#12 Gregor ze mną zerwał.

- Z nim rozmawiać nie musisz, ale zostań chociaż dla samej siebie. Przecież musisz odpocząć.
Oho. Moja miłosierna bratowa postanowiła wziąć w sprawy w swoje ręce. - Nie lubisz mnie, rozumiem, ale nie chcę, żebyś odjeżdżała.
- No a co ja mam tu niby robić? Wszystko pozamiatane. - burknęłam pakując swoje rzeczy.
- Magda, nie przeginaj.
- Ale pomyśl. Mamy wam psuć wyjazd? Przecież wiesz doskonale, że i jedno i drugie jest za dumne, żeby odpuścić. Bo gdyby tak nie było i gdyby widział, że nie odpuszczam, Grzesiek już by tu był. Razem z tobą.
- To może ty odpuść...
- Ale to on nawalił. Z resztą. Bawcie się z Rafałem dobrze.
- Czym wrócisz?
- Nie wiem? Stopem? - wyminęłam bratową i udałam się w stronę wyjścia. Rzuciłam tylko okiem na siedzących Grześka i Rafała. Ten pierwszy popijał kawę niczym nie wzruszony. Mój brat za to gryzł wargi, żeby przez przypadek niczego nie powiedzieć, bo Gregor jakby mu tą kawą przypierniczył to nic dobrego by z tego nie wyszło.
- Narazie. Tylko wszystko ze sobą zabierz. - usłyszałam jakieś łomaczowe słowa i aż się we mnie zagotowało. Zatrzymałam się, upuściłam walizkę i wzięłam głęboki oddech. Jak myślał, że tak się to zakończy to się mylił. Chciałam mu pieprznąć, ale pomyślałam sobie, że szkoda ręki i wylałam mu na twarz szklankę Rafała z wodą mineralną. Ulżyło chociaż trochę.
- Zapomnij, że kiedykolwiek byłam w twoim życiu.
- Robi się. Wzajemnie.
No i poszłam sobie pozostawiając wszystkich w osłupieniu. Gregor wszystko spieprzył. Oczywiście ja nie mówię, że jestem święta. Ale zaczęło się od głupiej i imprezy i od jego jeszcze głupszego zachowania na niej, a skończyło na wylanej wodzie i deklaracji zerwania przyjaźni. No właśnie, czy to było zerwanie przyjaźni? Czy może między nami było coś więcej? Trudno powiedzieć. Z jego strony raczej nie. Z mojej? Nie wiem. Ale im dalej wędrowałam ze swoją walizką i torebką w prawie trzydziestostopniowym upale, tym bardziej czułam się skołowana. Jakbym coś straciła. Jakąś część siebie, która gdzieś tam sobie uleciała, albo on ją zabrał ze sobą, a następnie upuścił, podeptał, napluł i jeszcze wylał szklankę wody. Co by nie powiedzieć, byliśmy w jakimś związku. Można rzec, że w związku bratnich dusz, co kiedyś zostało tak nazwane przez mojego brata. I ta kłótnia sprawiła, że się rozstaliśmy, jakkolwiek to nie brzmi. A szczeniacko mówiąc, to Gregor ze mną zerwał. Bo to w sumie taki szczeniacki powód był, żeby jedno i drugie wybuchło. A o co nam chodziło, to chyba tylko Bóg wie. I to nie wiem. W każdym razie to była pierwsza kłótnia z Grzegorzem od jakiś piętnastu lat. I wygląda na to, że z takim przytupem, że aż ostatnia. Ja zawiodłam się na nim, on być może na mnie też, bo drążyłam temat i po nitce do kłębka doszliśmy do końca.
Oczywiście ze stopa nie skorzystałam, bo paru imbecylów się zatrzymało, żeby mi tyłek w krótkich spodenkach skontrolować, ale zawsze mam w zanadrzu środkowy palec. No. Także autobus na dworzec właśnie podjechał. A z dworca kierunek Warszawa. A z Warszawy to już Wrocław rzut beretem. Jakieś pięćset kilometrów.



