#19 Zbyt wiele ode mnie wymagasz

,,Wiele myślałem ostatnio i próbowałem naprawić to co między nami. Czuję, że powoli się oddalasz nie biorąc mnie ze sobą. Jeśli wszystkie lata znaczą tyle co nic, z tak niejasną przyszłością... Czy to po to było to wszystko?''

No tak. Zapomniałam, że Grzegorz ma mojego mejla. Doskonale wie, że siedzę po nocach na laptopie. I wysłał do mnie wiadomość, która jest niczym innym jak tekstem piosenki. Poeta XXI wieku - kiedy brakuje ci słów, podpierdol cudze. Nie mniej jednak czułam się osaczona. Kupiłam mieszkanie, zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami, trochę tańczę dla odstresowania i wydawało mi się, że wszystko się układa, choć ciągle poszukuję pracy. Wiedziałam, że o swoich problemach będę mogła pogadać z Możdżonem. Wprosiła mi się pierdoła do mieszkania razem ze swoją Hanią. Ona śpi, a on dokańcza ze mną butelkę nalewki. A raczej ja piję, a on raczy się wodą z cytryną. Pieprzony abstynent, nic się nie zmienia.
- Gregor zwariował. Nachodzi cię. To podchodzi pod paragraf. Uwielbiam człowieka i trochę nie wiem, co sądzić o tej sytuacji. To jeden z moich lepszych kumpli.
- Wiem, ale narazie sytuacja pod kontrolą. Codziennie pisze do mnie mejle. Nie rozumiem, przecież sam się ode mnie odciął. A przynajmniej mnie do tego sprowokował...
- A ta ostatnia akcja, kiedy zaatakował cię pod blokiem? Miał swoją szansę, nie wykorzystał. Nie wiem w czym ma problem.
- Ja wiem w czym.  Nie wracałam sama.
- No to mów od razu. - odłożył szklankę. - Spotykasz się z kimś i nic mi nie powiedziałaś?
- Nie... To znaczy nie wiem. Dwa miesiące temu poznałam kogoś. Mój kumpel, z którym tańczyłam kilkanaście lat wziął mnie do klubu. No i poznałam tam tego oto pana. - pokazałam Marcinowi zdjęcie, na co on zrobił wielkie oczy.
- Żartujesz sobie?
- A czy wyglądam jakbym żartowała?
- Teraz pewnie polecę starą, moralizatorską śpiewką, której nie znosisz, ale chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że wepchanie się w to nie jest najlepszym pomysłem.
- Wiem, w nic się nie wpycham.
- Znaczy to tylko stereotypy. Ale...Takiej klasy raper jeździ w trasy, na koncerty, po festiwalach i innych juwenaliach. Wokół niego kręci się masa przeróżnych kobiet, którym wszyscy jego koledzy z branży, a wiem, że on także, ulegają. Chcesz spotykać się z facetem, który w weekend zaliczy dziesięć lasek, a w poniedziałek przyjedzie do ciebie i będzie udawał jak to jest cudownie, pisząc po kryjomu do swoich byłych łóżkowych partnerek, że chętnie powtórzyłby numerek? Zastanów się.
- Nie chcę tego. Po prostu widzieliśmy się kilka razy.
- Kilka to znaczy ile?
- Nie wiem... Z sześć? Siedem? Uprzedzam pytanie - nie spałam z nim. Do niczego innego również nie doszło.
- A nie próbował?
- Nie. Nie próbował. Ale... Kiedy z nim jestem..
- To jest ci dobrze, dobrze myślę?
- Ja kompletnie nie myślę o tym, że on jest znany. Że lubi kobiety. Że jest dupkiem. Po prostu kiedy się spotykamy, mam wrażenie, że nadajemy na podobnych falach, mimo, że jest pierdolonym narcyzem i wylewa się z niego pewność siebie. Jakoś mi to pasuje. Kurwa, on ma bardzo dużo cech podobnych do Zbyszka. A ten to mi się wcale nie podoba.
