#13 Ona kazała mi wybierać.

- Już bym chciał być po wszystkim. - stwierdził niespodziewanie Guma, siedzący w towarzystwie Kurka, Pita, Zbycha, Jarskiego i Kubiego. Nieważne, co robiłam w jednym miejscu z Bartmanem. Nawet nie zauważyłam, że dosiadł się piętnaście minut temu.
- Po co wracać bez medalu? - wtrącił Dziku.
- Ale ja nie powiedziałem, że bez medalu. Co, nie chciałbyś leżeć z Moniką na plaży a później wrócić do domu i jedyne czym się zająć to koszeniem trawnika? Przynajmniej na jakiś czas. Później w końcu zechciałbyś wrócić na parkiet.
- Dobra, gawiedzi. Andrzejek wzywa, robota papierkowa.
- No to do jutra, Madziu.
Odeszłam od towarzystwa i wolnym krokiem udałam się w stronę pokoju, w którym pracowałam.
- Czego dusza pragnie? - odebrałam telefon od mojej bratowej. Właściwie, to po co ona do mnie wydzwania?
- Co z Rafałem? Ma wyłączoną komórkę. Albo z kimś rozmawia już prawie dwadzieścia minut
- Zapewne pracuje.
- Magda, ale ja muszę z nim pogadać. Naprawdę.
- Ej, ale stało się coś? - teraz to ja się przestraszyłam.
- Miałam skurcze, zostałam w szpitalu na obserwacji. Pojutrze będę w domu. Wszystko niby w porządku, ale chciałam mu o tym powiedzieć. Znasz go, wiesz, że gdybym mu o tym nie powiedziała, pokłócilibyśmy się, bo coś przed nim ukryłam.
- W takim razie zejdę na dół i powiem mu, żeby się z tobą skontaktował. Pilna sprawa, kilka minut poświęci.
- Byłoby super.
Dobra jestem bratowa i siostra zarazem. U Rafała akurat drzwi uchylone, więc na pewno siedzi u siebie.
- Stary, naprawdę, nie rozumiem twojego zachowania.
- Tak? A co mam zrobić?
- Człowieku, ty chyba naprawdę myślisz, że Magda jest totalnie bez serca i niczym się nie przejmie.
Wszystko jasne. Rafał, Grzesiek, rozmowa na głośniku i ja pod drzwiami.
- Stary, wolisz przyjaciółkę, którą znasz piętnaście lat, czy kogoś innego?
- Ale pomyśl. Jest cholernie atrakcyjna, Podoba się facetom. Niejednego przyjaciela znajdzie.
- Pytanie, czy faceci podobają się jej...
- Mówię ci. Rozmawiałem z Kurą przez telefon. Chwalił się, że między nimi jest fajna relacja, że bardzo ją lubi.  Musiałem ją na tej imprezie sprowokować, żeby rano powiedziała cokolwiek przy okazji kłótni. Może się zaprzyjaźnią obydwoje?
- Ty jesteś porąbany. Wolałeś rozpętać burzę? Powaliło ci się w głowie. Zadzwoń do mnie jak zmądrzejesz.
- Mówisz tak, bo to twoja siostra. I jej bronisz.
- Nie. Mówię tak, bo się znacie do cholery jasnej większość życia. I wiem, że ona by ci tego nie zrobiła. Tyle.
- To w takim razie jak mam to wyjaśnić teraz, co proponujesz, mistrzu?
Nie wytrzymałam. Wleciałam do pokoju brata i wyrwałam mu trzymany w ręce telefon z włączonym trybem głośnomówiącym.
- Nienawidzę cie! - rzuciłam Samsungiem brata o jego klatkę piersiową i pobiegłam w stronę stojących chłopaków. Dokładnie tych, z którymi rozmawiałam pięć minut temu. Rafał biegł za mną, na głośniku dalej coś Grzegorz gaworzył, a ja wyładowałam całą złość na Kurku, bo to przecież o nim wspomnieli w rozmowie. Bez zatrzymania się wbiłam mu pięść w brzuch, a następnie pchnęłam na plastikowe krzesła.