*


- Zapomniałaś czegoś?
- Nie.
- To dlaczego wróciłaś?
- Bo wyjazd się nie udał.
- Jak to, przecież jechałaś z Grzegorzem...
- Mamo, proszę, nie męcz. Odpuść mi chociaż ty.
- Gdzie Grześ?
- Odpuść, słyszysz? Po prostu nie wspominaj o Łomaczu i o tym wyjeździe. Nigdy mnie tam nie było, jasne?! Do dupy z tym wszystkim!
Jeszcze jakby tego było mało to dzwoni telefon. No cholera...
- Czego?
- Magda?
- Szefie... Przepraszam.
- Dasz radę być za dwa dni w Spale? Potrzebujemy pomocy.
- Jasne.
Kocham tego człowieka, mówiłam to już?


*


W Spale było tak cicho, że nawet zebrania sztabu i kilkugodzinne załatwianie przeróżnych spraw pozwoliło mi odetchnąć. Dowód na to, że praca może odprężać. Sytuacja z Grzegorzem ciągle mnie dręczyła. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek coś we mnie tak uderzyło. Wołkowycki na wszelakie sposoby próbował wyciągnąć ze mnie, o co chodzi, ale nawet nie miałam siły o tym rozmawiać. Bo do gościa, który mógłby być twoim ojcem powiedzieć coś na kształt ' Bo rozumie szef, najpierw zdradziłam swojego faceta z najlepszym przyjacielem, później nadal się przyjaźniliśmy, a teraz wypomniał mi to w momencie, w którym bym się nie spodziewała, że może to zrobić i jeszcze w dodatku pożarliśmy się na wieki wieków amen.' byłoby co najmniej dziwne i niesmaczne. W sumie to ma córki w moim wieku i gdyby któraś wypadła z czymś takim, to raczej by jej nie pochwalił. No chyba, że jest taki spoko w tych sprawach, jak spoko jest jako szef. W każdym razie potwierdzało się to, co uświadomiłam sobie kiedy targałam walizkę na jakiś zapchlony przystanek. Bez Grześka moje życie będzie wyglądać tragicznie, tak jak każdy poranek bez głupiego smsa o ósmej rano, że dziś zapalę ostatniego papierosa. Albo, że powinnam ruszyć tyłek i w końcu otworzyć mu drzwi, bo stoi od godziny i sąsiedzi myślą, że chce coś ukraść. Albo, że dzisiaj pada deszcz i jest brzydko na polu, ale ja i tak jestem brzydsza i że też mnie kocha. I miliony innych takich głupich smsów, dzięki którym albo się wkurwiłam, albo uśmiałam, albo wzruszyłam albo zmotywowałam do zrobienia czegoś. Albo i nie zmotywowałam. Bo jak chciałam ściąć i przefarbować włosy to aż z Jastrzębia do Krakowa przyjechał, że on mi stanowczo tego zabrania i jak utnę więcej niż centymetr to mnie więcej do swojego domu nie przyjmie, a jak zmienię kolor to już ewidentnie będę spała pod mostem jak się z rodziną pokłócę. Bo nawet jeśli dzielą cię setki kilometrów, nieudane zgrupowania i wesołe miasteczko w Kanadzie, masz świadomość, że choćby się waliło i paliło i nie wiadomo co jeszcze, masz do kogo zadzwonić i bez zbędnego przywitania od razu przejść do meritum. I nawet jeśli nie jesteście rodziną, a leżysz w szpitalu bo uderzyłaś się w głowę na imprezie i trochę cię przyćmiło, pamiętasz tylko jeden numer i ta twoja bratnia dusza dowiaduje się jako pierwsza, że przegięłaś. A tak... To nie dość, że zostaje się samemu ze sobą to jeszcze nie ma się połowy siebie. Lipa do kwadratu.