- Trzymaj go na dystans. Bo raperzy to nie jest dobry materiał na faceta.
- Siatkarze też nie.
- Ale przynajmniej prowadzimy zdrowy i rozsądny tryb życia. O ile można to tak nazwać. Może ty popytaj jego kumpli jakie on ma wobec ciebie zamiary? Może on tylko gra do czasu, aż wejdziesz mu do łóżka?
- Nie mam pojęcia. Wszystko mi się pierdoli w głowie.
- Oj Meg, czemu ty nie możesz sobie znaleźć normalnego faceta? Z normalną pracą, normalnymi zamiarami, uporządkowanego i dojrzałego?
- Ale Piotrek nie jest moim facetem. I wątpię, że tak się stanie. Sam wiesz przecież, że jest z takiej grupy ludzi, która stałymi związkami raczej się nie interesuje. Ja z resztą nie traktuję tego poważnie. Przynajmniej na nic się nie napaliłam.
- Bo masz Grzecha z tyłu głowy?
- Nie. To jest rozdział skończony. Gdyby nie Stany, nie doszłabym do tego. I nie oswoiłabym się z tym. Nie miałabym odwagi powiedzieć mu w twarz żeby wnosił się z mojego życia. Teraz chcę, aby dał mi spokój. Potrzebuję oddechu, którego zaczerpnęłam kiedy go nie było i który mi zabrał, kiedy się pojawił.
- Słuchaj. Jedź do Wrocławia. Pogadaj z jego żoną. A najlepiej z nim. I powiedz mu to wszystko co mnie.
- Mówiłam. Wszystko mówiłam mu, kiedy przyjechał do Warszawy z moją kuzynką. Nie wiem, czy jest sens, aby tłuc mu to do głowy kolejny raz.
- Próbuj do skutku.  A tak w ogóle to mogłabyś zrobić na poczcie mejlowej porządek. Masz pewnie tysiąc wiadomości nieprzeczytanych.
- No i co z tego? Ja wiem, że ty jesteś panem Dobra Rada...
- No i to, że może ominęłaś coś ważnego...
- Czasem zapominam zrobić z tym wszystkim porządek... O kurwa. - zaniemówiłam. Jedna wiadomość wprawiła mnie w osłupienie. Dosłownie.
- Co?
- PZPS! Podpisano Andrzej Wołkowycki...
- Ale co podpisano?- Magda, skontaktuj się proszę ze mną telefonicznie, ponieważ ja od jakiegoś nie mogę się do ciebie dodzwonić. Być może zmieniłaś numer. Muszę z tobą pilnie pomówić.- odczytałam Możdżonowi treść. Mało nie spadłam z fotela. Bo co może chcieć Andrzej?
- To wiadomość wysłana kilka godzin temu. Zadzwoń jutro.
- Zadzwonię dziś.
- Ale Megi, jest dwudziesta druga. Chłop pewnie śpi.
- Brodaczu, ja wiem, że ty jesteś głosem mojego rozsądku, ale ja do rana nie wytrzymam.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Odebrał niemalże od razu. Aż się wzruszyłam jak go usłyszałam.
- Szefie...
- Madziu, dziecko kochane... Od tygodnia próbuję się do ciebie dodzwonić. Na szczęście po długich poszukiwaniach znalazłem twój adres mejlowy.
- Ja wiem... Ja wszystko wiem. - głupia ja. Pozbyłam się starego numeru, a ten człowiek usilnie się do mnie dobijał.
- Chciałbym się z tobą spotkać i porozmawiać. Mamy dla ciebie propozycję pracy.
- Praca? Dla mnie? Mamy? Ale przecież...
- Ptaszki ćwierkały, że mieszkasz w Warszawie.- A jak nazywały się te ptaszki?
- Ptaszki Możdżonki.