- COŚ NAOPOWIADAŁ ŁOMACZOWI?!
- Magda! NA LITOŚĆ BOSKĄ! - wrzeszczał mój brat. W końcu mnie dopadł i złapał za obydwie ręce. Chłopcy byli w szoku, Rafał był przerażony, Grzesiek się rozłączył, ja nerwowo sapałam, a Bartek podniósł się z podłogi, bez słowa.
- Zadowolony jesteś? Jak bardzo jesteś, kurwa mać, zadowolony z tego co zrobiłeś? Ty wiesz w ogóle co narobiłeś? Wiesz? - powtarzałam się jak głupia, ale w tym momencie chyba nic innego nie przychodziło mi na myśl.
- Ale o co chodzi? - dopytywał Kuba.
- Magda, co ty odpierdalasz?!
Miny chłopaków bezcenne. Rafał aż czerwony, Bartek fioletowy, a reszta zielona.
- Pojechałeś Kurek, po bandzie. Ostro. Coś zrobiłeś i nie wiesz co.
- Bartman, zamknij się. - upomniał go speszony Guma.
- Bierz telefon, wykręcaj numer Grześka i wszystko odkręć.
- Ale...
- Nie ma ale. - zerwałam się, aż mnie Bartman z Jaroszem przytrzymali.
- ALE CO JA MAM ODKRĘCAĆ?
- Wszystko co nagadałeś Grzęśkowi! Myślałam, że jesteś moim kumplem. A ty okazałeś się zwykłym frajerem. Zawiodłam się na tobie.
- Magda, ale ja naprawdę nie wiem co ci się rozeszło!
- Oj. Doskonale wiesz co o co jestem wściekła. - warczałam.
- Stop, stop, stop. - Zagumny wszedł między naszą dwójkę. - Magda, twój brat ma ci coś do powiedzenia.
- Co znowu?!
- Bartek nic nie zrobił. - wydukał Rafał. A reszcie to normalnie słyszałam, jak kamień z serca spada, że kogokolwiek dopuściłam do głosu.
- Jak nie zrobił, jak zrobił?
- Gregor ma ci coś do powiedzenia, Bartek w nic nie jest zamieszany.
- To pewnie ten twój były koleś rozpuścił jakieś plotki, że jesteśmy parą. A ja tylko chciałem cie od niego uwolnić i dlatego udawałem twojego chłopaka. Przez pięć minut.I teraz wyszło, nie wiadomo co. - Bartek otrzepywał koszulkę. No wściekł się na mnie.
- Nie, nie i jeszcze raz nie. Magda, musisz sobie wyjaśnić coś z Grześkiem. Właściwie to on musi ci coś powiedzieć.
- Czyli wszystko po staremu, to tylko nieporozumienie. - odetchnął Guma i wszyscy się rozeszli.
Teraz ciekawe, komu mam urwać jaja. Grześkowi czy Rafałowi - bo nie powiedział mi szybciej.  Antczakowa, stop. Przecież Rafał nic nie zrobił. Zostaje jeden  delikwent i trzeba zrobić tak, żeby poczuł się winny.
- Hola, hola! Koleżanko! Zatrzymaj się! - oho, zaczęło się wołanie. Nie dotrę dziś do tego pokoju. Jak Bozie kocham. - Wiesz, że Gregor będzie na finałach? Dostał bilety od Kuby.
- No i co? Niech będzie.
- Magda, posłuchaj. Ja może nie jestem w twoich oczach poważnym człowiekiem...
- Racja Zbychu, nie jesteś i nie będziesz...
- Ale...
- Ale co?
- Pogadaj z nim. Posłuchaj brata.
- Zbyszek, proszę.
- Nie, to ja cie proszę. Pogadaj z Gregorem i wyjaśnijcie sobie wszystko. Obiecujesz?
- A kiedy on w ogóle ma się pojawić?
- Właściwie to już powinien być... Ale Magda! Gramy za kilka godzin ważny mecz! Bądź dziś z nami, uśmiechnięta, a nie gdzieś tam... Daleko. Ja rozumiem. To jest sytuacja ciężka, bo ja osobiście, znając kogoś piętnaście lat i przyjaźniąc się z tą osobą nagle przestał utrzymywać kontakt to chyba bym oszalał. Serio. Ale z drugiej strony silna  babka z ciebie i nie możesz mu pokazać, że jesteś słaba.
