#20 Będzie dmuchanie.

- Po chuj to wszystko? - zapytałam roztrzęsiona z nerwów. - Wydzwaniam do ciebie od wczoraj. Dzięki bogu jest dziewiąta rano.
- Po prostu chciałem pobyć z dala od telefonu, byłem na dobrym melanżu.
- Byłem na dobrym melanżu. Byłem-na-dobrym-melanżu. Ty tak serio? Tylko tyle masz mi do powiedzenia?
- Chyba mogę wyjść z domu. - wrzasnął. Był pijany. Koleżanki go doprawiły, a później wsadziły do taksówki. Niestety włączył się również agresor.
- Jutro wyjeżdżasz na koncert, na Pomorze. Tak chcesz się pożegnać? Znudziło ci się dwa miesiące w monogamii?
- To jedź. Nawet dziś.
- O co ci chodzi?
- O nic. Idź stąd!
- Co ty powiedziałeś?!
- To co słyszałaś. - wybełkotał. - Jestem najebany, chce spać i obudzić się jutro bez kaca.
- Jesteś żałosny. Po co ja w ogóle z tobą rozmawiam?
- Wyjdź.
Odwróciłam się w stronę drzwi wyjściowych i już prawie przekroczyłam próg, kiedy z łazienki wyszła naga blondynka. Bez ubrań. I na mój widok zapiszczała jakby obdzierali ją ze skóry.
Wybiegłam z mieszkania Piotra niemiłosiernie zdenerwowana. Zaczęłam żałować, że w ogóle tam poszłam. Chociaż przekonałam się, że to co mówią ludzie to po prostu najprawdziwsza prawda ze wszystkich prawd. Agresja po nadmiernym spożyciu alkoholu, ignorancja, kobiety i patrzenie tylko i wyłącznie na swój czubek nosa. Wiedziałam. Doskonale wiedziałam o tym, kiedy obudziłam się rano, po pierwszej naszej wspólnej nocy. Tylko nie spodziewałam się, że tak szybko zacznę sobie pluć w brodę.
- Za dwa dni się widzimy, a ty nie możesz się doczekać, co jest? - mój wybawca Możdżon na linii. Jak zawsze nieoceniony w szybkim odbieraniu telefonu. Nawet gdy siedzę w samochodzie z nastrojem seryjnego mordercy.
- Powiedz mi, dlaczego przyciągam takich frajerów?
- O, widzę, że widziałaś już zdjęcie swojego faceta na portalu społecznościowym aktorki z Pierwszej Miłości? Hania ją lubi.
- Boże. Co za upokorzenie. Wstyd mi przed wami. Chociaż przed chwilą powitała mnie z krzykiem naga blond-seksbomba.
- Dziewczyno. Pakuj manatki, za moment jedziesz Spały.
- Jestem idiotką.
- Nie becz.
- Nie beczę.
- Beczysz, albo zamierzasz.
- Tęsknię. Tęsknię za Grześkiem. Ta przygoda z Piotrkiem w niczym mi nie pomogła...
- Wiem. Głowa do góry. Zadzwoń do Miśka. Mówił, że w dzień zgrupowania zgarnie cie  z Warszawy, ma dowieźć dokumenty do związku.
- Powiedz Hani, że cię kocham. A teraz miłego dnia.
Kocham tego człowieka. Przysięgam.
Już miałam odjeżdżać, ale kiedy w mediach społecznościowych pojawiły się informacje o składzie reprezentacji i o sztabie, zaczęłam dostawać masę gratulacji związanych z powrotem do drużyny. Między innymi od mojego brata. Niezręcznie. Jego do współpracy tym razem nie poprosił nikt.
Szybko zapomniałam o Piotrku i o tym, jakim dupkiem się okazał. Zrobiło mi się po ludzku przykro. Życzyłam Rafałowi jak najlepiej. A świadomość jego braku w kadrze spowodowała, że trochę zmiękłam. Korzystając z okazji, że mam chwilę czasu, postanowiłam zatelefonować do brata i zapytać o ewentualne spotkanie. Ucieszył się, kiedy usłyszał mój głos. Pomimo tego, że na dworze było jakieś dziesięć stopni i koniec kwietnia  nie rozpieszczał pogodą, na serduszku zrobiło mi się ciepło.