Ten cymbał wiedział o wszystkim. Dlatego tutaj siedzi.
Miałam nie palić. Obiecałam to sobie. I Marcinowi. I Jarskiemu. I Zbyszkowi też. Dobra. Sobie nie obiecywałam nic, ale gdzieś tam tliła się we mnie nadzieja, że skoro szlugi to tak paskudny nałóg, to dobrze będzie z nim skończyć. Nie wyszło. Siedziałam na dachu mojego bloku. Trochę ryzykownie, biorąc pod uwagę, że może ktoś mnie nie lubi i chętnie pchnąłby mnie w dół. Faktem zaś był jeden - nie do końca byłam w stanie przyznać się Marcinowi do tego, że z Piotrem widzę się codziennie i poznałam jego wszystkich znajomych. Że wiem o jego spojrzeniu na świat i na związek, że wiem o jego wszystkich słabościach, problemach i o przeszłości. Wiem, że kilka lat temu po jednej z dobrze zakrapianych imprez przespał się z dziewczyną, która kilka tygodni później poinformowała go o usunięciu ciąży. I wiem też, że wcale nie było mu z tego powodu przykro. I wiem, że jako facet po trzydziestce podchodzi już do tego inaczej. A. I nie przyznałam się, że dwa dni przed tą rozmową spałam z nim. I to u niego w mieszkaniu. I było super. Ale to już drobny szczegół. Oczywiście nie ma o czym dyskutować, że Marcin ma racje. Piotrowi zaufać nie mogę. Może gdyby nie ta przeszłość i powszechna opinia o nim jako o podrywaczu, który bez skrupułów łamie damskie serca... Burdel w głowie jak w mojej torebce. Poznałam zajebistego, inteligentnego i atrakcyjnego faceta. Dodatkowo niezależnego, przesadnie szczerego i pewnego siebie, który dał mi dużo dobrego - przede wszystkim oderwał od problemów. Jednocześnie jest skurwysynem i w każdej chwili może kopnąć mnie w tyłek. Musiałam przetrawić to wszystko. Dwóch facetów. Jeden ciągle w głowie. Miłość życia. Zawsze gdzieś obok, choćby duchem. Jego nowy związek, dziecko w drodze. Z drugim niesamowicie szybko rozwijająca się relacja.  Jednocześnie wstępujące ryzyko innych kobiet w bardzo bliskim otoczeniu. Wszystko do dupy. I mam całkowitą świadomość klęski i tego, że wszystko znowu prędzej czy później jebnie.


*


- Nie patrz tak. Po prostu jeśli kogoś zapraszam do swojej strefy komfortu to nie mam niczego do ukrycia. A już na pewno nie będę ukrywać tego, że nie zawsze jestem piękna i kwitnąca. - zwróciłam się w stronę stojącego w moich skromnych progach Piotrka, trzymającego w ręku moje ukochane czekoladki.
- Ja uważam, że zawsze. Teraz szczególnie...
- Dobra, nie kończ. Pół godziny i będę wyglądać jak człowiek.
Zwrócił uwagę na zdjęcia wiszące w ramkach. Stał przed ścianą i obserwował to, co się na niej znajduje. W końcu po pierwszym wspólnym seksie mogłam zaprosić go do swojego nowego mieszkania i pozwolić na oglądanie mojej ściennej galerii zasłużonych, chociaż w przypadku Łomacza to tych zasłużonych trochę mniej. Albo najbardziej. Ze skrajności w skrajność.
- To ten Grzesiek?
- Nie. To mój brat. Nazywa się Rafał i jest dwa lata starszy. Moi rodzice go uwielbiają. Ma głupią żonę.
- Zazdrosna?
- Dużo mu zawdzięczam, był dla mnie bardzo dobry. Pewnie nadal jest. Myślę, że na pewno czuję odrobinę zazdrości. Chyba każda siostra jest uprzedzona do kobiety brata.
- Skoro ściana zasłużonych to gdzie rodzice?