- On to wie przecież.
- No to mu tylko potwierdzisz, że dajesz radę. I już.
- Dlaczego ty to robisz?
- Co ?
- Dlaczego mnie wspierasz?
- Bo my tu wszyscy jesteśmy jak rodzina. Trzy miesiące z tobą spędziłem, pokłóciłem się z tobą tysiąc razy, godziłem się pięćset, przegadaliśmy pewnie jeszcze więcej godzin i wiesz co? Jak widzę twoją minę przy śniadaniu to aż mi się nie chce jeść. Bo mi smutno, że taka nasza cząstka, która tworzy zespół i którą jesteś nie funkcjonuje tak, jak powinna. I nie tylko mnie. Bo wszystkim nam, kiedy się dowiedzieliśmy, zrobiło się przykro, choć nie znamy szczegółów. I mnie i Pitowi i wszystkim innym.
- A mnie było przykro, kiedy widziałam zadumanego i wkurzonego na cały świat Dzika.
- Właśnie tak to działa. Jesteśmy mechanizmem. Kolektywem.
- A ty możesz mi coś obiecać? U ciebie i u Michała jeszcze nic nie jest przekreślone.
- U ciebie też nie.
- Jesteś w lepszej sytuacji, uwierz. Ja pierwszy raz w życiu boje się, że stracę kogoś bliskiego. I najgorsze, że nic nie zrobiłam.
- Gorzej już być nie może. Teraz będzie tylko lepiej.
Zbyszek to mnie normalnie zamurował. Może on faktycznie jest choć trochę mądry? Albo ma dobrego dealera. I się skurwol nie podzielił. Miał racje. Jak okaże słabość facetom spowodowaną z resztą przez jednego z ich rodu, tudzież właśnie faceta, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Szkoda, że już sobie poszedł, bo nawet nie zdążyłam podziękować. Masakra. Ja i dziękczynne modły do Bartmana... Niebywałe. Ale jest i Wielkolud. Trzy, dwa, jeden i już mnie puka palcem w ramię. Mówiłam już, że nie dojdę do tego pokoju?
- Gotowa na dziś?
- Gotowa, jeśli od samego początku zaczniecie grać jak przystoi.
- Zawsze miła i kochana.
- Oj Możdżi. Ja próbuję cie tylko zmotywować. Chodź. Ja muszę w końcu dotrzeć do siebie, a ty musisz wybrać się na popołudniową drzemkę.
- Si ! - aż podskoczył z radości.
- Que pasa?
- To ty po hiszpańsku coś umiesz?
- Biegle. I po angielsku też. Po niemiecku w stopniu komunikatywnym, bo jakoś nie było mi po drodze na lekcje. Raz miałam nawet warunek i poprawiałam semestr. Straszna lipa. - wzdychnęłam naciskając guzik w windzie. - Podobno mam talent do przyswajania języków obcych. Szkoda, że języka mężczyzn nie ogarnęłam.
-  A ja kobiet. Chociaż moja Hanka to i tak mało skomplikowana.
- A widzisz. Tyle nas łączy. No. Wyśpij się, bo ktoś musi wbijać gwoździe dziś wieczorem w bułgarskie głowy.
-To dozoba!
W końcu! Rozstaliśmy się na drugim piętrze. Otworzyłam drzwi od swojego tymczasowego lokum i moje trampki postanowiły zamienić się w łyżwy.
- Woaaaa... Co za idiota bawi się w kartki? - podniosłam z podłogi zapisany czarnym markerem papier. - Pokój czterysta czternaście, piętro szóste, po meczu, Gie. - zacytowałam, a później to już z dziesięć razy powtórzyłam 'kurwa'. Jaki ten Łomacz to jest cwaniak, to głowa mała. Bał się, że dostanie telefonem z wyświetlonym na ekranie sms-em między oczy i wybrał dla siebie łagodny wymiar mojej zemsty. Kartką to ja mu nic nie zrobię. Poważnego. No cóż. Czeka mnie konfrontacja.