*

- Wyglądasz jakby cie potrącił tir. - Marcin Możdżonek w autobusie z lotniska w Sofii z rana, jak śmietana.
- A czuję się tak, jakby potrąciły mnie dwa tiry.
- A gdzie brata zgubiłaś?
- Co ja jego siostrą jestem, że mam wiedzieć, gdzie się zapodział?
- Kochana jak zawsze.
- A tak na poważnie, to nie wiem. Gdzieś tam pewnie idzie z tyłu.
- O. A ty nie byłaś z nim na wakacjach?
- Byłam, ale się zmyłam. - poruszyłam ramionami i już miałam kontynuować swoją wypowiedz, ale walnęłam czołem o Igły plecy.
- Na tej sali się dobrze gra. -  Bartman z gestem uniesionych w górę dwóch palców komentował obiekt, na którym miał rozpocząć się turniej finałowy Ligi Światowej.
- Idź lepiej rozciągać swój młot.
- Sugerujesz mi, droga Magdaleno, że z moim młotem coś nie tak?
- Nie.  Sugeruję, że skoro nie masz mózgu, chociaż młotem się zajmij.
- Kiedy ty w końcu będziesz dla mnie miła?
- Jak zdobędziecie złoty medal. Wtedy mogę się ewentualnie zastanowić.
- Heeeej, Magda! Co u Grzecha?
Wspaniale. Turbozajebiście. Rudy normalnie w punkt przymierzył z tym pytaniem. Igła, Bartman, Możdżonek wiążący trzy metry dalej buta i ja, wyglądająca jakbym naprawdę przeżyła zderzenie z ciężarówką. Zapomniałam, że Jarosz i Łomacz to przyjaciele. Dawno się nie widzieli i stąd zapewne to pytanie.
- Chyba dobrze. Rafała spytaj, to ci więcej powie.
- Uuuuuuu, jak to tak? Najlepsza przyjaciółka nie wie co u jej najlepszego przyjaciela? Śmiało, chwal się nam, że Grzechu jakąś mazurską dziewoję wyrwał. W słuchawce był z tego dość zadowolony. 
Nie przypominam sobie, żeby mnie Bartman kiedykolwiek bardziej wkurwił. No, może w momencie, w którym przyznał się do tego, że między nami nic nie zaszło. Aż poczerwieniałam ze złości. A Grzesiek? Teraz to już koniec wszystkiego na amen.
- W takim razie, skoro wszystko wiesz, to po co mnie pytasz?
Odeszłam od towarzystwa, wyciągając z kieszeni papierosa.
- Gdzie idziesz?
- Zapalić. 

