turystów i nietamtejszych - kolegów dresów, z którymi za jakieś dwa lata trzymałam sztamę. No bo rozumiem. Ja nie jestem może ideałem jeżeli chodzi o figurę. Może wystają mi kości i mam nogi jak patyki, ale serio jem! Ludzie! Ja wpierdalam jak oszalała!
- Wybaczcie na chwilę. - a jednak! Stało się! Rafał, jak za starych dobrych czasów i jak na wzorowego brata przystało przeprosił zgromadzonych i zniknął ze mną w pokoju sztabu szkoleniowego. Skąd on do cholery wiedział, że nikogo w nim nie będzie?
- Magda, ja cie błagam. Nie przeginaj chociaż tutaj.
- Miejsce dla słonic jest w ZOO. Do Wrocka rzut beretem.
- To moja żona. I byłbym szczęśliwy, gdybyś w końcu to uszanowała. Zachowujesz się jak dziecko.
- O nie, mój drogi. To ona zachowuje się jak dziecko, bo za każdym razem kiedy mnie widzi, musi powiedzieć coś głupiego. I dopóki to się nie zmieni, ja również nie zamierzam żyć z nią w zgodzie. Proste.
- Nie wyrobię. - wkurzył się. Wróciliśmy do naszej rodziny, a na pytanie mamy, co robiliśmy i gdzie byliśmy odpowiedział, że przypomniał sobie o krótkiej rozmowie z trenerem, przy której musiałam być obecna. Dobry aktor.
- Mamo, tato... Kochanie... - Justyna, daj żyć. Za chwile zwymiotuję tymi chipsami, co pod stołem z Kaczmarczykiem spożyłam. - W naszej rodzinie pojawi się nowy członek. - Nie no. Sielanka. Wspaniałość nad wspaniałości, a ja to bym jednak wolała, żeby tym nowym członkiem było coś, co urośnie mi w spodniach. Biedny Rafał. Dlaczego ja czuje, że to jest specjalna zagrywka z jej strony?
- Magda, mogę cię prosić?
Kocham cię, panie Andrzeju, chociaż mówię to setny raz.
- Jasne. - zerwałam się i tempem jak z bolidu, co nim Kubica śmiga podbiegłam do szefa. - Ale błagam. Im dalej, tym lepiej.
- Zajmij się tym. Jutro po meczu mi to przekażesz. Parę spraw bieżących, trzeba podpisać, poczytać, może coś zmienić i zasugerować. Wiesz, takich papierków było już milion.
- Z przyjemnością. Poważnie.
- To do jutra?
- Do jutra.
Wróciłam się tylko pożegnać. A właściwie to powiedzieć: 'Lecę, cześć.' i zniknąć w windzie. W jednej windzie z Bartmanem i jego lalą.
- Asia, poznaj, to Magda. Nasza menedżerka.
- Aśka jestem.
- Magda.
Sielanka numer dwa, proszę państwa. Znajomość z bartmanową Asią zaliczona, bycie przyszłą ciocią zaliczone, ciekawe co zaliczę do najbliższej godziny, oprócz ubikacji i zimnego prysznica. A no tak. Już wiem. Zderzenie z Kurkiem.
- Auć. - złapałam się za swoje czoło i zaczęłam je rozmasowywać.
- To nie moja wina. Ja sobie tylko stałem i pisałem sms-a.
- Na środku korytarza? Szkoda, że w trakcie meczu z kieszeni telefonu nie wyciągnąłeś.
- Cicho, bo wszystkim powiem, że jadłaś chipsy i nikogo nie poczęstowałaś.
- Gwoli wyjaśnienia. Chipsy były Kaczmarczyka.
- A ty jechałaś w jednej windzie z Aśką i Zbyszkiem.
- Wolałabym jechać z dziesięcioma Zbyszkami i jedenastoma Aśkami niż spotkać moją bratową w ciąży, rodziców i otumanionego Rafała. Już ci mówiłam, że ja do tej rodziny nie pasuje.
- Słabiutko.
- Idziesz na szluga?
- Chcesz mnie truć?
- Dziecko, jeden jeszcze nikomu nie zaszkodził.
- A nie podkablujesz mnie?
- A czy ja wyglądam na kabla?
*
- I z czego się śmiejesz?!
- Z tego, że rozdziewiczyłam cię nikotynowo.
- To rzeczywiście masz powód do śmiechu.
- No, ale co chcesz? Słodko wyglądasz paląc papierosa. Tak z pięć lat starzej. Tylko nie gol zarostu.
- Serio jestem słodki?
- Tak, ale tylko z zarostem i tylko z tym czymś w ustach. Inaczej odpada.
- Ranisz. Nienawidzę zarostu i nigdy w życiu już nie zapalę - mówiąc to, podeptał do połowy wypalonego papierosa.
- Przykro mi.
- Spokojnie, gwarantuje ci, że jeszcze w tym tygodniu rzucisz to świństwo.
- Nie ma nawet takiej opcji. Nie z wami.
- Z nami, z nami.
- I co zrobisz? Będziesz mi grzebał po kieszeniach i wyciągał paczki? Pfff.
- Chociażby. Uwierz. Bez fajki wyglądasz sto razy lepiej. - uśmiechnął się szeroko i poczochrał moje włosy na odchodne. W końcu spokojnie mogłam wejść do swojego pokoju i ściągnąć przepocony, reprezentacyjny dres.
*
Prysznic był ewidentnie najprzyjemniejszym elementem dnia. Czysta, świeża i gotowa do snu przekroczyłam kabinę prysznicową, wycierając ciało ręcznikiem i szuka
ając sportowej bielizny, w której najbardziej lubiłam spać. Bo po co mają mnie jakieś druty uwierać, jak staniki do biegania mogą pełnić kilka funkcji? Z mokrymi włosami i ręcznikiem przepasanym pod pachą wyszłam na pokój, bo nie byłabym sobą, jeżeli nie zapomniałabym swojej bielizno-piżamy. Jak się okazało, zapomniałam również o zamknięciu drzwi. Chyba nikt jeszcze tak szybko nie wleciał mi do pokoju. Bo nie przypominam sobie momentu, żeby ktokolwiek zrobił mi dziurę w ścianie i to klamką.
- MAGDA! WOŁKOWYCKI CIE... O KURWA.
- Zbyszek-Za-Chwile-Nie-Wytrzymam!
- Bo Andrzej cie szuka.
- No i co tak stoisz?! No idź już stąd!
- Ale mówił, że masz przyjść szybko! Jezu, ubieraj się!
- Nie jezusuj mi tutaj tylko wyjdź! - podeszłam do Bartmana i wypchałam go siłą z pokoju. Patologia.
*
kolejny rozdział nadam juz z Warszawy. Yes, przeprowadzam sie w końcu amen
Komentarze
Ale i tak to uwielbiam. :)