 *

- Zejdę przez nich. No jak mamusie kocham. I tatusia. - wrzeszczał ktoś z kwadratu. Nie wiem, co tam robiłam.
- Nie wyglądasz najlepiej. - stwierdziłam, patrząc na zestresowanego Nowakowskiego.
- Ha ha ha. Mamy szansę grać o złoto, a ty mi zwracasz uwagę na wygląd.
- Piotrek, ja się po prostu martwię, że zemdlejesz.
- A. To co innego. CZY TY NIE WIDZISZ CO ONI WYPRAWIAJĄ DO KURWY NĘDZY?!
- Uuu. Zacząłeś używać słownika poprawnej łaciny?
- MAGDA, KURCZE, A JAK PRZEGRAMY...
- To pytanie czy mam dokończyć?
- Poproszę dwie wersje.
- Jak przegramy to skopie wam dupy. To jest wersja uniwersalna. I dla pytania i dla dokończenia twojego zdania.
- Aha.
- Wiesz co? Wystarczy, że wykrzesasz z siebie jedno słowo i rozkładasz mnie na łopatki.
- Ktoś tu mówił o rozkładaniu?
- Nie, Zbych. - przerwróciłam oczami. -Nikt przed tobą nóg rozkładał nie będzie.
- A szkoda. - poruszył brwiami i wytarł mokre od potu czoło ręcznikiem. Że ten człowiek ma narzeczoną to jestem zszokowana.
- Masakra. - sktwitował Piotr zachowanie kolegi.
- Nie srajcie żarem. - o, nowe bartmanowe hasełko. - Zwycięstwo mamy w kieszeni.
- Nie no, jebnę! Remis! - Nowakowski dostawał już normalnie biegunki ze stresu, że nawet Zbyszek sobie poszedł. Nie no, on akurat wrócił na boisko. Pierwszy kmiot, to znaczy młot polskiej reprezentacji.
- Piotrek, ja z tobą nie mogę. Dostanę albo depresji, albo zawału, albo pierdolca.
- Nic ci na to nie poradzę. JEZUS JESZCZE JEDEN! Taki już jestem panikarz. TAAAAAAAAAK! MAMY TOOO! GRAMY O ZŁOTO!
- MÓWIŁEM? MÓWIŁEM?! - przybiegł Bartman.
- Tak, mówiłeś. - uśmiechnęłam się i aż mi lżej na serduchu się zrobiło. Trzymali w napięciu. Ogólnie to radość. Wszyscy biegają, Kubiak całuje Andree po czole, medal w kieszeni. Być może i złoty. Czego chcieć więcej?

*

Kolacja w spokojnej atmosferze, co by się na nic więcej nie napalać. W końcu musimy zachować zimne umysły. No więc przy stole ja, Jarząbek, szefuńcio i fizjo.
- Mają skopać im fujarki, nie Magda? - grzmiał Wołkowycki.
- Szeeeeefie...- aż się sałatą zakrztusiłam. - Ale dobre, dobre, nie słyszałam tego jeszcze.
- Widzisz, Andrzej?  Zdemoralizujesz nam Magdę.
- Mnie się już chyba nie da bardziej zdemoralizować. Oczywiście żartuję, A teraz przeproszę państwa bardzo serdecznie, kochany sztabie szkoleniowy, gdyż wzywa mnie szóste piętro.
- Co ty, na randkę się umówiłaś?
- Jasne Oskar, z tobą, nie pamiętasz?
- Eeee...
- No to buziaczki...- każdy dostał buziaka w policzek, bo tak to jakoś u nas w kadrze z tymi powitaniami i pożegnaniami bywało. - I do jutra! Czeka nas wielki dzień. I nie siedźcie za długo, bo z kim będę imprezować jutro po finale?