- Obok zdjęcie z ojcem. Jest współwłaścicielem firmy budowlanej. Dużo pracuje, chociaż przez ostatnie lata zajmuje się głownie robotą papierkową.
- Podobna jesteś.
- Mój ojciec to fajny gość. Dobry i bardzo mądry, ciepły człowiek. Nigdy niczego nam nie brakowało. Byliśmy z bratem jego oczkiem w głowie.
- A mama?
- Jest tu. Zdjęcie ma jakieś dwadzieścia lat, a nowszego niestety nie posiadam. To ciężki temat. Jest lekarzem pediatrą. Rządzi światem. Znaczy myśli, że rządzi. Dyryguje ojcem, Rafałem i Justyną, czyli moją bratową. Mną nigdy nie mogła i dlatego do tej pory nie możemy się dotrzeć. No i w sumie przez nią nie mam z nimi wszystkimi kontaktu. Ja chyba nie czuję nawet tego, że ona jest moją mamą. Chyba tęsknie za mamą z czasów podstawówki. Problem zaczął się w szkole średniej.
- Tak samo czułem jak myślałem o ojcu. Ale po trzydziestce doszedłem do wniosku, że może trzeba dać mu szansę.
- A tam na górze to moi dziadkowie, wujek chrzestny, ciocia i kuzynka Weronika z kuzynem. Czyli moja amerykańska familia.
 - Ale fajne zdjęcie! I te koszulki koszykarzy!
- Moi dziadkowie to są chodzące anioły. Naprawdę. A jeżeli chodzi o Grześka -  to jest tutaj. Po lewej. Piętnaście lat przyjaźni. Siedemnaście znajomości. Pewna era skończona. Dobra. Nie ma co się mazać. Możemy wyjść do tego klubu.
- W takim razie możemy dzisiaj świętować otwarcie rozdziału bez Grześka.
- Prowadź, Piotrze. - uśmiechnęłam się, ale w środku poczułam ścisk żołądka. 
*
W klubie bawiliśmy się nieźle. Moje obcisłe spodnie wyraźnie skupiały na sobie wzrok Piotrka, który co chwile mówił mi na ucho, że niestety nie może się skupić na niczym innym jak na moich długich i zgrabnych nogach. Kazałam mu skupić się na tym co mówię, ale stwierdził, że wtedy już całkowicie się zasłucha w mój głos i będzie niemy na inne bodźce, jakie daje mu otoczenie. Między innymi jego koledzy, którzy co chwilę szturchają go i pytają, kiedy wejdzie nowa kolekcja ubrań ich marki, ponieważ coś opóźnia się na produkcji. Postanowiłam wstać i przywitać się z Arczim. Mieliśmy do pogadania, ponieważ jutro miałam podpisać umowę z PZPS. Dostałam świetną propozycję - w kadrze stała posada zastępcy kierownika reprezentacji. Dokładnie to samo, czym zajmowałam się dwa lata wcześniej. W sezonie ligowym również nie siedziałabym bezczynnie. Miałam dołączyć do zarządu PLPS jako jedna z osób odpowiedzialnych za finanse. Wszystko dzięki Andrzejowi. Ten człowiek postarał się o propozycję nie do odrzucenia. Tylko wobec mojego tanecznego kumpla Artura niestety działa to na niekorzyść. Duety i choreografie możemy tworzyć zdecydowanie rzadziej. Albo wcale. Widocznie za dużo się zmieniło, żebym znów mogła traktować taniec jako mój życiowy numer jeden wśród zainteresowań.
- Kochana, to jest twoja życiowa szansa. Gość ustawia cały zarząd, żebyś zaczęła prace na takich stanowiskach. Zasługujesz na to. Masz łeb nie od parady, skończyłaś ciężkie studia i dodatkowo wiesz z czym to się je. Z facetami obchodzisz się perfekcyjnie. Kadra ci nie straszna. Wiesz co? Ja bym brał.