- Przyjedź. Justyna pojechała z małą do rodziców, do Katowic. Ja nie czuję się najlepiej, dlatego zostałem.
Wsiadłam w samochód i słuchając się Rafała skierowałam się w stronę swojego rodzinnego miasta.  Wielkiego, zatłoczonego i zanieczyszczonego spalinami Wrocławia. Ale kochałam to miasto jak żadne inne. No, może poza Los Angeles. I uświadomiłam to sobie dopiero dziś, w momencie, kiedy przypomniałam sobie, co łączy mnie z tym miejscem. A raczej kto.
Parkując pod domem brata miałam ściśnięty żołądek i skrępowane nerwami barki. Dwa lata praktycznie bez jakiegokolwiek kontaktu, a ja przychodzę do niego jako zupełnie inny człowiek. Pukam dwa razy z gulą w gardle.
- Gdyby Rafał powiedział ci, że jestem w domu, nigdy byś do nas nie przyjechała. Wejdź, upiekłam ciasto.
Mój brat jest z Justyną prawie dziesięć lat, z czego trzy są małżeństwem. Poznali się w liceum, a właściwie to ja ich poznałam. Wcześniej byłyśmy całkiem niezłymi koleżankami z ławki. Przez osiem klas. Nasza znajomość skończyła się wraz z pierwszą randką z moim bratem. Przez przypadek dowiedziałam się, że nie był on jedynym chłopakiem, z jakim Justyna spotkała się w tym dniu. Od tego momentu szczerze się nienawidziłyśmy. A dziś, dwa lata po tym, kiedy przy zabieraniu rzeczy do Stanów pokazała mi przy rodzicach kto zajmie moje miejsce... Przytuliła mnie mocno. Zupełnie jak na zakończenie ósmej klasy. Wyglądała niesamowicie promiennie, a kiedy zobaczyłam jej wyraźny brzuszek dotarło do mnie, że ona i Rafał kochają się naprawdę. Że założyli rodzinę, która powiększa się, pięknie się urządzili i bije od nich szczęście. Może to właśnie dlatego Justyna od kilku lat notorycznie nie dawała mi spokoju. Chciała za wszelką cenę pokazać, że numerem jeden w życiu jest dążenie do posiadania rodziny oraz dobrej relacji z pozostałymi jej członkami.
- Dobrze was widzieć razem. - uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole w jadalni.
- Siostra, co jest?
- Przyjechałam do was, bo mam wyrzuty sumienia za kadrę.
- Daj spokój. Wołkowycki był tobą zauroczony. To było pewne, że wrócisz do kadry, nie wybrana przez trenera, a przez związek.
- Jest mi strasznie przykro, że nie nawiązali z tobą współpracy. Dwa lata temu to ty mnie namawiałeś, żebym zgłosiła się do związku o posadę. Źle mi z tym, że dobrze na tym wyszłam, a ciebie nie będzie z reprezentacją.
- Meg, przestań. Ja dostałem pracę w drużynie z Polic, a w Szczecinie otwieram ze znajomymi swoją przychodnię. Tam też wyprowadzamy się na jakiś czas. Jest dobrze, naprawdę. A z ciebie jestem niesamowicie dumny.
- Mam propozycję pracy w dziale finansów w PLPS-ie. Na chwilę obecną podpisałam tylko stałą współpracę z kadrą. Jeszcze się zastanawiam nad resztą.
- Ale nad czym tu rozmyślać?! To doskonała propozycja!
- To nie chodzi o to. Po powrocie ze Stanów kupiłam w Warszawie mieszkanie. Później samochód. Zaaklimatyzowałam się, poznałam ludzi, chwile potańczyłam z Arczim. Nawet przez dwa miesiące spotykałam się z takim jednym raperem...