*

Najchętniej to bym się wróciła do Krakowa, zamknęła się w mieszkaniu i spokój święty. Niestety Bułgaria to nie Kraków, a zamknąć się nie mogłam, bo musiałam stawić czoło pewnemu osobnikowi płci męskiej.
- Co chciałeś? - zapytałam przy wejściu zatrzaskując pośladkami drzwi, następnie oparłam się o nie plecami. Nie podchodziłam bliżej.
- Nic. Chujowo wyszło.
- Bardzo.
- Dziwnie mi z tym.
- Tobie jest dziwnie? Tobie? Wow. Coś nowego. - pokiwałam głową.
- To nam się nigdy nie zdarzyło. Dlatego tak jest.
- Jak?
- Magda, ty możesz mówić więcej, niż po jednym słowie?! Przecież ja nic nie zrobiłem?!
- NIC NIE ZROBIŁEŚ?! MAM CI PRZYPOMNIEĆ?! Zrobiłeś ze mnie dziwkę! Że ja ci się niby wpakowałam do łóżka! Upokorzyłeś mnie przed moim bratem i bratową! A nie pamiętasz jak było? Jak to ty przyszedłeś i się na mnie rzuciłeś? To ty tego chciałeś pierwszy! A pamiętasz co było później? Jak zaszłam... Jak później straciłam .... Mieliśmy do tego nie wracać! To miało nic nie znaczyć i nigdy nie miało nas poróżnić! Obiecałeś mi to! A ta cała gównoburza, którą rozpętałeś? Nawet nie przeszłoby mi przez myśl, że mógłbyś mi to zrobić! Dlaczego zwątpiłeś w to, że jestem wobec ciebie lojalna? Dlaczego chciałeś mnie sprowokować?
- Boże, Magda. Odpuść.
- MAGDA ODPUŚĆ? Grzegorz, czuję się, jakbym dostała w twarz, a ty nie potrafisz mnie przeprosić. Wychodzę. Nie mogę na ciebie patrzeć. Piętnaście lat byłam obok, a ciebie nie stać na jedno słowo.
Mam kogoś. - wypalił jak z karabinu. - I nie jestem tu dziś sam. Chciałem ci to powiedzieć jako pierwszej.
- To miej.
- Ona kazała mi wybierać. Albo przyjaciółka, albo ona. Wszystko co powiedziałem... Ja byłem do tego zmuszony... Magda. Ja mam dwadzieścia pięć lat, chciałem się ustatkować. Teraz mam okazję, nie chcę tego schrzanić... Chcę mieć żonę, dzieci...
- Grzegorz, ja czegoś nie rozumiem. Świadomie mnie sprowokowałeś, żeby mieć podstawy do tego,żeby skończyć naszą relacje, tak?
- Czekaj...
- Wystawiłeś naszą przyjaźń dla jednej znajomości. Wszystko poszło się paść, chcesz mnie wymazać z pamięci...
- Zaczekaj...
- Na nic nie czekam, Grzegorz. Rafał odbierze moje rzeczy z twojego mieszkania. Resztę odeślę pocztą. Nienawidzę cie. Wiesz?