- Ale co z tobą?
- Myślisz, że ja długo jeszcze będę tańczył tak jak teraz? Pora pomyśleć o swoim biznesie i założyć jakąś szkołę tańca, a nie prowadzić zajęcia u kogoś. W końcu muszę przerobić tę pasję w sposób na zarabianie porządnej kasy. Niedługo trzydziestka. Mam żonę, staramy się o drugie dziecko. Z czegoś rodzinę utrzymać muszę.
- Popieram twój pomysł. Jeśli będziesz potrzebował pomocy to wal śmiało. Może będę mieć swoją choć minimalną cząstkę w twoim interesie.
- Już masz! Gdyby nie ty i twój niesamowity talent do tańca oraz przyjemność wspólnej pracy, na pewno nie tańczyłbym aż do tej pory. A dzięki tobie robię to do teraz. Powiem ci, że twoi rodzice na pewno byliby z ciebie dumni. Jesteś w dechę laska.
- Wiesz, że kocham cię jak brata?
- Wiem. A co z Piotrkiem?
- Intensywnie. – wypiłam szota i przegryzłam cytrynę.
- Ouu. To o szczegóły nawet nie pytam. Kumple mówią, że jeszcze nigdy się tak nie wkręcił. I że Piotrek to już w tych sprawach Piotr.
Aż się uśmiechnęłam na słowa Arcziego. Może to dobrze wróży? Popatrzyłam więc na tę moją chodzącą nadzieję. Która wychodzi z jakąś inną kobietą w stronę korytarza. Aż się oplułam. Momentalnie cofnęłam się do momentu, kiedy przed finałowym turniejem ligi światowej dwa lata temu balowałam w mazurskim klubie z Łomaczem. A on na moich oczach wymacał jakieś laski. Wtedy zawalił mi się świat, bo od tego wszystko się posypało. Wylała się woda na jego twarz, a ja w popłochu musiałam spieprzać, żeby tylko go nie widzieć. Bliźniacza sytuacja. Wściekłam się. Ale nie mogłam pozwolić, żeby kolejny raz w ciągu dwóch lat przejść przez to samo. Popatrzyłam wymownie na zszokowanego Arcziego i pobiegłam w tę samą stronę, w którą poszedł Piotrek. Arczi pobiegł za mną krzycząc, żebym się opanowała, bo to na pewno nie tak. W końcu natrafiłam na Piotrka obejmującego jakąś blond sucz i wymierzyłam mu soczystego, prawego sierpowego. Prosto w oko.
- Ty chuju. Nie dzwoń do mnie więcej.
Nie mam pojęcia, czy ktoś za mną wybiegł. Złapałam taxi jakieś sto metrów od wyjścia. Nie miałam już złudzeń. Wszyscy faceci są tacy sami. Kiedy tylko wróciłam, na szczęście nie było jakoś przesadnie późno. Odłączyłam od drzwi dzwonek wyrywając go ze ściany, następnie odłączyłam wideodomofon. A na samym końcu zadzwoniłam do Marcina. Spłakana, siedząc pod drzwiami.
- Jest dwunasta w nocy.
- Ty mi, kurwa, nie mów, która jest godzina. Ty mi powiedz, dlaczego wszyscy z wyjątkiem ciebie są tacy sami?
- A widzisz? Jak wujek Marcin mówił, że to jedno wielkie gie, to trzeba się było słuchać. Idź się połóż. Albo nie. Otwórz szafkę w kuchni, wyciągnij dobry alkohol i pij całą noc. Włącz sobie jakiś głupi serial, wyłącz telefon i odreaguj. A za parę dni powiesz mi co się stało.
- Zostaniesz moim mężem?
- Madzia, jesteś dla mnie jak siostra, ale zbyt wiele ode mnie wymagasz.
- Powiedz Hani, że musi cię sklonować.
- A, to jeśli tak, to z moim klonem rób co chcesz.