- To gdzie leży problem? - zapytała Justyna i dosiadając się obok porozumiewawczo spojrzała na Rafała. Obydwoje doskonale wiedzieli, dlaczego nic co do tej pory zrobiłam nie ma znaczenia.
- Właściwie to w niczym. - odpaliłam papierosa. Udałam, że pytania nie było.
- Myślę, że powinnaś coś wiedzieć.
- Jeśli o Gregu, to raczej mnie to już nie obchodzi...
- Posłuchaj Rafała, proszę. - bratowa zabrzmiała przekonująco. Wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się na wieści o Łomaczu.
- Przez czas kiedy byłaś w Stanach Greg cierpiał. Tęsknił. Pytał o ciebie wszystkich, który mogliby wiedzieć co się z tobą dzieje, codziennie dzwonił na twój stary numer, codziennie pisał do ciebie mejle.
- Kilka razy dziennie nawet. Raz przyjechał z Weroniką. Wpadłam w szał.
- On też. Nie mógł się pogodzić z tym, że zobaczył u twojego boku innego faceta. Pił dwa dni, u nas w mieszkaniu. A po alkoholowym maratonie okazało się, że jego żona jest w ciąży. I nie w początkowych tygodniach.
- O dzieciaku wiem od Możdżona. - udałam totalnie obojętną, chociaż w środku miałam ochotę rozwalić coś o ścianę.
- I nie jest to jego dziecko.
- Ała.
- Wszystko wyszło nie tak, jak powinno. Grzesiek chciał powiedzieć ci o tym sam, kiedy przyjechał z Weroniką do Warszawy. Ale nie tylko o dziecku miałaś się dowiedzieć...
- Jakie jeszcze rewelacje na mnie czekały?
- Grzesiek wiedział o dziecku już w momencie, kiedy przyleciałaś ze Stanów do Warszawy. Czyli trzy miesiące temu. Marcin dowiedział się o tym późno. W dodatku Grzesiek dzwonił do niego od nas, pijany. Nie wyjaśnił sytuacji. Dlatego dostałaś informację taką, jaką dostałaś. Wyszło na to, że Greg będzie ojcem.  On i jego żona... - mój brat zawiesił głos.
- Co? - zdumiona próbowałam wyciągnąć od mojego brata więcej. Nie byłam jednak pewna, czy dodatkowe informacje zostaną przyswojone przez mój mózg.
-  Ona kocha swojego kochanka, z którym ma to dziecko, a Grzesiek ciebie. Jak to zrozumieli to ucieszyli się, że nie muszą tkwić w tym gównie. Dokładnie trzy miesiące temu wspólnie złożyli pozew. I rozeszli się jak dobrzy kumple po meczu.
- Ja nie wierzę w to co słyszę. Nie wierzę... Przecież to jest jakiś, kurwa, film. Jakieś cholerny paradokument. O niczym nie wiedziałam! - wyrywałam sobie włosy z głowy. Wiadomość o rozwodzie Grześka była dla mnie szokiem.
- Całe szczęście, jedyne co ich łączyło to Urząd Stanu Cywilnego. Tylko na taki ślub się zdecydowali. Jak zobaczył, że ułożyłaś sobie życie... Stwierdził, że nie będzie zdawać Marcinowi relacji ze swojego życia, bo nie chce ci niczego utrudniać.
- To nie było oficjalne... Dwa miesiące, dla Piotra zabawy, a dla mnie zapomnienia o Gregu. Niestety nie wyszło. Nie pobawił się, bo nie chciałam z nim chodzić do łóżka. Za to każdego dnia opowiadałam o Grześku, aż w końcu mnie zdradził. To kara. Nie powinnam się bawić innymi tylko dlatego, że w głowie mam ciągle jedną osobę.
- Meg, nie możesz się obwiniać. Wiesz dobrze, że przecież chciałaś i próbowałaś zatrzymać Grześka przy sobie.
- Gdzie on jest? Ja muszę do niego pojechać!
