Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

#6 Zawsze traktujesz tak dziewczyny?

- Będziemy pływać w Niagarze? - dopadł mnie na korytarzu po śniadaniu Dzik. - No, macie okazję skończyć Wołkowyckiego za ten Konsulat. Ale mnie w to nie mieszajcie. W sumie to spoko z niego gość. Zawodnicy od rana dopiekają Andrzejowi, oczywiście w żartach, ale biedaczek po piętnastu minutach już miał dość. Oczywiście najbardziej uwziął się Bartosz Kran i zapytał na cały głos, dokładnie w tym momencie, kiedy to Wołkowycki przechodził obok jego stolika, że jest ciekawy jakie śniadanie podają dziś w Konsulacie. Cóż. Trochę racji mieli , ale ja bawiłam się przednio i aż postanowiłam po wycieczce wyjść na miasto do sklepu z zabawkami i kupić figurkę czegoś, co będzie przypominać guźca. I mam plan wręczyć go Igle jako prezent urodzinowy i podziękowanie za żart tygodnia przy stole z jedzeniem. Ale to później. Teraz muszę przebrnąć przez korytarz, gdzie Rucek bawi się aparatem i każdemu z osobna robi zdjęcia. - Czekaj, czekaj, Madzia! One photo, please. - Błagam. Nie dziś. - Właśnie, że ...

#5 Proszę panią, gdzie jest guziec?

-Magda, wstawaj! Ty..Ty...Zaspańcu, Ty! - Dobrze, że nie zasrańcu. Piotruś, która godzina? - Jak to która? Jedenasta! Za pół godziny wyjeżdżamy z hotelu! Wszyscy już po śniadaniu! Dobre trzy godziny. - Kurwa. - w ciągu pięciu sekund zerwałam się z łóżka, zamotałam się przy tym w swoje prześcieradło, przewróciłam Nowakowskiego, wstałam z podłogi i zamknęłam się w łazience. Piotrek stanął pod drzwiami i poinformował, że Możdżonek zrobił mi kanapki na drogę i prosto po spakowaniu swoich rzeczy mam zejść z walizką do autokaru. Cholera. Ja miałam dwie walizki plus torebkę i plecak, w dodatku wszystkie ciuchy były wyciągnięte do szafy,poukładane na półkach i zawieszone na wieszakach. Ale przynajmniej śniadanie miałam z głowy. Po pięciominutowym prysznicu, z mokrymi włosami rozpoczęłam pakowanie. Dobre, że większości rzeczy nie musiałam składać od nowa bo pewnie kazałabym im jechać beze mnie. Ale niestety, zanim ogarnęłam wszystkie dokumenty, ładowarki, słuchawki, laptopy, notesy, kalendar...

#4 Ale ja nie powiedziałem ostatniego słowa.

O tym, że siatkarskie mamuty są rodzinne i broniące swojego stada w postaci żony i dzieci wiedziałam doskonale. Tylko nie wiedziałam, że aż tak. Każdy z nich był zapatrzony w swoją drugą połówkę jak w obrazek, a dziecko było wyprzytulane i wycałowane za wszystkie czasy. Z nich wszystkich to najmniej rodzinna byłam ja. I kiedy wszyscy siedzieli na stołówce i odpoczywali po treningu w towarzystwie rodziny, do pomieszczenia weszli moi rodzice. Gdyby nie to, że wygadałam się moim podopiecznym o sytuacji w domu pewnie nikt nie zwróciłby na nas uwagi. W końcu rodzina jak rodzina. Pewnie jest fajnie jest i te sprawy. Córka menadżer reprezentacji, a syn fizjoterapeuta.Tyle, że u mnie nie było fajnie a wręcz beznadziejnie. Rodzice wycałowali Rafała i już mieli to samo zrobić ze mną, kiedy mama ni z gruszki ni z pietruszki na cały głos wyrzuciła z siebie stos pytań. - A Madzia jak? Nie robi głupot? Punktualna jest? Wypełnia obowiązki? Pan Andrzej się nie skarży? - Nie mamo, wszystko w porządku...

#3 Nikt się nie dowie, Magda.

- Na litość Boską, Magda! - Co ja? - ocknęłam się natychmiast, a przede mną stała cała reprezentacja, sztab na czele z moim krzyczącym bratem. Zaraz, zaraz... Gdzie jest Zbyszek? O kurwa. - Zbyszek, czy możesz mnie z łaski swojej puścić? - wyszarpałam się prawie uderzając głową o ziemie, na szczęście przyjmujący zachował w przeciwieństwie do mnie rozum i w ostatniej chwili złapał tak, aby postawić w pozycji pionowej. - Bo spałaś i doktor nie kazał cię budzić. No to cię przeniosłem. Może jakieś dziękuję? - skrzywił brew przyglądając mi się, ale chyba zrozumiał, że to był zły pomysł. - Twoje niedoczekanie, Bartman. - Magda! - a teraz proszę Państwa stała się rzecz niezwykła, bo Rafał rzucił się na mnie i przytulił z całej siły. Nie odrywał się dobre kilkanaście sekund. - Dzięki Zbyszek, że ją znalazłeś. - Ekhem. - chrząknął doktorek Skrót Sokal, a Rafał natychmiast się poprawił. - To znaczy ich. Nie. Czekajcie. To jest nie do ogarnięcia. Najpierw utknęłam w lesie, potem odnalazł ...

#2 Wspaniały skrót, doktorze.

- Dasz wiarę, że moja siostra umówiła się z Zibim? - przybiegł do mnie zmartwiony Jarosz, aż zgasiłam cygara. Cóż. Gdyby nie był Bartmanem, to sama bym się z nim umówiła,więc przemilczałam tę kwestię. - Mówiłem ci stary, że ze mną każdy przegrywa zakłady. - prężył się zwycięzca. - Zobaczysz, pogadam z nią już w Katowicach, na turnieju. Będzie moja. - Kuba, jak cie lubię, tak nie zapraszaj siostry. - Ale jeżeli ją skrzywdzisz to ... - Jarosz nie dokończył tylko wystawił pięści i już prawie Bartman dostał z prawego sierpowego między oczy, ale zatrzymałam agresora. - A wy nie powinniście iść na obiad? - Już idziemy, ale jeszcze jedna formalność. - Zbigniew wyciągnął dłoń i uniósł oczy ku górze gwiżdżąc. Jarosz natomiast pogrzebał w kieszeni swoich dresów i z wypisaną na twarzy złością dał Bartmanowi stówę. - No nie. - zaśmiałam się i złapałam pod boki. - Nie do wiary Kubuś, że ta przyjemność kosztowała cię jednego zielonego. - Dałbym sobie rękę uciąć, że ona na niego nie poleci...