Ta rozmowa nie miała sensu, biorąc pod uwagę późną porę oraz mój obecny stan. A byłam wkurwiona niesamowicie. Bo znowu jakiś fagas wykorzystał moją naiwność. Wygląda na to, że każdego potencjalnego faceta powinnam teraz kastrować na przywitanie.


*

Wstałam z niemiłosiernym kacem. Jakby mnie zobaczyła moja matka pewnie skierowałaby mnie na odwyk. Włączyłam telefon. Ani jednej wiadomości od Piotra. Ani jednego telefonu. Nic. W sumie, po co miałby dzwonić? Najgorsze, że za półtorej godziny miałam stawić się w PZPS. I to była jedyna motywacja do wstania z łóżka. W godzinę zrobiłam się na bóstwo. Winem już ode mnie nie śmierdziało, wręcz przeciwnie. Wylałam na siebie pół flakonu najdroższych perfum jakie mam w swojej toaletce.
Udało mi się dotrzeć na miejsce, wyściskać Wołkowyckiego, pożartować z powołanych do Spały i podpisać umowę. Narazie tylko na kadrę. Na parkingu za bramą stał znajomy, czarny mercedes. Dokładnie taki, jakiego Piotrek kupił dwa tygodnie wcześniej jako nagroda za zrobienie prawa jazdy. I aż mnie cofnęło na myśl o wczorajszym wieczorze. A właściciel tego jakże pięknego pojazdu, niejaki Pan Skurwiel opierał się o drzwi.Poirytowana ruszyłam w jego stronę, aby ostatni raz przemówić mu do rozumu, że nie potrzebuję numerków na jedną noc i nie chcę być panią do towarzystwa.
- Magda, zanim cokolwiek powiesz, daj powiedzieć mi jedno zdanie.
- Masz dziesięć sekund. Później pakuj swoją szanowną dupę i zejdź mi z oczu.
- Ta kobieta, którą obejmowałem w klubie to moja siostra. Wróciła z zagranicznego stażu. Chciałem, żebyś ją poznała. Z resztą jeśli mi nie wierzysz to mogę cię do niej teraz zawieźć.
- Siostra?!
Zaskoczył mnie.
- Pewnie naopowiadali ci o mnie, że jestem frajerem, bzykam wszystko co się rusza i jak zdobędę kobietę to odnotowuje to w swoim zeszycie podbojów. To, że kiedyś zależało mi na laskach tylko w kontekście seksualnym oraz w kontekście zbudowania swojego ego nie oznacza, że dziś jest tak samo.
- To jak to jest ze mną?
- Ty jesteś mądra, inteligentna i piękna. Jesteś kobietą pierwsza klasa. Jak cię zobaczyłem dwa miesiące temu to mało nie padłem z wrażenia. A jak zaczęliśmy się spotykać to pomyślałem sobie, że najpiękniejsza jest w tobie ta niezależność. Dokładnie ta sama, którą widziałem przez całe życie w swojej matce i siostrze, którym przyszło trzymać w ryzach nasz dom. Jesteś dla mnie wyzwaniem.
- Twój świat to seks z kilkoma kobietami w miesiącu. Ja nie chcę się bać, że lada chwila wymienisz mnie na inną. Taki masz wizerunek.
- Chuj w ten wizerunek.
- Nie wiemy na co się porywasz. Moje uczucia są popaprane. Ja właściwie sama nie wiem co czuję.
- To wszystko przez tę pieprzoną marynarkę, na którą wylałaś mi drinka.
- Co ja mam ci na to powiedzieć?
- Że wsiądziesz teraz ze mną do samochodu, pojedziemy na obiad, ponieważ zarezerwowałem stolik w najlepszej knajpie w mieście.
Wsiadłam do auta.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#1 Hej Spała, wioska niemała...

#7 To ty nic nie wiesz?!

#13 Ona kazała mi wybierać.