- Tak się składa, że piętnaście minut temu zaczęła się ostatnia rozprawa rozwodowa. Od dziś Greg znowu będzie kawalerem. Miał wpaść do nas wieczorem, na wino, ale jedzie na dwa tygodnie do Lubina. Podpisał umowę z tamtejszym klubem. Masz wyczucie czasu. Perfekcyjne. Łap klucze. Mamy podlewać kwiatki, może tobie bardziej się przydadzą.
- Jadę.
Jeszcze na klatce schodowej wykręciłam numer do Marcina. Przeszkodziłam mu w jedzeniu.
- Grzesiek za piętnaście minut będzie rozwodnikiem, dzieciak nie jest jego, a ja właśnie wyszłam od Rafała i jadę pod sąd. Tak, jestem we Wrocławiu. I kurewsko pada deszcz.
- Czekaj, czekaj... Dobra. Ciul w to. Jedź tam, kurwa mać! Hanka, Meg jedzie po Grześka!


*

Zanim przedarłam się do sądu przez zakorkowane miasto, minęło pół godziny. W dodatku miły pan dozorca nie pozwolił mi już wjechać na parking, bo jak się wytłumaczył - sąd jest zamknięty i tylko wyjazd znajdujący się po drugiej stronie budynku jest otwarty dla wyjeżdżających. Przeklinałam jak najęta i mało nie pobiłam gościa.
- Zanim skręcę w prawo i objadę budynek, ten cymbał będzie już po wszystkim. - powiedziałam sama do siebie. I coś mnie podkusiło, żebym z piskiem opon wjechała na czerwonym świetle na skrzyżowanie i wyprzedziła na ciągłej. Biednemu to zawsze wiatr w oczy i wiadomo co i gdzie. Policja. Mam przewalone.
- Panie, ja zapłacę. Ja wszystko przyjmuję. Ale tam jest mój facet i jeśli go nie dogonię, to odjedzie mi na dwa tygodnie do Lubina. A ja lada chwila muszę jechać do roboty!
- Muszę pani wypisać mandat.
- A długo to potrwa?!
- Dokumenty. I wyjdzie pani z samochodu. Będzie dmuchanie.
- To się panu na żarty zebrało. Ho, ho.
- Dmuchanie w alkomat.
- Aha. Proszę się pośpieszyć, bo ja naprawdę mam nóż na gardle.
- Najpierw procedury, później może pani jechać.
- Ja mam gdzieś te procedury. Ja naprawdę muszę jechać.
Mogłam sobie co najwyżej pogadać. Dostałam prawie tysiąc złotych mandatu do zapłaty w ciągu siedmiu dni. Ale nie poddawałam się. W momencie, kiedy ruszyłam z postoju i łaskawy stróż prawa puścił mnie wolno, Greg wyjechał z parkingu sądu. Lipa do kwadratu. Gdzie ja go w tym Lubinie znajdę?! I co ja mu powiem przez telefon?! Przecież nie mogę czekać kilka tygodni! Na szczęście udało mi się kontrolować jego podróż. I wcale nie jechał poza Wrocław. Drogę, którą przemierzał znałam doskonale. Prowadziła do jego mieszkania. Właściwie ciągle za nim goniłam. Bezpośredni kontakt z jego autem blokowały mi notorycznie zapalające się czerwone światła. Pod blok dojechałam w momencie, kiedy Greg otworzył drzwi od klatki schodowej. Zaparkowałam i wybiegłam z auta. Żeby się nie zatrzasnęły podłożyłam stopę. I prawie zrobiłam szpagat. Jednak opłaca się mieć długie nogi i sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Wysokie laski rządzą. Zanim poskładałam się z pokracznej pozycji i mało nie obsikał mnie pies sąsiada z klatki obok, na pewno minęła chwila, ale jak udało mi się już wyprostować, popędziłam na drugie piętro. Cholercia, zapomniałam, że po pożarze w Stanach słabo u mnie z kondycją i że jedyne na co mnie stać po przebiegnięciu za Gregiem kilkudziesięciu schodów to wskoczenie mu na plecy, kiedy przekracza próg. Nie że specjalnie, po prostu o ten pieprzony próg się potknęłam. Powaliłam siatkarzyka na glebę. Ale przynajmniej go dogoniłam. Nieświadomy co za kretyn, a raczej kretynka wleciała mu do mieszkania szybko wstał i zrzucił mnie z pleców. Chyba nie domyślił się, że to ja. Mokre włosy oblepiły mi twarz. Dopiero po chwili popadł w stan przedzawałowy.