*

Dobrze, że wyszłam w porę, a u siebie miałam balkon. Nie płakałam. Odpalałam papierosa za papierosem, a przez moją głowę przeleciało milion myśli. Grzesiek mnie nie przeprosił, czuje się bezkarny za wszystko co powiedział, a ja nie chcę, żeby ktokolwiek mną pomiatał. Nie ma nic gorszego niż kręcenie i motanie się w zeznaniach. A ja miałam minimalną nadzieję na to, że trochę się ukorzy i wrócimy na tory przyjaźni. Przecież jesteśmy dorośli. Nie znamy się od dziś. Przeszliśmy razem niejedno, Byłam świadkiem jego niejednego związku. I nigdy nie czułam się zagrożona, bo wiem, jak traktował wszystkie laski. Identycznie jak ja facetów. Mało poważnie. Zarówno tego, z którym byłam jak i tych, z którymi się spotykałam. Zawsze na pierwszym miejscu staraliśmy się utrzymywać naszą przyjaźń.  Po dzisiejszej rozmowie mam jednak świadomość, że nasza przyjaźń w obliczu zaistniałej sytuacji nie znaczy nic. Grzesiek najwyraźniej ustatkował się, nie szukał usprawiedliwienia i nie powiedział nic w stylu: ' Spotykam się z taką jedną, może być w sumie, idziemy na piwo?' , jak to bywało, ale spokojnym tonem, bez najmniejszego wzruszenia poinformował mnie, że jest w związku i dla dobra miłości rezygnuje ze mnie. Nawet Rudemu było mnie szkoda. Wlazł mi do pokoju, usiadł obok na rozgrzanych po upalnym dniu balkonowych płytkach i słuchał mojego wywodu. A mówiłam dokładnie to, co myślałam.
- Co im, kurwa mać, się dzieje? Najpierw Zbyszek i Dziku odwalają, teraz Gregor... To jest niemożliwe. On się chyba najadł szaleju.
- Nie najadł. Po prostu zmienia swoje życie.
- A ty tak po prostu zamierzasz odpuścić tą przyjaźń, czy co tam was łączy...
- Ja chcę,  żeby on był szczęśliwy. Tyle. A reszta niech się sama ułoży.
- Co po Lidze? Masz jakiś punkt zaczepienia?
- O ile można zaczepić się na wynajmowanym krakowskim mieszkaniu to tak.
- Żartujesz chyba? A jakaś praca?
- Muszę sobie wszystko poukładać. Bez Grzegorza. Może znajdę jakąś koleżankę, będziemy chodziły razem na piwo, będziemy oglądać mecze, zapierdalać samochodem po autostradzie dwieście na godzinę i jeść chipsy o drugiej w nocy.
- Madzia, bez obrazy, ale silna laska, pewna siebie wykształcona kobieta w wieku lat dwudziestu pięciu nie może mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu jak studentka.
- I tak bywa.
- ALE NIE TY, DZIEWCZYNO! Chodź.
I zabrał mnie na kolację, a właściwie na końcówkę, bo przy ostatnim stole na sali siedział Żygadło,  Możdżon, Rucy i Igła.
- Madzia, nie wyglądasz najlepiej
- Dzięki Rucy.
- Stało się coś?
- Nic. Co ma być? Jedziecie gdzieś na wakacje po Lidze?
- A no ...
I zaczęli coś mówić. Starałam się słuchać, ale myślami byłam ciągle w pokoju czterysta czternaście. Ktoś o jakiś Kanarach, ktoś o Grecji...
- A ty? Co po Lidze? Haaaalo! Magda!
- Ja... Eeee... Nie wiem. Nic chyba.
- Co ty? Nic nie planujesz? A co z pracą?
-  Nie mam planów. Nie wiem, gdzie bym chciała pracować... Niczego nie wiem. Idę na zewnątrz zapalić. Idzie ktoś?
Nastała cisza. Oczywiście wstał Możdżon i kiwnął mi głową na znak, że wychodzimy. Kuba zagadał chłopaków i nikt nie dopytywał już o to, co się stało. Dobrze, że nikt nie wiedział o mojej rozmowie z Grzegorzem, z wyjątkiem właśnie Rudego.
- Madzia, nie będę pytał o Grzegorza, bo to, że go z kimś widziałem dzisiaj po meczu wiele mi powiedziało.
- A ja niestety nie doświadczyłam tej przyjemności.
- Posłuchaj... Bardzo bym chciał, żebyś spełniła swoje marzenia.
- Co? Jakie marzenia?
- Twoje. Rozmawiałem przedtem z Rafałem. Pytałem o twoje plany, o to, czego chcesz od życia i wiem, że chcesz pisać w dziale ekonomii i finansów w redakcji jakiejś fajnej gazety, a twoim największym marzeniem jest posiadanie własnego mieszkania.
- W warszawie, na kredyt, ale o tym nie wie nikt. Nigdy nikomu nie mówiłam o szczegółach... Najwyżej Rafałowi. I to nie bardzo.
- Może to najwyższa pora przeprosić rodziców za to, co złe z twojej strony i powiedzieć im w końcu o tym, co ciebie boli?
- Ja naprawdę nie chce z nimi rozmawiać... Wolałabym pogadać z Grzegorza mamą niż z nimi. Naprawdę.
- Antczakowa, po lidze światowej bierzesz kredyt i kupujesz mieszkanie. Wyprowadzasz się na swoje, żyjesz tam gdzie chcesz i jak chcesz. Od nowa. Bez Grześka. Nie ma ludzi niezastąpionych. A ty nie jesteś głupia, żeby się poddawać przez jakiegoś gnojka. Lubię go, jest moim dobrym kumplem, ale spieprzył. A ty pójdziesz i pokażesz światu, że jesteś zajebista laska.