Bułgarskie powietrze tylko dodatkowo mnie dobiło, bo było cudowne, a ja aż kipiałam ze złości. Dobrze, że było ciemno, bo jakbym zobaczyła kawałek morza to z rozpaczy sama wysadziłabym się w powietrze.
- Magda, ja wszystko wiem i... - przeszłam kilometr, a Rafał szedł za mną. Nic o tym nie wiedziałam.
- I szedłeś za mną kawał drogi, żeby mi o tym powiedzieć tak?
- Nie. Pomyślałem po prostu, że chciałabyś o tym pogadać, bo ci ciężko?
- okrył mnie swoją bluzą i rozmawiając szliśmy przed siebie.
- Co chcesz wiedzieć? No, co chcesz wiedzieć, słucham? 
- Do tej pory ty słuchałaś ludzi, kolej na to, żeby ktoś wysłuchał ciebie. A ja jestem twoim bratem. Taka moja rola. 
- Ja się z nim nigdy nie pokłóciłam, rozumiesz?
- Wiem o tym.
- Nigdy w życiu. I nigdy nie byłam nigdzie sama. Zawsze byłam z nim. Miałam dwie koleżanki, ani jednej przyjaciółki. Tylko przyjaciela. Jego. Jak się chciałam przytulić to szłam do niego, jak się chciałam wypłakać, to też szłam do niego. Z najmniejszą pierdołą szłam do Gregora. Bo po prostu mogłam i czułam, że tylko on może mi pomóc, ewentualnie pieprznąć w głowę. 
- A z tą jego dziewczyną? Tą, która była równolegle z twoim facetem...
- Nie czułam się zagrożona, bo Gregor był w związku na takiej samej zasadzie jak ja. Zawsze to ja byłam ważniejsza. A przynajmniej tak się czułam, bo widziałam, że na miłości mu nie zależy. 
- Grzesiek powiedział, że pożarliście się o coś, o co obiecaliście sobie nawzajem nigdy się nie pokłócić. 
- Poszliśmy na imprezę, Gregor lekko popłynął, otoczyły go jakiejś panny, cały czas siedziałam sama i gapiłam się w szklankę swojego drinka. Głupota, ale byłam zła, bo sam mnie na tą imprezę wyciągał. Na drugi dzień na śniadaniu na mój humor zareagował jak nigdy, bo wyrzucił mi, że jak się z nim przespałam, to nie przeszkadzało mi to, że był zajęty i nie rozumie, o co ja się złoszczę. Więc odpowiedziałam, że jemu też nie przeszkadzało, że i ja byłam zajęta. Spakowałam rzeczy, a na odchodne usłyszałam słowo pożegnania i jakąś ironiczną uwagę, żebym wszystko ze sobą zabrała. Później kazałam mu zapomnieć, że kiedykolwiek byłam w jego życiu, on kazał zrobić mi to samo i ot, cała historia. A z resztą... Przecież ty tam byłeś. Po co ja ci to mówię?
- Na drugi dzień powiedział mi tylko, że trochę się między wami spieprzyło i że pewnie nie odpuścisz. Na tym zakończyliśmy ten temat. 
- Trochę? Przecież to koniec. Jesteśmy ludźmi wolnymi, dorosłymi i mamy swoją dumę. Ja nie zamierzam wyciągnąć do niego ręki, choćby nie wiem jak bolała strata. To on wszystko spieprzył. 
- Ale to ciągle jest twój Gregor. 
- Mój jak mój. 
- No a czyj? Tylko i wyłącznie twój. Jesteście popierdoleni. Obydwoje. Lata za tobą pół kadry, myślisz, że jako twój brat tego nie widzę? Wszystkich masz głęboko w poważaniu. Sypnęło się z Gregiem, runął ci cały świat, na głowę. Jemu podejrzewam też. Tylko nic nie mówi. Przecież go znasz. Zachowuje się zupełnie jak ty. Nikt nie jest facetem twoich marzeń. Wiesz dlaczego?
Przystanęłam nad jakimś klifem i rozpłakałam kompletnie nie kontrolując swoich emocji.
- Bo nikt nie jest Gregorem. - wyszeptałam, wycierając oczy rękawami od bluzy.
- Wystarczy jeden facet. Jeden głupi zjeb, mój kumpel idiota, jakim jest Łomacz i kadrowa twardzielka, a moja wydawać by się mogło kamienna siostra, jest w częściach. To kiepski moment, żebyś tutaj z nami była. 
- Ale muszę. Nie zostawię was. Dzięki wam wszystkim nie myślę o tym co złe, mam lepszy humor. Gdyby nie to, że tutaj jestem, nikomu bym tego nie powiedziała. A tak jest mi chociaż odrobinę lżej.
- Wiesz, że musisz powiedzieć mi coś jeszcze? 
- Co?
- Kochasz Gregora?
- Kochałam, nigdy mu tego nie powiedziałam, bo to było głupie.
- Dlaczego głupie?
- Bo on nie kochał mnie.
- A skąd to wiesz?
- Bo gdyby mnie kochał, to nigdy by mi tego nie zrobił. 
- A może właśnie dlatego to zrobił, bo cie kocha? 
- Rafał, ja go znam piętnaście lat. Na wylot. Każde jego zachowanie i każdy jego ruch. Ty też go przecież znasz. 
- A kochasz go teraz?
- Nie wiem. Nie mogę ci tego powiedzieć, bo za dużo się miedzy nami wydarzyło, spieprzył nasza relację jednym głupim tekstem właściwie. 
- Przez jedną akcję przestaje się kochać kogoś, kogo kochało się kawał swojego życia? 
Brat wydobył ze mnie wszystko, co można było wydobyć. Aż mnie zmęczyła ta rozmowa. Jedna z cięższych, jakie dane mi było przeprowadzić. Dlaczego akurat jemu zaufałam i wyjawiłam najpilniej strzeżony sekret? Może jako jedyny mnie przejrzał? Może faktycznie znał mnie tak dobrze, że i tak wszystko sam by sobie dopowiedział?
- Fajnie, że chciałeś ze mną pogadać.
- Oj, mała. Chodź.
- a teraz to się porządnie rozkleiłam, aż mi powietrza brakowało. - Nie możesz płakać. Nie pozwalam ci, słyszysz?
- Jeżeli Grega nie będzie, ja sobie nie poradzę.
- Poradzisz. Ja ci pomogę. Od tego mnie miałaś i masz. I będziesz mieć. 




*
jeszcze trochę te chłopy będą magdę nękać. współczuję jej. 

Komentarze

VE. pisze…
Matkobosko, jaki ten Gregor jest durny.
lukrecja. pisze…
Hej :)
Nie wiem czy jeszcze mnie pamiętasz, ale chciałabym zaprosić Cię na moją kolejną historię. W rolach głównych : Noelle oraz Matthew.
http://zgubione-slowa.blogspot.com/
Buziaki :)

Popularne posty z tego bloga

#1 Hej Spała, wioska niemała...

#7 To ty nic nie wiesz?!

#13 Ona kazała mi wybierać.