- Skoczyłam ci na plecy i dostałam tysiąc złotych mandatu, jak próbowałam cię dogonić. Po drodze zrobiłam jeszcze pod klatką schodową szpagat, prawie nasikał na mnie jakiś jamnik i złapałam zadyszkę. Za dwa dni jadę do Spały na zgrupowanie.i mało nie zgniótł mnie tir na autostradzie. A rano zastałam swojego potencjalnego faceta na bzykaniu z inną, bo znudziło mu się to, że ciągle o tobie opowiadam. Pewnie nie spodziewałeś się tej wizyty, ale kocham pana, panie Łomacz i mam pierdolca na pana punkcie. I gówno mnie interesuje, co pan myślisz na ten temat. Jak żeś pan wolny, to powalczę. A co mi tam.
- Ty jesteś jakąś kosmitką. - wyszeptał.
- Tylko na tyle cie stać po dwóch latach umysłowego spierdolenia?
- To było najsłodsze dopraszanie się o pocałunek, jakie kiedykolwiek słyszałem.
- Nie prosiłam o pocałunek.
- Jesteś pewna? - spróbował. Ciołek jeden. Miał rację. Gdybym nie chciała, to bym tu nie przyjechała.
- Nie jestem.
- A ja jestem pewien jednego. Że chcę ciebie. Zawsze chciałem. Moim marzeniem byłoby mieć cie w moim lokum w Lubinie. Cały czas.
- Moim marzeniem byłoby tam być. A marzenia trzeba spełniać. Związek zatrudnił mnie jako zastępcę Wołkowyckiego, ale jeśli chcesz być ze mną to odrzucę propozycję pracy w Warszawie, w PLPS i zostanę tylko przy kadrze. Na niczym innym mi nie zależy, tylko na tobie.
- Chcę.
To by było na tyle. Od pierwszego września moim domem będzie Lubin.


*

Czwarty dzień maja był dla mnie od początku nieco stresujący. Wstałam przed dziewiątą. Wypiłam mocną kawę, następnie umyłam i odkurzyłam podłogi. Dopakowałam ostatnie rzeczy, zużyłam jedzenie, które mogłoby przez moją długą nieobecność ulec zepsuciu i czekałam, aż zegar wskaże godzinę czternastą. Dokładnie wtedy miał przyjechać Misiek Kubiak i zabrać mnie do Spały. Umówiliśmy się, że po drodze zgarnie mój szanowny tyłek z warszawskiego Mokotowa.
- Cześć przystojniaku z Jastrzębia!
- Cześć piękna z Warszawy!
Wyściskaliśmy się za wszystkie czasy. Stęskniłam się za tym czubkiem. Ostatni raz widzieliśmy się na weselu Marcina. Od kiedy wyjechałam do Stanów dzwoniliśmy do siebie raz w tygodniu. Niestety przyjaźń Kubiego i Zbyszka nie przetrwała próby i w ogromnej, wzajemnej nienawiści postanowili się rozejść. O powodach dowiadywałam się stopniowo od Michała, własnie przez telefon.
- Ile już nie rozmawiacie? - zapytałam znienacka zapinając pas w jego samochodzie.
- Jakieś trzy miesiące po Igrzyskach ostatecznie się pokłóciliśmy. Wtedy dzwoniłem po wszystkim do ciebie. Monika kazała mi zadzwonić, Powiedziała, że byłaś bezpośrednim świadkiem wydarzeń i po części również i jego ofiarą. W końcu ciebie też okłamał. Skurwysyn. Jak o nim myślę to... Powiedz, że jesteś po mojej stronie!