*

- WSZYSCY STAWIAJĄ BARTKOWI NIEBIESKIEGO DŻONEGO WOLKIERA...
- Madziaaaaaa hejejejejejeje!
I nagle byłam w powietrzu a moje czoło dotykało sufitu od szatni. Bartek tańczył bez koszulki, Kubiak przytulał Zbyszka, a trener Wołkowyckiego. Patrzyłam na moich chłopaków i na ich twarze, na których widniała radość. Przez kilka miesięcy obserwowałam ich katorżniczą pracę, walkę o marzenia, a w głowie ciągle miałam rozmowę z Marcinem. Dlaczego tak bardzo zaangażował się w moje życie? Dlaczego to mnie mówił o marzeniach? Nie wiem, ale widok szczęścia i satysfakcji objawiający się tańcem z szampanem w dłoni spowodował, że postanowiłam wziąć się w garść i nie patrzeć na trybuny, gdzie siedział Łomacz z jakąś nieznaną mi szatynką. Na imprezie, ze złotymi medalami na szyi, Wołkowycki dziękował przy wszystkich za wkład, jaki miałam w zorganizowanie drużyny. Oczywiście odwdzięczyłam się wspomnieniami z Konsulatu, na co usłyszałam "o Jezu"  z ust Kurka. Szef wspomniał coś o przedłużeniu mojej umowy na czas akcji Londyn. Zgodziłam się. Drużyna pozwala mi oderwać się od problemów. Pochłania mnie w stu procentach. Nie mogłam mu odmówić. Chociaż zaznaczyłam, że zastrzegam sobie prawo do odmowy. W końcu nie wiem przecież co będzie ze mną za kilka miesięcy. Ba. Ja nawet nie wiem co będzie jutro. Muszę nauczyć się żyć bez wsparcia Gregora. Gdzieś tam, w głowie, pojawił się zarys tego, co dalej.


*tymczasem w Krakowie, kilka dni po powrocie do Polski*
- Magdę zastałem?
- Ale Pani Antczak nie mieszka tu od wczoraj. Zostawiła wypowiedzenie i spakowała swoje rzeczy w ciągu dwóch godzin. Od jutra mieszkanje zajmuje nowy właściciel.
- Gdzie ona jest?
- Nie mówiła. Wspomniała tylko, że zmienia numer.
- Jej rodzice nie wiedzą, co się z nią dzieje. Jej koleżanki również.
- Przykro mi, ale nie mogę pomóc. - odparł właściciel krakowskiej kawalerki.



***
Miał być już dawno ale jestem głupia. Jest ktoś ?

Komentarze

VE. pisze…
Ja jestem i będę. I mocno, ale to mocno nienawidzę w tej chwili Grześka. Bo co to jest, żeby dla jakiejś tam dziewczyny odpuszczać 15 lat znajomości? Śmieszny typ. Chociaż bardziej żenujący.
I w ogóle to uwielbiam Marcina.
VE. pisze…
Zapraszam do siebie na nową siaturę :)
http://siatury.blogspot.com/
lukrecja. pisze…
Jeśli masz czas i ochotę Zapraszam na ostatnią część na http://zgubione-slowa.blogspot.com/
W rolach głównych Noelle oraz Matt:)

Popularne posty z tego bloga

#1 Hej Spała, wioska niemała...

#7 To ty nic nie wiesz?!