- Był moment, w którym starał się mi pomóc w zakupie mieszkania. Zawsze byłam do niego sceptycznie nastawiona, dlatego pomocy odmówiłam. Nawet zażartowałam, że dopóki ciebie nie przeprosi to żadnego mieszkania znalezionego za jego pośrednictwem nie wezmę. A on mi się wtedy wygadał. No i kazałam mu wypierdalać jak skończył mówić. Świnia. A ty jesteś dla mnie kimś więcej niż kumplem. Jesteś zajebistym kumplem. I nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie być w tej sytuacji po twojej stronie.
- Stara, dobra Magda Antczak. A masz ty jakiego kawalera? - no nie, ten już coś węszy.
- Mam.
- A jakieś szczegóły?
- Szczegóły są takie, że od września zostaję Lubinianką.
- W co ty się znowu wpakowałaś?
- Oj, Misiek... - ten czub niczego się nie domyślił.
- Fajnie, że wróciłaś do kadry. Gdzie Bóg nie mógł, tam Magdę posłał.
Po drodze gadaliśmy o pierdołach, podroczyliśmy się jak zawsze i dotarliśmy na miejsce. Czekał na nas Igła.
- Antczakowa, ty warszawski słoiku. - powitał mnie od progu. Wziął moją walizkę, następnie upuścił mi ją na nogi. Co za kretyn.
- Igła, ty rzeszowski buraku.
- W Stanach nie płacili, że taka słaba fura?
- Ciągle lepsza niż twoja służbowa z Resovii.
- Ejejej. Przytul dziadka Krzyśka.
- Chodź tu, staruszku.
- A ja?
- Piotruś, kochany mój, kwiatuszku. Znowu powołali cie do stada tych debili...
- No, dasz mi Bartka do pokoju?
- Kurwa, zapomniałam, że to ja się tym zajmuję. Jeśli chcesz - proszę bardzo. Ktoś jeszcze ma jakieś specjalnie życzenie?
- Tak. Ja bym chciał z tobą.
- Krzysiu, masz żonę. Iwonkę.
- Matko, ty jesteś zbereźna, Antczakowa. Mógłbym spać na drugim łóżku. Moglibyśmy podpisać jakiś dokument, a na końcu jakaś wieczysta pieczęć, czy coś...
- Zostanę jednak przy pokoju z jednym łóżkiem. Moim. Poza tym, mój mężczyzna mógłby się nie zgodzić.
- Nie umiesz się bawić.
- Hehe, Madzia nasza to aż za bardzo się bawi.
- Kubi, błagam...
- Ma jakiegoś kawalera i nie chce powiedzieć kto to.
- Mówiłam, ale jesteś głupi.
- To powiedz drugi raz.
- Nie.
- E, to po zabawie.
- Przyjechałam tutaj do pracy. Moje życie prywatne, moja sprawa. Tak jak poprzednio. Nie wynoszę swoich brudów na wierzch.
- Ja pasuję. - uniósł dłonie w geście kapitulacji Kubi, tuż po nim Igła. Ale ostatecznie wszyscy szczerze się roześmialiśmy.


*


Między treningiem na sali a siłownią Marcin nie poszedł na rytualną drzemkę. Wyszliśmy na podwórko, usiedliśmy na ławce z drewnianym stolikiem i jedliśmy dróżdżówki.
- Słucham. - oznajmił
- Od września Lubin. Agencja sprzedaje moje warszawskie mieszkanie, Grzesiek wczoraj przetransportował do Wrocławia rzeczy. Tam będziemy mieszkać docelowo. Lubin w sezonie.
- Ehe, zaczyna się ciekawie.
- Poza tym klasycznie.
- No i co ty na to?
- No nic. Przecież to miłość mojego życia.
- Słodko.
- Halo, ziemia do wielkoluda! Ja jestem szczęśliwa! W końcu!
- No przecież się droczę!
Dał mi pstryczka w nos i pomachał. Poszedł spać. Ja korzystając z majowych promieni słońca, zastanawiałam się nad najbliższymi miesiącami mojego życia. Byłam bardzo spokojna. Jak nigdy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#1 Hej Spała, wioska niemała...

#7 To ty nic nie wiesz?!

#13 Ona kazała mi wybierać.